1. Home -
  2. Edukacja -
  3. Płaciła za darmowe zajęcia. Skandaliczne nadużycie pracownika publicznej uczelni

Płaciła za darmowe zajęcia. Skandaliczne nadużycie pracownika publicznej uczelni

Dzieci i młodzież często mogą uczestniczyć w darmowych zajęciach, finansowanych z budżetu państwa. W przypadku opłat w instytucjach publicznych należy zachować czujność.

Aleksandra Smusz10.01.2026 21:22
Edukacja

Płatne zajęcia mające zachęcić do studiowania?

Maria jest matką 15-letniej córki. Przedstawiła mi oburzający proceder, z jakim się spotkała. Dodam, że zmieniam tu zarówno imię kobiety, jak i inne szczegóły tej historii w celu jej anonimizacji.

Kobieta zapisała swoją córkę na zajęcia sportowe w jednej z publicznych uczelni. Wiele takich instytucji posiada szeroką ofertę dla licealistów. Zgodnie z ich intencją tego rodzaju zajęcia służą temu, aby zachęcić uczniów szkół średnich, by po maturze podjęli w nich naukę.

Gdy moja rozmówczyni zapisywała na nie córkę, nie otrzymała żadnych informacji o opłatach. Powiedział o nich dopiero trener podczas spotkania organizacyjnego. Zaproponowana kwota była stosunkowo nieduża, 200 zł za miesiąc (1 spotkanie w tygodniu).

Trener prosił, aby należność regulować gotówką bezpośrednio u niego. Niestety, nie wzbudziło to czujności Marii. Nigdy nie pracowała ona w budżetówce i nie zdawała sobie sprawy z tego, że z perspektywy jakiejkolwiek publicznej instytucji takie praktyki są niedopuszczalne.

Kobieta nabrała poważnych podejrzeń dopiero po dłuższym czasie, gdy przypadkiem powiedziała o tej sytuacji znajomej wykładowczyni z innej uczelni. Dowiedziała się wtedy, że zajęcia dla licealistów w publicznych szkołach wyższych praktycznie zawsze są darmowe.

Jeśli się za nie płaci, to pieniędzy nigdy nie wręcza się w gotówce prowadzącym bez pokwitowania. Zazwyczaj albo przelewa się środki na konto uczelni, albo reguluje należność w kasie.

Analiza sprawy doprowadziła Marię do wniosku, że trener dorabiał nielegalnie na boku pokaźną sumę

Jak ustaliła, jako etatowy pracownik uczelni realizujący w ramach zajęć swoje obowiązki służbowe, nie miał podstaw do pobierania za nie jakichkolwiek pieniędzy. Tymczasem bez zastrzeżeń płacili mu wszyscy rodzice – w sumie kilkadziesiąt osób.

Na domiar złego okazało się, że wielu z nich wie o tym procederze. Obawiali się jednak zgłaszania swoich zastrzeżeń, by zwiększyć prawdopodobieństwo dostania się dzieci na studia.

Ostatecznie Maria, zamiast w pojedynkę walczyć z tym zjawiskiem, po prostu wypisała córkę z zajęć. Obecnie uczęszcza ona na nie w innej uczelni, w której takie praktyki nie występują.

Ostrzeżenie dla rodziców przed płaceniem za zajęcia dzieci we wszelkich instytucjach publicznych, zwłaszcza w uczelniach

Jeśli stanowią one formę marketingu rekrutacyjnego, w zdecydowanej większości przypadków powinny być darmowe. Niektóre zajęcia rzeczywiście mogą być płatne, ale dotyczy to np. komercyjnych kursów.

Kiedy pieniędzy za spotkania domaga się bezpośrednio prowadzący, żądając gotówki, taka praktyka może być z jego strony oszustwem. Grożą za nią poważne konsekwencje – służbowe, karne i skarbowe. Jeśli mamy do czynienia z tego rodzaju sytuacją, rodzi to pytanie, czy w takiej uczelni warto studiować.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi