1. Home -
  2. Moto -
  3. Szpitale zmuszają ludzi do płacenia „podatku” od empatii. Tłumaczą, dlaczego to konieczne

Szpitale zmuszają ludzi do płacenia „podatku” od empatii. Tłumaczą, dlaczego to konieczne

Trudno o bardziej dosadny obraz kondycji publicznej ochrony zdrowia niż płatny parking przed szpitalem. Z jednej strony składki zdrowotne odprowadzane regularnie, z drugiej – naliczanie kolejnych złotych za postój. Standard wygląda podobnie: 15 minut gratis, potem 4 zł za każdą rozpoczętą godzinę, dzienny limit na poziomie 40 zł, a po przekroczeniu pierwszej doby – kolejne 8 zł za każde rozpoczęte 24 godziny. Brzmi niewinnie, dopóki nie zestawimy tego z pospolitym życiem pacjenta.

Miłosz Magrzyk27.12.2025 16:03
Moto

Kilka godzin badań, kilka dni hospitalizacji bliskiej osoby i nagle rachunek za „towarzyszenie” choremu zaczyna przypominać solidny podatek od empatii.

Niewielka opłata jest tylko pozornie niska

Problem zaczyna się wtedy, gdy matematyka zderza się z chorobą. Długie hospitalizacje dzieci, intensywna opieka pooperacyjna, wizyty u specjalistów – to nie są pojedyncze godziny. Łatwo więc wydać kilkaset złotych miesięcznie tylko na możliwość zaparkowania auta w cywilizowanych warunkach. Nawet jeśli jakimś cudem po okazaniu potwierdzenia wizyty parking będzie bezpłatny, to tylko dla pacjenta, a dla jego rodziny już nie. A przecież to właśnie rodzina najczęściej odwozi go i towarzyszy mu w trudnych chwilach, a wsparcie od najbliższych jest z reguły bardzo mu wtedy potrzebne w powrocie do zdrowia.

W tej całej układance nie da się nikogo jednoznacznie potępić, ponieważ każdy ma swoje racje. Szpitale mówią o chaosie komunikacyjnym. Operatorzy parkingów – o zasadach rynku. Z perspektywy dyrekcji szpitali parking to infrastruktura, którą trzeba utrzymać, oświetlić i odśnieżyć. Co więcej, w centrach miast miejsce na samochód jest na wagę złota. Darmowy postój szybko staje się więc prezentem dla klientów okolicznych sklepów albo pracowników biurowych. Opłaty – nawet symboliczne – mają wymusić rotację; a przy okazji są w stanie wesprzeć szpital i dać dyrekcji atut w rozmowie z przełożonymi. Nie ma jak to upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Niestety pod płaszczykiem szermierki słownej oraz rachunku zysków i strat tkwi brutalna prawda: to schorowany, żyjący z zasiłku lub emerytury człowiek, który nie chce robić rodzinie kłopotu, finansuje kompromis między logistyką a ekonomią. Seniorzy, rodziny wielodzietne o niskich dochodach, osoby przewlekle chore, dializowane czy pacjenci onkologiczni albo ludzie z niepełnosprawnościami, są skazywani na dotarcie do szpitala pieszo. Dostęp do transportu publicznego jest bowiem ograniczony, a dodatkowo niedostateczna infrastruktura parkingowa powoduje często tworzenie się kolejek do automatów płatniczych i nadprogramowo uprzykrza życie pacjentom, którzy i tak ze względu na długą listę oczekujących wchodzą do gabinetu ze sporym poślizgiem.

Płatne parkowanie ogranicza kontakt rodzin z chorymi

W 2018 roku Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zwracał uwagę, że szpitale szukające dodatkowych pieniędzy coraz częściej oddają tereny pod parkingi firmom w dzierżawę, co wiązało się z wysokimi stawkami za postój i restrykcyjnymi procedurami. Poza tym kierowcy często nie mieli realnej możliwości zapoznania się z regulaminem, zanim zaparkowali.

Rzecznik podkreślał, że sposób organizacji parkowania wpływa na prawa pacjentów. Wysokie opłaty mogą ograniczać kontakt chorego z rodziną i utrudniać sprawowanie dodatkowej opieki pielęgnacyjnej. W jego ocenie nie był to wyłącznie problem ekonomiczny, lecz także kwestia poszanowania godności gwarantowanego przez konstytucję. Dlatego zaapelował o rozważenie zmian wprowadzających górne limity opłat i zakaz stosowania kar umownych na przyszpitalnych parkingach.

Schorowany człowiek jak płacił, tak płaci – i pewnie będzie płacił jeszcze więcej

Ministerstwo Zdrowia uznało, że nie ma potrzeby zmiany ustawy regulującej działalność leczniczą, jako że opłaty parkingowe nie są sensu stricto elementem systemu ochrony zdrowia. Poza tym część parkingów znajduje się na gruntach prywatnych, co ogranicza możliwości ingerencji państwa.

Resort dopuszczał jedynie ewentualne rozmowy o ograniczeniu wysokości stawek tam, gdzie parkingi działają na terenach, co do których podmioty lecznicze dysponują tytułem prawnym. Owa „ewentualność” w skrócie oznaczała pozostawienie sprawy bez rozwiązania.

Wziąwszy pod uwagę, że z roku na rok praktycznie wszystko drożeje, jedyną pewną „zmianą” jest to, że użytkownicy parkingów powinni spodziewać się jeszcze wyższych opłat. Raczej nikt nagle ich nie uratuje.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi