Prawny zgrzyt jest symbolem próby uniwersalizowania przepisów za wszelką cenę.
Prawo liczy na empatię funkcjonariusza i że „jakoś to będzie”
Nakaz trzymania rąk na kierownicy jest jednym z bardziej kontrowersyjnych elementów kontroli drogowej, gdy spróbujemy zastosować go do ludzi niemających kończyn górnych. Przepisy nie rozróżniają bowiem, czy kierowca steruje autem klasycznie, czy stopą. Dla zasady każdy podczas kontroli ma trzymać ręce na kierownicy, chociaż rząd doskonale wie – a przynajmniej powinien wiedzieć – że samochody mogą prowadzić również osoby po amputacjach lub z wrodzonym niedorozwojem kończyny górnej. Doskonałym przykładem mężczyzny kierującego mimo braku rąk jest Bartosz Ostałowski, znany fanom motosportu.
Oczywiście kierowcy, którzy z powodu niepełnosprawności nie mogą trzymać rąk na kierownicy, nie łamią prawa – przepisy przewidują egzekwowanie obowiązków przez funkcjonariusza „z zachowaniem zdrowego rozsądku”. Przecież kontrolujący pojazd policjant nie może wymagać trzymania rąk na kierownicy od kierowcy, którego stan zdrowia mu to uniemożliwia. Prawo niestety kolejny operuje skrótem myślowym niebezpiecznym na gruncie jakichkolwiek przepisów.
Sensu trzeba szukać nie w literalnym wydaniu, lecz w idei – kierowca podczas kontroli ma pozostać przewidywalny, nie powinien wykonywać gwałtownych ruchów. Nieroztropność polega więc nie na samej zasadzie, ale na jej językowej toporności. Ale dlaczego prawodawstwo znów pozostawia jakiekolwiek pole do interpretacji i działania „na chłopski rozum”, zamiast natychmiast ukrócić spekulacje poprzez wyliczenie wyjątków?
Przepis powinien jednoznacznie wykluczać z obowiązku trzymania rąk na kierownicy ludzi z niepełnosprawnością rąk. Nie powinno być sytuacji, w której art. 24 Rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji z dnia 5 listopada 2019 r. w sprawie kontroli ruchu drogowego jest niedopracowany, ponieważ nie uwzględnia bezdyskusyjnych odstępstw i pozostawia wszystko w gestii policjanta.
Czy ręce na kierownicy podczas kontroli to knebel dla obywatela?
Funkcjonariusz, który wystawiłby mandat za niedostosowanie się do poleceń, de facto odnosząc się do czyjejś niepełnosprawności, naraziłby się na poważną krytykę i podważyłby wiarygodność całej formacji. Wszak we wspomnianym art. 24 takiego zakazu nie ma, więc teoretycznie można by rozpocząć absurdalną dyskusję na temat działania policjanta i pogrążać się w kolejnych interpretacjach. To już nawet nie chodzi o tę konkretną sytuację – bo wiadomo, że to turboskrajny przypadek – ale właśnie przez takie niedopatrzenia mnożą się niedorzeczności i trzeba je później odkręcać w sądzie. Innego przykładu zaślepienia prawodawcy nie trzeba daleko szukać. Jest nim chociażby umożliwienie nawet matkom nastolatków korzystania z przerwy na karmienie dziecka piersią.
Zresztą według przeciwników obowiązku trzymania rąk na kierownicy podczas kontroli dostęp do broni w Polsce nie jest tak łatwy jak w USA, więc uzasadnienie przepisu bezpieczeństwem nie do końca się sprawdza – teoretycznie wystarczyłoby jedynie zabronić opuszczania auta. A może przepis ma drugie dno i powołano go po to, aby pod płaszczykiem ochrony policjanta sprytnie ograniczał obywatelowi możliwość nagrywania interwencji? Krytykanci pomijają jednak fakt, że zagrożenie nie wynika wyłącznie z broni palnej – równie dobrze ktoś mógłby użyć gazu pieprzowego lub noża. Z tego punktu widzenia wskazana norma faktycznie zabezpiecza mundurowych.
Niepełnosprawność nie zamyka drogi za kółko
Samochód oznacza niezależność, dlatego chętnie korzystają z niego również osoby o ograniczonej mobilności. Prawo dopuszcza kierowców z różnymi przeszkodami fizycznymi, o ile spełnią wymagania zdrowotne i techniczne. Po amputacji jak najbardziej da się zrobić prawo jazdy. Niezbędne jest jednak potwierdzenie przez lekarza braku przeciwwskazań zdrowotnych do prowadzenia samochodu.
Lekarz ocenia ogólny stan zdrowia, zdolność fizyczną, koordynację ruchową oraz sprawność kończyn. W przypadku stosowania protezy badana jest adaptacja do jej używania. Czasami konieczne są dodatkowe konsultacje ortopedyczne, neurologiczne lub psychologiczne, by dokładnie określić możliwości kandydata.
W ośrodkach stosuje się także symulatory pojazdów – osobowe lub ciężarowe – w celu oceny zdolności do prowadzenia auta przez osoby z dysfunkcjami mięśniowo-szkieletowymi. Symulatory umożliwiają realną ocenę reakcji kierowcy, co bywa pomocne w przypadku osób wymagających dostosowania pojazdu. Do udogodnień należą np.: ręczne sterowanie gazem i hamulcem, gałki i uchwyty na kierownicę, pedały przeniesione lub dostosowane do jednej nogi, systemy wspomagające dla osób korzystających z protez oraz fotele obrotowe ułatwiające wsiadanie.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj