Moja przygoda z myszkami Logitech trwa już naprawdę długo. Pisałem o Mx Anywhere 3 z niemałą ekscytacją, bo ta mniejsza, kompaktowa krewna Masterów idealnie wpasowywała się w moje potrzeby związane z mobilną pracą. Przez lata testowałem różne modele – od Anywhere 2 przez Master 3S – i każdy z nich miał swoje zalety. Ale MX Master 4 for Business w wersji White Silver to pierwsza mysz, która sprawiła, że spojrzałem na swoje biurko i pomyślałem: „wreszcie wszystko do siebie pasuje".
Moja pierwsza jasna mysz w XXI wieku
Wiem, że brzmię jak ktoś, kto wybiera sprzęt pod kolor zasłon - tak nie jest, ale musicie zrozumieć, że pierwszy raz od ponad 25 lat mam jasną myszkę i jest mi z tym... bardzo dobrze. Magic Keyboard w białej obudowie, srebrny MacBook Pro i obok tego wszystkiego grafitowa mysz Logitecha. Estetycznie mi to zawsze nie grało.
MX Master 4 w wersji White Silver rozwiązuje ten problem. Biało-srebrna kolorystyka idealnie komponuje się z klawiaturą Apple i resztą ekosystemu. Logitech wyraźnie celował w użytkowników, którzy cenią sobie spójność wizualną stanowiska pracy. No, ale już, już, nie poświęcajmy temu więcej uwagi, niż to jest warte.
Sprowadzanie MX Master 4 do dyskusji o kolorach byłoby ujmą dla tej myszki
MX Master 4 zachowuje sprawdzony przez lata kształt, który po prostu działa. Naturalne pochylenie sprawia, że nadgarstek układa się w neutralnej pozycji, a kciuk trafia idealnie na dedykowany obszar z nowymi przyciskami. Jeśli korzystaliście z poprzednich generacji Masterów, wiecie o czym mówię – ręka po prostu sama znajduje właściwe miejsce.
Przyznam też, że jest to pierwszy Master (a korzystałem z 2 i 3), który mi w pełni pasuje i to nie na zasadzie "tak, ale". Nie oglądam się już za moją Anywhere.
Konstrukcja przeszła pewne zmiany materiałowe. Tam, gdzie wcześniej mieliśmy miękką, gumowaną powłokę na całej powierzchni, teraz mamy twardszy, matowy plastik z miękkimi wstawkami tylko w miejscach kontaktu z dłonią. Logitech twierdzi, że nowe materiały są bardziej odporne na przebarwienia i chyba faktycznie tak jest. Trudno mi jednoznacznie porównywać, bo to pierwsza tak jasna myszka Logitecha w moim arsenale. Ale po 4 miesiącach korzystania naprawdę wygląda jak nowa (nie licząc oczywiście ślizgaczy, którym urządzam regularnie piekło). Więc coś jest na rzeczy. Z drugiej strony, w miejscu pod kciukiem faktura jest na tyle dziwna, że wygląda jakby była zabrudzona - ale to cecha fabryczna, już po wyjęciu z pudełka.
Nowością jest silnik haptyczny, który dodaje subtelne wibracje przy wykonywaniu określonych akcji. Podkładka pod kciuk jest teraz pewnym, delikatnie wibrującym przyciskiem, które w moim preferowanym wariancie wywołuje mi nakładkę na system operacyjny. Pozwala połączyć się z Finderem, zrobić screenshota, odpalić notatki, czy wysłać jakiś fragment np. tego tekstu do sprawdzenia przez ChataGPT lub Gemini. Jest to absolutnie fenomenalne i pomysłowe rozwiązanie, które do systemu operacyjnego przynosi producent myszki, choć pewnie powinno być jego integralną częścią. Do tego dla każdego programu można skonfigurować to inaczej - grafik, montażysta, prawnik, księgowy czy autor tekstów mogą dodać tu kilka fajnych funkcji pod siebie. Uczciwie powiem, że nie wyrobiłem sobie nawyku korzystania z tego rozwiązania i nad tym ubolewam, ale sama idea jest super.
Bluetooth i MacBook – wreszcie bez dramatu
Przez lata myszki Logitech miały z MacBookami relację skomplikowaną. Fora internetowe pełne są wątków o zrywającym się połączeniu, lagach przy jednoczesnym używaniu słuchawek Bluetooth, konieczności resetowania modułu Bluetooth co kilka dni. Sam to przeżywałem – mój stary MX Master potrafił nagle „zapomnieć" że jest sparowany, a jedynym rozwiązaniem było podłączenie przez Bolt receiver do portu USB-C, co przy ograniczonej liczbie portów w MacBooku to pewien kompromis.
MX Master 4 przynosi znaczącą poprawę w tym zakresie. Logitech chwali się „dwukrotnie silniejszą łącznością" dzięki nowemu chipowi radiowemu i zoptymalizowanemu umiejscowieniu anteny. Brzmi to marketingowo, ale w praktyce różnica jest odczuwalna. Mój egzemplarz nie ma w zestawie odbiornika Bolt – łączy się wyłącznie przez Bluetooth. I przez kilka tygodni intensywnego użytkowania nie miałem ani jednego zerwania połączenia. Mam jednocześnie podłączone słuchawki AirPods Pro, klawiaturę Keychron i Magic Trackpad – wszystko działa bez konfliktów.
Zastrzegam, że seria MX Master ma pewną historię problemów z Bluetooth na Macach i nie każdy może mieć identyczne doświadczenia. Ale w moim przypadku czwarta generacja to naprawdę „first time right".
Mysz jako usługa, czyli o tym jak Logitech prawie wszystkim zepsuł dzień
I tu dochodzimy do tematu, który muszę poruszyć, nawet jeśli generalnie jestem z tej myszki bardzo zadowolony. A nawet ją uwielbiam i dziś mam Mx Master 4, a zapewniam, że w przyszłości będę miał też Mx Master 5 i Mx Master 6. To w zasadzie pewne. Ale!
W styczniu 2026 roku Logitech zaliczył wpadkę godną dystopijnej opowieści o świecie, w którym każde urządzenie wymaga połączenia z serwerami producenta.
Pewnego dnia użytkownicy komputerów na całym świecie obudzili się i odkryli, że ich myszki Logitecha nagle „zapomniały" wszystkich ustawień. Scroll działał w złą stronę, dodatkowe przyciski przestały reagować, aplikacja Logi Options+ wpadała w nieskończoną pętlę uruchamiania. Co się stało? Ktoś w Logitechu nie odnowił certyfikatu podpisującego kod. Dosłownie – wygasł certyfikat i cały ekosystem oprogramowania przestał działać.
Logitech przyznał się do błędu, określając go jako „niewybaczalny". I faktycznie – w świecie, gdzie mysz za 120 dolarów wymaga aplikacji chmurowej do podstawowej konfiguracji, taka awaria pokazuje kruche podstawy modelu „sprzęt jako usługa". Moje ustawienia, moje profile dla różnych aplikacji – wszystko zależne od tego, czy ktoś w centrali pamięta o odnowieniu certyfikatu.
Czy to dyskwalifikuje MX Master 4? Nie, bo po chwili wszystko wróciło do normy. Ale to ważna przestroga i powód, by domagać się od Logitecha możliwości konfiguracji offline. Mysz za takie pieniądze nie powinna być zależna od cudzej infrastruktury.
Co poza tym?
MagSpeed scroll wheel działa fenomenalnie i tak, jak powinien – cichy, precyzyjny, z płynnym przejściem między trybem zapadkowym a wolnym przewijaniem. Sensor 8000 DPI radzi sobie na każdej powierzchni, włącznie ze szkłem. Ciche kliknięcia są o 90% cichsze niż w oryginalnym MX Master, co w otwartej przestrzeni biurowej robi różnicę.
Bateria wytrzymuje deklarowane 70 dni, a szybkie ładowanie przez USB-C daje 3 godziny pracy po minucie ładowania. W praktyce ładuję mysz raz w miesiącu, podpinając ją na noc do ładowarki przy biurku.
Czy warto?
MX Master 4 for Mac w białej wersji kosztuje 119 dolarów, czyli w Polsce około 500-550 złotych w zależności od kursu i sklepu. To niemało jak na mysz, ale patrząc na moje doświadczenia z poprzednimi Masterami i Anywhere – każda z nich służyła mi minimum 3-4 lata przy codziennym, ekstremalnie intensywnym użytkowaniu, a zmieniałem z kaprysu, a nie powodu awarii. To koszt rzędu 10-15 złotych miesięcznie za urządzenie, które realnie wpływa na komfort pracy, deklasuje konkurentów i po prostu cieszy - designem, kulturą pracy, "ciężkością". Myszkę, także w wariancie ratalnym, można kupić np. w Media Markt.
Jeśli jesteście użytkownikami Maców i cenicie sobie spójną estetykę stanowiska pracy, biała wersja for Mac to oczywisty wybór. Jeśli mieliście problemy z Bluetooth w poprzednich generacjach – warto dać MX Master 4 szansę, bo łączność naprawdę się poprawiła. A jeśli już macie 3S i wszystko działa – upgrade nie jest konieczny, choć haptyka i Actions Ring mogą być kusząca. Moim zdaniem jest to o wiele bardziej udana wersja od poprzedniczki, więc lepiej trochę dołożyć i mieć czwórkę.
Dla mnie osobiście to oczywiście najlepsza mysz, jakiej używałem. I najładniejsza ;-)
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj