Wprawdzie pani w okienku mnie dziś wyśmiała, ale Poczta Polska i tak jest moim ulubionym przewoźnikiem

Codzienne Gorące tematy Zakupy 21.12.2016
Wprawdzie pani w okienku mnie dziś wyśmiała, ale Poczta Polska i tak jest moim ulubionym przewoźnikiem

Udostępnij

Jakub Kralka

Przydarzyła mi się dziś na poczcie, a konkretnie mowa oczywiście o Poczcie Polskiej, zabawna sytuacja. 

Otóż kiedy zapytałem Panią w okienku o to, czy jest szansa, by przesyłka doszła jeszcze w piątek, ta wybuchła radosnym śmiechem i nawet podzieliła się moją naiwnością z koleżanką siedzącą obok „Hahahaha, Grażynka! Pan chciał żeby do piątku doszło!”. Oczywiście wcale nie zrobiło mi się z tego powodu głupio i nie takie były też intencje tej pani, chodziło raczej o dość wymowne podsumowanie sytuacji „przedświątecznej”, jaka co roku ma miejsce na rynku usług pocztowych, gdy przewoźnicy nie dają sobie rady z nadmiarem pracy. Zresztą, Poczta informuje też o tym na swojej stronie:

Ostatnie dni przed świętami Bożego Narodzenia to najbardziej pracowity okres roku dla Poczty Polskiej. 20 grudnia to już ostatnia chwila na nadanie przesyłki tak aby mogła dotrzeć do odbiorcy przed Świętami. Kurierzy Poczty będą dostarczać przesyłki również w Wigilię, która w tym roku wypada w sobotę.

A tak między nami przyznam, że i tak mi na terminie nie zależało, bo interesowała mnie głównie data stempla pocztowego. Zapytałem z ciekawości. Anegdotką podzieliłem się nawet na Twitterze i spotkała się z dość sporym zainteresowaniem, ale odnoszę wrażenie, że część osób odebrała to jako atak na Pocztę Polską z mojej strony, wywoływały Pocztę do zajęcia stanowiska czy nawet nawoływały do rychłej prywatyzacji.

No, akurat na temat prywatyzacji nigdy nie usłyszycie ode mnie złego słowa, ale… Moja anegdotka została odczytana błędnie, nie wspominając już o tym, że te same panie z lokalnej placówki pocztowej kilkanaście lat temu uczyły mnie adresowania pierwszych paczek i druczków, zaryzykowałbym stwierdzenie, że relacje między nami są wręcz zażyłe, oczywiście… uwzględniając odpowiednią skalę zażyłości, jaka może przypadać na dwie zupełnie obce sobie osoby od niepamiętnych czasów oddzielone szybą.

Jestem bardzo zadowolony z usług i lubię Pocztę Polską

Majka bardzo trafnie wypunktowała jakiś czas temu (prawie) wszystkie wady kurierów. Prawie, bo pewnie każdy z nas mógłby wzbogacić je o jakieś swoje unikalne, traumatyczne przeżycia i historie. Podobnie, jeśli nie gorzej, jest z InPostem.

Ja tymczasem z Pocztą Polską niemiłych doświadczeń nie mam, może poza tym, że od niektórych z moich klientów zdarza jej się bezprawnie domagać zapłaty abonamentu RTV. Oczywiście pewne rzeczy można by było zrobić lepiej, ale jakoś tak bardzo mi odpowiada, że awizo mogę odebrać w placówce zwykle oddalonej o nie więcej niż 300 metrów od domu/biura i że już z daleka wiem, że to właśnie Poczta, a nie jakiś zakopany pod ziemią bunkier z używaną odzieżą, który dorabia sobie wydawaniem przesyłek InPostu. Jakoś tak przyzwyczaiłem się, że w miarę sympatyczni listonosze – bo spotykamy się z nimi niemal codziennie – zawsze pukają do drzwi w mniej więcej tej samej porze, wiedzą też doskonale gdzie zanieść przesyłkę, gdy nie ma nas w domu.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Przez 15 lat dość aktywnego korzystania z Poczty Polskiej nie spotkałem się z tym, by przesyłka zawiesiła mi się w niebycie lub „szła” dłużej, niż to jest konieczne. Paczkę zgubiono mi bodajże raz, chociaż czas pokazał, że ewidentnie jednak zgubił ją nieuczciwy nadawca. Miałem też to szczęście, że jakoś zawsze docierały w jednym kawałku. Nie wspominam już nawet o tak oczywistych aspektach jak stosunkowo uczciwy stosunek ceny do jakości (co to jest 6 złotych za list do urzędu na drugim końcu kraju?) czy magicznych właściwościach stempla pocztowego.

Poczta Polska – listonosz do bicia?

Z mało których instytucji jestem równie zadowolony co z Poczty Polskiej. Może jeszcze tylko z mojego banku, ale już na przykład nie operatorów telefonicznych, dostawców energii elektrycznej, hostingodawców internetowych (…), którzy zawsze wiążą się z jakimiś niedomówieniami i nieprawidłowościami natury technicznej lub organizacyjnej. Dlatego dziwi mnie ta łatka „chłopca do bicia”, która aktywowana jest nawet w kontekście – wydawałoby się – niewinnej, świątecznej anegdoty. Cenię, lubię Pocztę Polską i się tego nie wstydzę!