Czemu w internecie jest tak dużo filmów z Azjatami rzucającymi się pod samochód?

Codzienne Moto Zagranica 06.09.2017
Czemu w internecie jest tak dużo filmów z Azjatami rzucającymi się pod samochód?

Udostępnij

Kasia Bayer

Kamerkę samochodową lepiej mieć niż nie mieć. Jak inaczej, niż prezentując dowód w postaci filmiku, udowodnić, że człowiek, który leży tuż przed maską samochodu, nie jest ofiarą nieostrożności kierowcy, tylko to kierowca padł ofiarą względnie sprytnego oszusta? 

Tłumaczenia z rodzaju: „Nie potrąciłem, sam mi skoczył na maskę. A tak w ogóle to nic mu nie jest, bo samochód nawet nie był w ruchu”, mogą nie przynieść oczekiwanych rezultatów i zrozumienia ze strony funkcjonariuszy.

Do sezonu oscarowego zostało prawie pół roku, ale już teraz można pomyśleć o wręczeniu kilku nagród. Identyfikacja i ostateczny wybór nominowanych może niestety sprawić pewne trudności, ponieważ są to anonimowi mieszkańcy Azji, których wyróżnia specyficzny sposób zdobywania pieniędzy. Głównie w Chinach, ale również w Korei Południowej, kobiety i mężczyźni w różnym wieku tłumnie rzucają się pod samochody. Nie chodzi jednak o samobójcze skłonności, a wyłudzenie odszkodowań z ubezpieczeń.

Jak to wygląda?

Wysiłek nie pozostaje niezauważony. Popisy oszustów nagrywają albo kamerki samochodowe, albo kamery monitoringu, dzięki czemu w Internecie znaleźć można szereg filmików zatytułowanych „Car Insurance Fail Attempts Compilation”. Po ich dokładnej analizie można poczynić następujące spostrzeżenia. Przede wszystkim fakt, że samochód stoi, albo nawet się cofa, zdaje się nikomu nie przeszkadzać. Poza tym wygląda na to, że jest to swoista próba charakteru. Nie każdy jest tak zdeterminowany, żeby przejąć inicjatywę i samodzielnie rzucić się na maskę. Oglądając filmiki, można dodatkowo wyróżnić stałe, powtarzalne fragmenty show. Należą do nich wyrazista mimika, teatralne gesty i gonienie samochodu, który ominął „poszkodowanego”. Ponadto, wszystkie przypadki podzielić można na dynamiczne albo statyczne. Są tacy, którzy pod jadący wolno samochód wbiegają z zaskoczenia, albo tacy, którzy z wyprzedzeniem kładą się na środku szosy.

Na koniec warto zauważyć, że kierowcy są dużo bardziej przerażeni i zdezorientowani niż ich „ofiary”. Co ciekawe w przypadku niepowodzenia, na twarzach wszystkich rzucających się pod samochody pojawia się wyraz niezręcznego zaskoczenia, a czasami ewidentnego wyrzutu.

Nie ma się co śmiać, bo cały pomysł jest z jednej strony absurdalny i komiczny, ale z drugiej niebezpieczny. Zarejestrowano przypadki, gdzie kierowca nie zdążył odpowiednio zareagować i faktycznie osoba wchodząca pod samochód została poszkodowana. W innym przypadku oszust z takim oddaniem starał się poszkodować, że skacząc na przednią szybę stojącego samochodu, aż ją rozbił. Nie wiadomo też jaki człowiek siedzi za kółkiem. Jeden człowiek z premedytacją przejechał wyłudzacza, który położył się na pasach.

135 zł za godzinę wpadania pod samochód

Co do finansowego aspektu tego oszustwa przytoczyć można wypowiedź kobiety, która skutecznie weszła pod samochód. Z entuzjazmem tłumaczy ona, że to się opłaca:

„To tylko 20 juanów, ale w godzinę jestem w stanie zarobić 250!”.

Faktycznie 135 zł za godzinę, to niemała stawka. Nie są to jednak pieniądze z ubezpieczeń, tylko raczej cena za święty spokój, którą decydują się płacić kierowcy, niezainteresowani dalszym roztrząsaniem sprawy.

W 2014 roku, w Korei Południowej dziennie aż 156 osób usiłowało wpaść pod samochód, żeby dostać ubezpieczenie, co pokazuje skalę tego zjawiska. Tylko nieliczni zostali później ukarani. Pewien mężczyzna, którego zachowanie zostało nagrane, musiał zapłacić kierowcy 1000 juanów za uszkodzenie samochodu. Większość oszustów nie zostaje jednak w żaden sposób zdyscyplinowana, więc w przypadku niepowodzenia przesuwa się na kolejny pas w poszukiwaniu innej ofiary.

Pengci – wyłudzanie odszkodowań

Cały proceder nazwany został „pengci”. W języku chińskim oznacza to „dotknij porcelany”. Nazwa wywodzi się z nieuczciwych praktyk sprzedawców, którzy kładli porcelanowe wyroby w ten sposób, że przechodzący klienci mogli je łatwo, przypadkowo strącić, a wtedy właściciele domagali się odszkodowania.