1. Home -
  2. Inwestowanie -
  3. PPK miało być tylko dodatkiem, a nauczyło Polaków inwestowania

PPK miało być tylko dodatkiem, a nauczyło Polaków inwestowania

Pracownicze Plany Kapitałowe miały być w założeniu prostą odpowiedzią na polski problem „emerytury z samego ZUS-u raczej nie wystarczą”. Z biegiem lat dorobiły się jednak drugiego, mniej oczywistego wymiaru: stały się jednym z nielicznych masowych mechanizmów, które uczą ludzi inwestowania przez codzienną rutynę: co miesiąc coś się odkłada, coś pracuje, coś rośnie albo czasem spada.

I wtedy pojawia się pytanie „dlaczego PPK, dlaczego?”

Z perspektywy instytucji zarządzających PPK to właśnie ten efekt bywa niedoceniany - zauważa Tomasz Orlik z PFR TFI. Program przełamuje barierę typową dla polskiego rynku kapitałowego: niechęć do długoterminowego inwestowania. Pomaga w tym mechanizm automatycznego zapisu - wielu uczestników „weszło” w inwestowanie nie dlatego, że było to ich hobby, tylko dlatego, że tak działa system. A gdy już weszli, zaczęli dopytywać: czym są fundusze zdefiniowanej daty, jak rośnie kapitał i co realnie wynika z regularności wpłat.

Wbrew powtarzanemu latami stereotypowi, że „Polacy nie inwestują”, problem bywa bardziej przyziemny: inwestowanie kojarzyło się z ryzykiem i elitarną wiedzą, a oszczędzanie - z wyrzeczeniem.

PPK podmienia tę narrację

Liczby sugerują, że program dawno przestał być eksperymentem. Pod koniec października aktywa netto PPK przekroczyły 42,6 mld zł, a w samym miesiącu urosły o prawie 1,8 mld zł. Partycypacja zbliża się do 56%, przy czym w największych firmach z pierwszej fazy wdrożenia jest wyraźnie wyższa - przekracza 82%. To już nie jest niszowy produkt dla „ogarniętych”, tylko narzędzie, które realnie dotyka milionów ludzi i zaczyna zmieniać masowe zachowania.

Orlik zauważa, że program uruchomił w Polsce powszechną rozmowę o długoterminowym oszczędzaniu, o mechanizmach inwestowania i o tym, jak wygląda przyszłość systemu emerytalnego. To ważne, bo wiedza finansowa wciąż jest u nas towarem deficytowym - i to nie tylko wśród osób o niższych dochodach. Również klasa średnia potrafi mieć portfel pełen subskrypcji, a jednocześnie brak poduszki bezpieczeństwa.

Program opiera się na współpracy trzech stron: pracownika, pracodawcy i państwa

Taki układ działa dobrze tylko wtedy, gdy każda ze stron robi swoje. Tu szczególną rolę gra pracodawca - i nie chodzi wyłącznie o dopłatę. W wielu firmach PPK stało się elementem kultury organizacyjnej: spotkania informacyjne, przypomnienia, normalizacja tematu oszczędzania. To ważne, bo finansowe nawyki buduje się nie tylko decyzją, ale i otoczeniem. Jeśli w pracy mówi się o benefitach i planowaniu przyszłości, rośnie szansa, że ktoś nie kliknie automatycznie „rezygnuję”.

Oczywiście, nie ma sensu udawać, że PPK nie ma krytyków. Niektórzy nie ufają rozwiązaniom firmowanym przez państwo, inni wolą pełną samodzielność inwestowania, część zwyczajnie nie chce, by cokolwiek „działo się z automatu”. To są zrozumiałe postawy. Tyle że w skali populacji najczęściej przegrywają one z prostotą tego rozwiązania.

Dlatego PPK warto oceniać nie tylko jako produkt finansowy, ale jako narzędzie cywilizacyjne i cywilizujące. Korzystacie z PPK w swojej pracy?

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi