Coś się popsuło, coś się popsuło w społeczeństwie, w cywilizacji europejskiej, może 20 lat temu, może 50, komuś pomyliło się do czego służy państwo i teraz pewne grupy społeczne bezlitośnie to wykorzystują. 

W dużym skrócie Państwo powstało dlatego, że samodzielnie nie zbudujemy sobie drogi z Poznania do Zakopanego i lepiej było z góry się dogadać z innymi, jakoś to usankcjonować prawnie, no i jest. Podobnie z obroną przed barbarzyńcami (patrz: putinowska Rosja). Wszyscy się zrzucamy na pomysły, które wspólnie miały nam służyć. A tymczasem definicja Państwa gdzieś nam się po drodze zagubiła i tak oto już od kilkunastu lat słyszymy w dyskusji medialnej wypowiedzi:

„Wybudowałem dom na środku koryta rzeki i znowu mi go zalało, co Państwo zamierza z tym zrobić?”

„Dostaję tylko 500 złotych zasiłku dla bezrobotnych, jak niby mam za to przeżyć, to Państwo jest chore!”

„Mam piątkę dzieci, ale z czterema różnymi ojcami, tylko dwóch było moimi mężami. Na które z nich 500 zł na dziecko mi się należy?”

„Panie premierze, jak żyć?”

I inne. Wykształciła nam się bardzo roszczeniowa grupa społeczna, która bardzo niewiele daje od siebie dla Państwa. Część z nich w zasadzie niczego nie daje pobierając tylko świadczenia socjalne (jeśli nie w postaci darmowego zasiłku to chociaż darmowego ubezpieczenia), a część ani nie płaci jakiegoś spektakularnego podatku od niewielkiej pensji, ani też wykonywana przez nich praca nie ma dla samej gospodarki przesadnie zbawiennej wartości.

List dziewięciolatki do Premier Szydło

Pomimo tego, że ci ludzie dają społeczeństwu od siebie tak mało, bardzo uderza fakt, że kompletnie brakuje im niezbędnej w ich społecznej pozycji pokory. Są przy okazji grupą, która wysuwa najdalej idące roszczenia w stosunku do Państwa. I niestety często ubiera też te roszczenia w budzące we mnie szczególną alergie zwroty „mi się należy”.

Nie jest mi żal Pani Premier Beaty Szydło, która musi czytać listy od dziewięciolatek domagających się świadczeń socjalnych od Państwa:

Dziecięcy głos w konsultacjach społecznych: bez pierwszego dziecka nie byłoby drugiego. Art. 72 Konstytucji RP w pnkt. 3…

Posted by Marek Michalak on 18 stycznia 2016

Nie jest mi żal Pani Premier, ponieważ to jej partia odwołuje się w zdecydowanie największym stopniu do tego elektoratu, który nie tylko przesadnie się nie przemęcza w budowaniu kondycji gospodarczej Państwa (albo nawet przemęcza się, ale niestety z miernym skutkiem), ale zarazem kompletnie nie rozumie do czego instytucja Państwa została powołana.

Nikt nigdy nie poświęcił nawet chwili by zatrzymać się i wytłumaczyć im, że Państwo to nie jest jakiś abstrakcyjny twór finansujący roszczenia obywateli dzięki uprzejmości sił natury zsyłających pokłady złota spod powierzchni naszych pięknych Tatr. Całe społeczeństwo (także oni) każdego miesiąca musi się zrzucać na te świadczenia. I to nie tylko w podatku dochodowym, ale też kupują chlebek, cukier, wódkę, piwo i wino, benzynę albo przez ten niedorzeczny wynalazek jakim jest niedawno uchwalony podatek bankowy.

Jednym z fundamentów ewoluującej definicji Państwa jest też założenie, że kiedy jednemu z naszych powinie się noga – otrzepiemy go, podniesiemy i zawiążemy buty do dalszego biegu. Niestety, gdzieś nam się to wszystko rozmyło i od jakiegoś czasu tolerujemy i wspieramy nawet tych, którym w ogóle nie chciało się wstać z fotela.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Dziewięcioletnia dziewczynka prawdopodobnie nie przepracowała jeszcze ani jednego dnia w swoim życiu, nie zapłaciła nawet złotówki podatku, ale już nauczona jest, by wysuwać swoje roszczenia względem Państwa. Jeśli na poważnie chcemy gonić gospodarczo społeczeństwa zachodnie to z takim podejściem daleko nie zajedziemy. Musimy uczyć młodych, że jeśli chcą nagrodę, to muszą sobie na nią zasłużyć, a jeśli chcą pieniędzy, to powinni na nie zapracować.

Fot. tytułowa: Shutterstock