Konkordat w Polsce – zwyczajna umowa, czy złożenie hołdu Kościołowi?

Państwo Społeczeństwo dołącz do dyskusji (197) 28.10.2018
Konkordat w Polsce – zwyczajna umowa, czy złożenie hołdu Kościołowi?

Rafał Chabasiński

Konkordat w Polsce budzi bez przerwy kontrowersje. Niektórzy widzą w nim dowód na istnienie w Polsce państwa wyznaniowego, czy wręcz akt złożenia hołdu lennego Kościołowi. Inni upatrują w tej umowie zobowiązanie do finansowania kościelnych instytucji przez państwo. Jeszcze inni przypisują jego przyjęcie… lewicy. Czy zawarty między Rzecząpospolitą Polska a Stolicą Apostolską konkordat naprawdę wywołuje aż tak daleko idące skutki?

Konkordat ma moc prawną większą, niż ustawy – jak każda ratyfikowana umowa międzynarodowa

Wokół niewielu umów międzynarodowych zawartych przez polskie rządy narosło tyle nieporozumień, czy wręcz mitów. Trzeba przyznać, że o ile stosunki między Kościołem a państwem w naszym kraju są w kręgu żywotnych zainteresowań społeczeństwa. Niestety, treść dokumentu, którego istotą jest regulowanie tych zagadnień, jest raczej niewielka. Tym łatwiej rozmaitym siłom politycznym wykorzystywać konkordat jako oręż – a to przeciwko Kościołowi, a to przeciwko tym czy innym rządzącym.

Przed wejściem w życie konkordatu, stosunki pomiędzy władzą świecką a Kościołem regulowała w Polsce ustawa o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej. Konkordat w Polsce, w świetle prawa, jest ratyfikowaną umową międzynarodową. To z kolei oznacza, że jest częścią polskiego porządku prawnego, który nie dość, że może być stosowany bezpośrednio, to jeszcze ma pierwszeństwo przed ustawami.

Konkordat w Polsce nie ma nic wspólnego z Leszkiem Millerem

Trudno o lepszy przykład nietrafionego argumentu tego typu, niż przypisywanie podpisania konkordatu Sojuszowi Lewicy Demokratycznej. Niektórzy przypisują wręcz podpis pod dokumentem Leszkowi Millerowi. Postępek taki miałby dowodzić, że partia ta z „prawdziwą lewicą” nie ma tak naprawdę nic wspólnego, że SLD jest tak naprawdę partią konserwatywną, wręcz prokościelną. Sęk w tym, że najzwyczajniej w świecie nic takiego nie miało miejsca.

Konkordat pomiędzy Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską został podpisany 28 lipca 1993 r. Stronę kościelną reprezentował ówczesny nuncjusz apostolski, arcybiskup Józef Kowalczyk. Przedstawicielem strony rządowej, którego podpis widnieje pod dokumentem, był Krzysztof Skubiszewski – minister spraw zagranicznych w rządzie Hanny Suchockiej. Konkordat w Polsce na ratyfikację czekał długo, bo do 1998 r. Decyzję w tej sprawie podjął sejm, głosami koalicji Akcji Wyborczej Solidarność oraz Unii Wolności, przy wsparciu Polskiego Stronnictwa Ludowego i Ruchu Odbudowy Polski.

Co ciekawe, pomiędzy podpisaniem konkordatu a jego ratyfikacją mieliśmy trzy rządy: Waldemara Pawlaka, Józefa Oleksego i Włodzimierza Cimoszewicza. Współtworzyło je właśnie SLD, wówczas będący bardziej koalicją partii lewicowych powstałych po samorozwiązaniu PZPR, niż typową, jednorodną partią polityczną we współczesnym rozumieniu. Łatwo się domyślić, że w tym okresie o ratyfikacji umowy przez Sejm nie było mowy. Trzeba do tego było zdobycia rządów przez prawicę w następnych wyborach. Faktem jest jednak, że wówczas ustawę ratyfikującą konkordat podpisał wywodzący się z SLD prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Jak na szczególnie uroczysty dokument przystało, umowa rozpoczyna się od preambuły

Konkordat w Polsce nie jest przesadnie długim dokumentem. Składa się raptem z dwudziestu dziewięciu artykułów poprzedzonych preambułą. Z jego treścią można bez trudu zapoznać się chociażby na stronie Sejmu. Jak na umowę międzynarodową przystało, tekst zapisany jest zarówno w języku polskim, jak i włoskim. Preambuła wskazuje z jednej strony na cele zawarcia umowy, z drugiej zaś okoliczności jakie temu aktowi przyświecały. W pierwszym przypadku należałoby wskazać przede wszystkim dążenie „do trwałego i harmonijnego uregulowania wzajemnych stosunków” oraz poszanowanie poszanowanie praw człowieka, zwłaszcza w aspekcie swobody wyznania i walki z dyskryminacją na tle religijnym.

Umawiające się strony uznały również za stosowne wspomnieć z jednej strony o szczególnym momencie w historii Polski – a więc o odzyskaniu niepodległości i suwerenności – z drugiej zaś o szczególnej roli Kościoła w historii naszego narodu i naszej państwowości. W treści konkordatu został wspomniany również, żyjący przecież wówczas, papież Jan Paweł II.  Warto wreszcie zauważyć, że istotnym fragmentem preambuły jest ten wskazujący na Bullą papieską „Totus Tuus Poloniae populus”, która to uformowała nową administrację kościelną w Polsce.

Rozdział kościoła i państwa wynika, między innymi, właśnie z zapisów konkordatu

Treść pierwszego artykułu konkordatu wprost wskazuje na rozdział państwa od Kościoła. Strony umowy zobowiązują się w nim do pełnego poszanowania wzajemnej niezależności we wzajemnych stosunkach. Następne cztery artykuły dotyczy kwestii niejako organizacyjnych. Przewidują one, że reprezentujący stronę kościelną nuncjusz apostolski będzie, jak do tej pory, rezydować w Warszawie a ambasador Polski w Watykanie. Artykuł trzeci zapewnia polskiemu Kościołowi oraz jego przedstawicielom swobodę w komunikacji między innymi ze Stolicą Apostolską, ze sobą i kościołami w państwach trzecich. Zgodnie z artykułem czwartym, Polska uznaje osobowość prawną Kościoła oraz tych jego instytucji, które takową powinny posiadać zgodnie z prawem kanonicznym. Pozostałe mogą ją uzyskać na wniosek strony kościelnej. Artykuł piąty zaś przewiduje zapewnienie przez państwo Kościołowi Katolickiemu swobody publicznego pełnienia swojej misji. Zakłada ona również „wykonywanie jurysdykcji”, zarządzanie oraz administrowanie przez Kościół w zgodzie z prawem kanonicznym.

Umowy z władzą kościelna przydają się, jeśli chcemy uniknąć, by inne państwa mieszały się w nasze wewnętrzne sprawy

Artykuł szósty przewiduje, że żadna część kościelnej administracji nie będzie wykraczać w żadną stronę poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Co więcej, biskupi pełniący funkcje w Konferencji Episkopatu Polski muszą być obywatelami polskimi. Jej członkowie nie będą również członkami analogicznych instytucji w innych państwach. Następny artykuł przewiduje również, że o ile mianowanie biskupów to wyłączna kompetencja władzy kościelnej, o tyle będą oni wybierani spośród polskich obywateli. Wbrew pozorom, są to dość ważne zapisy z punktu widzenia interesów państwa. Religia, siłą rzeczy, bardzo oddziałuje na wiernych. Jeżeli zaś zwierzchność nad kościołem w danym państwie sprawują osoby wywodzące się z innych państw, to istnieje ryzyko wykorzystywania takiej zależności do celów politycznych.

Nie jest to bynajmniej zagrożenie czysto teoretyczne. Widać to bardzo dobrze chociażby na przykładzie Ukrainy. Skonfliktowana z nią Rosja zwykła wykorzystywać do celów zdecydowanie świeckich zwierzchność moskiewskiego patriarchatu nad cerkwią ukraińską. Dopiero niedawno patriarcha Konstantynopola podjął decyzję o nadaniu tej drugiej autokefalii, a więc samodzielności. Osłabiając wpływy Moskwy zaryzykował przy okazji schizmę w obrębie prawosławia. Warto wspomnieć, że po odzyskaniu niepodległości władze II Rzeczpospolitej bardzo szybko, bo już w 1924 roku, zadbały o uzyskanie takich uprawnień dla lokalnego kościoła prawosławnego. Podobnie uczyniła chociażby Czechosłowacja.

Konkordat w Polsce ułatwił życie wielu małżeństwom zawartym po jego ratyfikacji

Artykuł ósmy konkordatu potwierdza wolność sprawowania kultu, oraz reguluje status zarówno miejsc jego wykonywania, jak i grzebania zmarłych. Zapewnia on dużą swobodę Kościołowi, jednak zastrzegając przy tym prymat prawa krajowego. Artykuł dziewiąty ustanawia listę świąt kościelnych, które będą dniami wolnymi od pracy. Oprócz wszystkich niedziel, są to: uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi (a więc dzień Nowego Roku), poniedziałek wielkanocny, dzień Bożego Ciała, uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny dnia 15 sierpnia, dzień Wszystkich Świętych oraz pierwszy i drugi dzień świąt Bożego Narodzenia.

Dzięki zapisom artykułu dziesiątego, funkcjonuje w Polsce tak zwane „małżeństwo konkordatowe”. Pozwala ono na zawarcie ślubu kościelnego wywierającego przy okazji wszystkie skutki cywilnoprawne. Warunki w takim wypadku są trzy. Pierwsza to brak przeszkód do zawarcia małżeństwa wynikających z prawa polskiego. Małżonkowie muszą także złożyć oświadczenie wyrażające wolę wyboru takiej formy. Dodatkowo w ciągu pięciu dni od zawarcia ślubu kościelnego, stosowne dokumenty muszą zostać przekazane do Urzędu Stanu Cywilnego.

Artykuł jedenasty właściwie nie wydaje się wywierać większych skutków. Umawiające się strony potwierdzają w nim „wolę współdziałania na rzecz obrony i poszanowania instytucji małżeństwa i rodziny będących fundamentem społeczeństwa”. Warto przy tym zauważyć, że widać tutaj pewną rozbieżność stanowisk. Strona kościelna dodatkowo akcentuje w tym artykule katolicką naukę o nierozerwalności i godności małżeństwa.

Ilość godzin religii została ustalona przez ministra edukacji, nie przez konkordat

Bardzo istotny wydaje się być artykuł 12. Potwierdza on zobowiązanie państwa do organizowania przez publiczne szkoły i przedszkola lekcji religii. Co więcej, lekcje takie mają odbywać się w ramach normalnego planu zajęć. Lekcje religii zniknęły ze szkół w 1961 r. Zajęcia prowadzone były w parafiach, choć wciąż pod państwowym nadzorem. Religia została przywrócona do szkół w 1990 r., na podstawie instrukcji ówczesnego Ministra Edukacji Narodowej. Obecnie możliwość organizowania lekcji religii znajduje się w art. 53 ust. 4 Konstytucji. Warto przy tym zauważyć, że konkordat nie reguluje, ile takich godzin ma zostać w tygodniu, czy w roku, przeznaczonych na nauczanie tego przedmiotu. Druga godzina religii była niejako prezentem ze strony władzy świeckiej, skądinąd wprowadzonym rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej już po ratyfikacji konkordatu.

Trzeba przyznać, że strona rządowa w praktyce oddała pole Kościołowi w kwestii tego, co na lekcjach religii będzie nauczane. Program zajęć ustala strona kościelna, co najwyżej przedstawiając go właściwej władzy świeckiej do wiadomości. Podstawowym kryterium dopuszczenia do nauczania religii jest posiadanie upoważnienia od biskupa diecezjalnego. Wymogi w rodzaju wykształcenia pedagogicznego, zgodnie z przepisami konkordatu, miały być przedmiotem dalszych ustaleń. Porozumienie nakładające na nauczycieli religii obowiązek posiadania stosownego przygotowania pedagogicznego zawarto dopiero w 2016 r.

Papieska Akademia Teologiczna oraz KUL muszą być dotowane przez państwo, Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu co najwyżej może

Następny artykuł regulują kwestię dostępu dzieci na koloniach i obozach do udziału w praktykach religijnych. Artykuły 14 i 15 dotyczą zakładania przez Kościół placówek oświatowych oraz szkół wyższych. Zrównują one w zasadzie ich prawa i obowiązki z tymi prowadzonymi przez władze świeckie. Ustęp 3 artykułu 15 konkordatu nakłada na państwo obowiązek finansowania dwóch kościelnych szkół wyższych. Mowa o Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz o Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Pozostałe uczelnie prowadzone przez Kościół władze mogą być dotowane przez państwo, lecz wcale nie muszą. Ust. 4 wspomina jedynie o tym, że państwo „rozważy” udział w ich finansowaniu.

Zgodnie z artykułem 16 konkordatu, kapłani sprawują posługę kapelańską w Wojsku Polskim w ramach ordynariatu polowego. Część odnosząca się do zniesionej obowiązkowej służby wojskowej straciła po latach swoje znaczenie. Warto jednak dodać, że konkordat nie przesądza o tym, jakie stopnie wojskowe mają otrzymać kapłani pełniący funkcje kapelanów. Stopień generalski dla biskupa polowego oraz oficerskie dla kapelanów to kolejny ukłon władzy świeckiej w stosunku do Kościoła, który nie wynika z zapisów umowy. Artykuł 17 dotyczy posługi duszpasterskiej w więzieniach, szpitalach, placówkach wychowawczych i poprawczych oraz opieki społecznej. Władza świecka zobowiązana jest do zapewnienia warunków jej wykonywania.

Konkordat w Polsce w wielu aspektach zrównuje funkcjonowanie instytucji kościelnych z innymi analogicznymi

Dalsze przepisy umowy odnoszą się do takich kwestii, jak chociażby praktyki religijne sprawowane dla mniejszości narodowych, zrzeszenia religijne świeckich, kościelne wydawnictwa, czy prowadzenia działalności charytatywnej przez Kościół. Te ostatnie zawierają zapis, który wyłącza spod obowiązywania przepisów o zbiórkach publicznych te, które Kościół przeprowadza w związku ze swoją działalnością charytatywno-opiekuńczą, naukową, oświatową i wychowawczą oraz na utrzymanie kościołów i zakonów. Warunkiem takiego zwolnienia jest przeprowadzanie ich we właściwym miejscu lub w przyjętej tradycyjnie formie. Chodzi, między innymi, o pieniądze zbierane na tacę.

Ostatnich osiem artykułów konkordatu reguluje w dużej mierze zrównania w prawach rozmaitych form działalności Kościoła, oraz aspektów jego funkcjonowania, z analogicznymi czynnościami podejmowanymi przez inne podmioty. Pojawiają się, na przykład, przepisy pozwalające Kościołowi zakładać fundacje, regulujące powstawanie nowych obiektów sakralnych czy dotyczące współpracy z władzą świecką odnośnie konserwacji zabytków. Na koniec konkordat ustala sposoby współdziałania między państwem a Kościołem oraz polubowny sposób rozwiązywania ewentualnych sporów w przyszłości.

Ale po co właściwie mielibyśmy wypowiadać konkordat w Polsce?

Jak widać, konkordat w Polsce nie zawiera zbyt wiele kontrowersyjnych zapisów. Takich, które faktycznie mogłyby się wydawać wyraźnie niekorzystna dla Rzeczypospolitej Polskiej jest raptem kilka. Próżno tu szukać zapisów odnoszących się do spraw najbardziej podgrzewających debatę publiczną, w rodzaju aborcji czy eutanazji. Nie ma ani słowa o zwrocie mienia przejętego wcześniej przez komunistów. W Konkordacie nie ma również jakichś daleko idących zobowiązań dotyczących finansowania strony kościelnej z pieniędzy publicznych, czy nawet jakichś szczególnych zwolnień podatkowych. Biorąc pod uwagę kontekst historyczny podpisania konkordatu – raptem kilka lat po zmianie ustroju, istotnej roli politycznej, jaką w czasach Polski Ludowej Kościół odgrywał po stronie opozycji – sam pomysł uregulowania formy stosunków wzajemnych wydaje się być wręcz racjonalnym.

Jego treść jest jednym z fundamentów rozdziału Kościoła od państwa. Rozdział ten, w przeciwieństwie do „laickiego” modelu, jest w swojej naturze przyjazny. Obydwie strony uznają swoją autonomię, przy jednoczesnym traktowaniu siebie nawzajem jako równorzędne podmioty. Oczywiście, z praktyką bywa różnie. Stosunki między państwem a Kościołem bywają mniej i bardziej zażyłe, w zależności od tego, która opcja polityczna akurat sprawuje władzę. Warto jednak pamiętać, że nie wynika to w żadnym wypadku z treści tej umowy.