1. Home -
  2. prawo-karne -
  3. Skandal w ULC. Pijany urzędnik latał szybowcem, a prokurator jest bezradny

Skandal w ULC. Pijany urzędnik latał szybowcem, a prokurator jest bezradny

W tym kraju nie można prowadzić po pijaku np. samochodu, ale... można latać szybowcem bez żadnych konsekwencji, o ile się go nie rozbije. Całkiem niedawno w pobliżu mojego miejsca zamieszkania miało miejsce awaryjne lądowanie szybowca, które zakończyło się z jednej strony happy endem, z drugiej zaś niemałym skandalem.

Pijany, ale prawo tego nie przewidziało

To, co na początku wyglądało jak incydent bez ofiar, przerodziło się w poważną aferę. 46-letni pilot szybowca, który w lipcu tego roku awaryjnie wylądował kilka kilometrów od lotniska w Aleksandrowicach, usłyszał oficjalne zarzuty. Jak ujawnia lokalny portal bielsko.biala.pl, sprawa ma znacznie głębsze i niepokojące tło - konflikt interesów, publiczne pieniądze oraz wątpliwości co do etyki i bezpieczeństwa w lotnictwie.

Prokuratura Rejonowa Bielsko-Biała Południe postawiła pilotowi dwa zarzuty. Pierwszy za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości: ustalono, że mężczyzna miał w organizmie ponad 2,3 promila alkoholu, kiedy przyjechał na lotnisko. To znacznie więcej niż 1,5 promila, które wydmuchano niedługo po awaryjnym lądowaniu.

Drugi zarzut dotyczy lotu samym szybowcem. Prokuratura zarzuca mu "narażenie na niebezpieczeństwo" osoby znajdującej się na ziemi. Według śledczych lądowanie nastąpiło bardzo blisko poruszającej się konno nastolatki, która mogła zostać poważnie ranna. Nawiasem dodam, że wokół znajduje się dość zwarta zabudowa domów jednorodzinnych. Sam mieszkam ok. 200 metrów od miejsca kraksy, a szybowiec równie dobrze mógł wylądować na czyimś podwórku.

Czegoś tu brakuje? Też odnoszę takie wrażenie. Brakuje trzeciego zarzutu dotyczącego lotu pod wpływem alkoholu. Problem w tym, że według obowiązującego prawa nie można prowadzić pojazdu mechanicznego (np. samochodu, motocyklu) w stanie nietrzeźwości, ale szybowiec... w myśl przepisów nie jest pojazdem mechanicznym. Prokurator musi więc ograniczyć się "jedynie" do narażenia na niebezpieczeństwo.

Skandaliczne jest też to, że - jak podaje bielsko.biala.pl - pilot nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Sprawa ma zostać wkrótce skierowana do sądu, a prokuratura zapowiada akt oskarżenia.

To dopiero początek afery

Kolejne niepokojące elementy tej historii wykraczają poza sam lot pod wpływem alkoholu. Jak ustalił wspomniany wcześniej lokalny serwis informacyjny, pilot zdobył licencję pilota doświadczalnego dzięki publicznym środkom. Urząd Lotnictwa Cywilnego (ULC) sfinansował jego kurs oraz kursy trzech innych pracowników. Łączny koszt? Ponad 310 tys. złotych. Nie brakuje głosów ludzi związanych ze środowiskiem lotniczym mówiących o tym, że kurs ULC był całkowicie zbędny, bo urzędnicy "od lat pracują bez tych uprawnień".

Co gorsza, 46-latek pracował równolegle w ULC (ponoć został już zwolniony) oraz w Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie. W tej drugiej instytucji miał brać udział w audytach technicznych maszyn nadzorowanych przez ten sam Urząd Lotnictwa Cywilnego. Według ekspertów to klasyczny konflikt interesów: piloci i inspektorzy, którzy się znają i współpracowali, oceniają swoje własne działania.

Być może gdyby nie alkohol i awaryjne lądowanie, nikt nie zainteresowałby się tym konfliktem interesów, o którym chyba mało kto wiedział. Całe szczęście, że w wyniki wypadku nikomu nic się nie stało, tymczasem czekamy na dalszy rozwój wydarzeń już na sali sądowej.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi