Więcej, bo aż 64 procent pracujących zawodowo twierdzi, że w ich zakładach pracy było również całkiem fajnie. Ale zanim zaczniecie szukać kontaktu do tych szczęśliwców, bo może coś wam umknęło w życiu to pamiętajcie, że to nadal tylko statystyka. A statystyka, jak mawia klasyk, jest jak bikini - pokazuje dużo, ale ukrywa to, co najważniejsze.
Dwadzieścia lat prosperity
Barbara Badora z CBOS w raporcie „Aktualne problemy i wydarzenia" (nr 428) z 29 grudnia 2025 roku odkryła coś, co dla eurosceptyków brzmi jak fantazja:
generalnie od 2005 do 2025 roku nieustająco dominowały grupy respondentów oceniających, że mijający rok był dla nich dobry. Ten okres względnej prosperity Polaków zbiega się z przynależnością Polski do Unii Europejskiej.
No proszę, proszę. Dwadzieścia lat nieprzerwanych pozytywnych ocen. Autorzy badania wprost piszą, że ta stabilność nastrojów to efekt członkostwa w UE. Nie „mimo" UE, nie „niezależnie od" UE, tylko właśnie „dzięki" UE. Ciekawe, czy te dane dotarły już do tych wszystkich, którzy co rusz kwestionują sens naszego unijnego członkostwa? Bo jeśli dobrobyt ekonomiczny i poczucie bezpieczeństwa to nie są argumenty, to nie wiem, czym można kogoś przekonać. Może hologramem Jarosława Kaczyńskiego gratulującego Tuskowi?
Polska w liczbach CBOS 2025
62% – ocenia rok 2025 jako dobry dla siebie osobiście
64% – pozytywnie ocenia sytuację w swoim zakładzie pracy
36% – uważa rok za dobry dla Polski
56% – uznaje rok za zły dla świata
20 lat – nieprzerwany okres dominacji pozytywnych ocen (2005-2025)
Źródło: CBOS, raport nr 428, grudzień 2025
Gdy świat płonie, Polska płynie
A teraz uwaga, bo zaczyna się prawdziwa ferajna. Bo o ile Polacy całkiem nieźle oceniają swoją osobistą sytuację (wzrost o 1,9 punktu procentowego w porównaniu z rokiem 2024) i sytuację w kraju (36 procent uznało rok 2025 za dobry dla Polski), to już ocena sytuacji na świecie wygląda... no cóż, jak najbardziej realistycznie.
Aż 56 procent badanych uważa rok 2025 za zły dla świata. I tu CBOS nie pozostawia złudzeń:
Rok 2025 jest w ocenie badanych jednym z siedmiu najgorszych dla świata w okresie objętym badaniami, czyli od roku 1986
Pandemia COVID-19, wojna na Ukrainie, rosnące napięcia geopolityczne, to wszystko sprawia, że gdy patrzymy poza granice, robi się naprawdę niewesoło.
Co ciekawe, tworzy się tu pewien paradoks polskiego optymizmu bo żyje nam się coraz lepiej mimo, że świat wokół nas płonie, ale my siedzimy w tej naszej relatywnie bezpiecznej przystani. To trochę jak siedzieć w ciepłym domu podczas burzy, wprawdzie błyska się i grzmi, ale póki co dach się trzyma. Problem w tym, że burze mają to do siebie, że nie zawsze respektują dachy.
Rolnicy, czyli ci, którzy nie świętują
Jest jednak grupa, która w tym statystycznym raju czuje się jak na wygnaniu. Autorzy badania CBOS zaznaczają:
Na tle pracujących w innych sektorach znacznie gorszymi ocenami 2025 roku w odniesieniu do swojego miejsca pracy wyróżniają się badani pracujący w prywatnych gospodarstwach rolnych
I tu dotykamy sedna sprawy. Jeśli ty masz dwie kiełbasy, a ja żadnej, to statystycznie mamy po jednej. Rolnicy, o czym głośno mówią ostatnie protesty przeciwko umowie z Mercosurem, patrzą w przyszłość ze znacznie większym niepokojem niż pracownik korporacji czy urzędnik.
A może właśnie w tym kontekście warto czytać te optymistyczne dane? Bo skoro nawet w roku, gdy rolnictwo jęczy pod presją niskich cen skupu i strachu przed zalewem taniej żywności z Ameryki Południowej, ogólny wskaźnik zadowolenia rośnie, to albo jesteśmy naprawdę w dobrej kondycji, albo coś nam umyka.
małe oczekiwania, duża wdzięczność?
Jest jeszcze jedna rzecz, która wprawia mnie w zadumę. Polacy przez lata uczyli się, że trzeba być wdzięcznym za to, co się ma. Że lepiej dzisiaj niż wczoraj, a na pewno lepiej niż za komuny. Może to właśnie dlatego 62 procent z nas ocenia swoje życie pozytywnie? Nie dlatego, że żyjemy w jakimś w raju na ziemi, ale dlatego, że gorzej to już było.
Raport CBOS, przeprowadzony na reprezentatywnej próbie 948 pełnoletnich mieszkańców Polski w okresie od 27 listopada do 8 grudnia 2025 roku, to nie jest byle jakie badanie nastroju. To fotografia społeczeństwa w przełomowym momencie, pierwszym roku prezydentury Karola Nawrockiego i czwartym roku wojny za naszą wschodnią granicą. I ta fotografia pokazuje Polaków, którzy mimo wszystko potrafią być optymistami.
Gdzie jest haczyk?
Co się stanie, gdy ten optymizm zderzy się z rzeczywistością? Bo można mieć poczucie, że żyje się dobrze, dopóki ktoś nie zacznie porównywać. Dopóki nie zobaczy, że sąsiad w Niemczech zarabia trzy razy więcej za tę samą pracę. Dopóki inflacja nie zje oszczędności. Dopóki umowa z Mercosurem nie zacznie realnie wpływać na ceny żywności i kondycję polskiego rolnictwa.
Statystyki są piękne, póki służą do prezentacji PowerPoint. Gdy zaczynają odbijać się na portfelach, nastroje potrafią zmienić się szybciej niż pogoda w marcu.
Ale właściwie...
Mamy więc rok 2025 w statystykach CBOS jako kolejny rozdział polskiej prosperity. Jesteśmy zadowoleni z życia osobistego, względnie zadowoleni z sytuacji kraju i głęboko zaniepokojeni losami świata. Brzmi jak dobry punkt wyjścia do dalszych dyskusji, prawda?
Tyle że ja się zastanawiam kiedy w końcu przestaniemy mierzyć nasze szczęście tym, jak było kiedyś albo jak jest u innych, a zaczniemy pytać jak mogłoby być naprawdę dobrze? Bo póki zadowalamy się tym, że mogło być gorzej, to zawsze znajdzie się ktoś, kto powie: i jeszcze będzie.
A może to właśnie jest nasza narodowa specjalność, umiejętność cieszenia się z małych rzeczy w wielkim chaosie? Jeśli tak, to może faktycznie jesteśmy mistrzami życia. Statystycznie rzecz biorąc.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj