Nowa prohibicja wprost na rocznicę 28 lat zniesienia prohibicji?

Zakupy dołącz do dyskusji (20) 01.12.2018
Nowa prohibicja wprost na rocznicę 28 lat zniesienia prohibicji?

Udostępnij

Aleksander Serwiński

Niemal równo dwadzieścia osiem lat temu, 29 listopada 1990 roku, zniesiono zakaz, powszechnie znany jako „poranna prohibicja”. W październiku 1982 roku rząd powiedział „dość” i zakazał sprzedaży napojów o zawartości alkoholu większej niż 4,5% przed godziną 13. Symboliczna decyzja generała Jaruzelskiego miała wyjść naprzeciw „rozpiciu” polskiego społeczeństwa i ograniczyć spożycie alkoholu. Niestety, tak jak dzisiejsi politycy, komuniści patrzyli na gospodarkę w ujęciu statycznym, nie dynamicznym. Nie uwzględnili zmian, które nastąpią na skutek ich reform, a których zdecydowanie nie chcieli.

Jest to w pewien sposób znamienne, bo gdy celebrujemy rocznicę zniesienia jednej prohibicji, wkradła się nam druga. 30 stycznia 2018 roku, prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy „o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi”, którą opinia publiczna okrzyknęła mianem małej prohibicji.

Przypomnijmy – powstała możliwość wprowadzenia zakazu sprzedaży alkoholu od 22 do 6 rano, ale na poziomie gminnym, nie centralnym. Wiele miast i gmin zdecydowało się poprzeć ten pomysł – min. Wrocław, Olsztyn, Nowy Sącz, Tarnów czy Bytom.

Nie bez powodu wspomniałem o konsekwencjach, których władza i wówczas i teraz nie przewidziała. Prohibicja z 1982 roku spowodowała wzrost konsumpcji piwa rano, do tego szerzej i na większą skalę zaczęli działać bimbrownicy. Spopularyzowały się też tzw. „meliny”, a w ogólnym rozrachunku spożycie alkoholu wręcz wzrosło.

Kontr-efekty nowej ustawy również widoczne są już gołym okiem. Przykładowo w Olsztynie pojawił się pomysł, aby sklep monopolowy przekształcić na tzw. imprezę zamkniętą.  Właściciel sklepu sprzedaje bilety, które następnie przy nabyciu piwa odlicza od rachunku. Piwo oczywiście musi otworzyć, w końcu na takich imprezach powinno wypić się je od razu… Jednak zupełnie przypadkowo przy wyjściu znaleźć można kapslownicę i kapsle.

Ludzka kreatywność w tym zakresie bywa zaskakująca, a próba zwalczania problemów społecznych „ustawowo” często może kończyć się jak gaszenie pożaru benzyną. W Polsce takie zakazy, być może przez presję społeczną, być może przez mniejszą skalę problemu, są i tak bardzo łagodne, gdy porównamy je z krajami skandynawskimi. Dobrym przykładem będzie tutaj Szwecja – jedna, państwowa sieć sklepów monopolowych, punktów sprzedaży w całym kraju jest mniej, niż w samym Krakowie. Restrykcyjne godziny otwarcia, limity ilościowe – i faktycznie przynosi to ostatecznie pewne wymierne skutki społeczne. Jeżeli przyjrzymy się danym statystycznym okaże się, że faktycznie, mniej osób pije tam alkohol w ogóle, a ci którzy piją, wypijają go średnio mniej. Z drugiej jednak strony procent osób uzależnionych, które mają znaczący udział w tym „torcie” wciąż jest większy niż w Polsce.

Można by więc wyciągnąć wniosek, że chociaż zakazy zniechęcą wielu ludzi i ograniczą wymiar ogólnego spożycia, niestety nie są one skuteczne przeciwko grupie od alkoholu uzależnionej. Pod płaszczem walki z alkoholizmem, po prostu ogranicza się wolność i przeszkadza zwykłym ludziom.