Państwo ma swoje pieniądze. Większość budżetu stanowią jednak podatki, na które składają się obywatele

Państwo Podatki dołącz do dyskusji (227) 19.07.2021
Państwo ma swoje pieniądze. Większość budżetu stanowią jednak podatki, na które składają się obywatele

Rafał Chabasiński

Z pewnością każdy z nas słyszał cytat z Margaret Thatcher: „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy„. To, technicznie rzecz biorąc, nieprawda. Państwo ma swoje pieniądze.

Dochody niepodatkowe państwa nie zostały wcale wyciągnięte prosto z kieszeni obywateli

Po raz kolejny w debacie publicznej pojawiają się słynne słowa Margaret Thatcher. Niegdysiejsza premier Wielkiej Brytanii stwierdziła: „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy„. Dziś przywołał je prezes NIK Marian Banaś dogryzając marszałek Sejmu Elżbiecie Witek.

Problem w tym, że słowa Thatcher niekoniecznie znajdują pokrycie w rzeczywistości. Przede wszystkim: państwo ma swoje pieniądze – takie, których nie musi wyciągać prosto z portfeli podatników. Dochody budżetu państwa można podzielić na dwie części. Dochody podatkowe to właśnie te pieniądze, które państwo zabiera obywatelom. Istnieją jednak także dochody niepodatkowe, będące często pożytkami z majątku państwowego.

W przypadku naszego kraju możemy wskazać chociażby: zyski odnotowywane przez przedsiębiorstwa państwowe i jednoosobowe spółki Skarbu Państwa, dywidendy spółek, w których państwo jest udziałowcem, zysk Narodowego Banku Polskiego. W grę wchodzą również dochody z tytułu najmu i dzierżawy, odsetki od środków zgromadzonych na rachunkach, lub lokatach pieniężnych. Interesującymi nas dochodami niepodatkowymi będą również spadki, zapisy i darowizny na rzecz Skarbu Państwa. Cła również nie pobiera się, co do zasady, od własnych obywateli.

Oczywiście dochody podatkowe stanowią przytłaczającą większość środków, jakimi dysponuje budżet państwa. Nie ma najmniejszych szans, by rządzący byli w stanie zrealizować bez nich choćby podstawowe zadania stawiane przed państwem. Tyle tylko, że dochody niepodatkowe państwa wcale nie są pozbawione znaczenia.

Licząc z opłatami i grzywnami mówimy o ok. 30 miliardach złotych rocznie w przypadku naszego kraju. Polska nie sfinansowałaby za to programu Rodzina 500 Plus, ale już na trzynaste i czternaste emerytury by wystarczyło.

Państwo ma swoje pieniądze, rząd zaś jedynie zarządza państwem na rzecz jego obywateli

Skoro już wiemy, że państwo ma swoje pieniądze, to możemy przejść do drugiego błędu Margaret Thatcher. Jak najbardziej istnieje bowiem coś takiego, jak pieniądze publiczne. Przynajmniej w Polsce. Wynika to z art. 1 Konstytucji RP i ma bardzo poważne konsekwencje, przynajmniej z punktu widzenia sporu o świadczenia wypłacane przez państwo.

Przywołany przepis stanowi: „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli„. To oznacza, że państwo jako takie należy do nas wszystkich, nie do „władzy publicznej”. Do „Narodu”, rozumianego jako sumę obywateli Rzeczypospolitej, należą również pieniądze będące w posiadaniu państwa.

Władze publiczne, zwłaszcza ta ustawodawcza i wykonawcza, stanowią jedynie przedstawicieli wybieranych przez obywateli, za pomocą których to obywatele sprawują władzę nad państwem. To z kolei oznacza, że politycy nie powinni się zachowywać tak, jakby robili obywatelom łaskę poprzez wypłatę jakichkolwiek świadczeń.

Nie jest też tak, że – na przykład – zwolennicy likwidacji 500 Plus mają jakikolwiek moralny „obowiązek” powstrzymania się od przyjmowania takiego świadczenia. I to pomijając nawet oczywistą chęć poprawienia swojej sytuacji majątkowej. Każdy obywatel ma taki sam „udział” w majątku państwa i takie samo prawo do niego. Politycy ustanawiając świadczenie sięgają do pieniędzy publicznych, a więc pieniędzy nas wszystkich.

Co więcej, zdecydowana większość pieniędzy w dyspozycji państwa rzeczywiście najpierw znajdowała się w kieszeni podatników. By wprowadzić jakiekolwiek dodatkowe świadczenia, rządzący muszą w jakiś sposób zabezpieczyć na ten cel środki pieniężne. Nie można w nieskończoność zwalczać „mafie vatowskie”. Wprowadzanie coraz to nowych danin na rzecz państwa siłą rzeczy zasila jego budżet.

Koniec końców Margareth Thatcher miała rację w tym sensie, że politycy tworzący rząd za swoje populistyczne postulaty zawsze płacą pieniędzmi obywateli. Świadczenia w rodzaju 500 Plus nie są przecież ufundowane z pieniędzy partyjnych, czy zrzutki polityków Zjednoczonej Prawicy.