1. Home -
  2. Gospodarka -
  3. Prawie 60% rynku e-papierosów w Polsce to szara strefa. Problem jest absolutnie gigantyczny

Prawie 60% rynku e-papierosów w Polsce to szara strefa. Problem jest absolutnie gigantyczny

Prawie 60 proc. polskiego rynku e-papierosów funkcjonuje poza jakąkolwiek kontrolą państwa. Nowy raport Fraunhofer IIS pokazuje, że Polska jest jednym z europejskich liderów nielegalnego obrotu produktami do waporyzacji, a skala problemu może rosnąć jeszcze szybciej niż dotychczas.

Rynek e-papierosów w Polsce to w większości czarny rynek

Polska zajmuje pozycję jednego z największych rynków e-papierosów w Unii Europejskiej, obok Francji, Włoch, Niemiec, Hiszpanii i Holandii. Samo w sobie nie byłoby to jeszcze niepokojące, gdyby nie struktura tego rynku. Według raportu „The Irregular Market For E-Cigarettes In Europe" opublikowanego przez Instytut Fraunhofera IIS w marcu 2026 r., około 58 proc. polskiego rynku e-papierosów działa poza oficjalnym systemem sprzedaży i opodatkowania.

Co istotne, w Polsce proporcje szarej i czarnej strefy wyglądają inaczej niż w wielu krajach Europy Zachodniej. Drobny import konsumencki (szara strefa) odpowiada zaledwie za około 13 proc. rynku. Pozostałe 87 proc. nieoficjalnego obrotu to klasyczny czarny rynek, prowadzony przez zorganizowane kanały dystrybucji nastawione na zysk. To oznacza, że problem nie polega na tym, że pojedynczy konsumenci zamawiają sobie tańsze liquidy z zagranicy. Chodzi o systematyczny, komercyjny handel produktami, które nigdy nie przeszły przez polski system akcyzowy ani kontrolę jakości.

6,6 mld euro rocznie poza kontrolą fiskusa

W skali całej Unii Europejskiej rynek nieoficjalny jest ogromny. Według danych Fraunhofer IIS legalny obrót stanowi zaledwie 52 proc. całego rynku e-papierosów. Szara strefa to 13 proc., a czarny rynek aż 35 proc. Łącznie wartość nieregularnego rynku w Europie sięga około 6,6 mld euro rocznie.

Z e-papierosów korzysta w UE około 3,1 proc. populacji powyżej 15. roku życia, co daje prawie 12 mln użytkowników. To nie jest niszowy segment. To poważna część rynku wyrobów nikotynowych, która rośnie w tempie znacznie szybszym niż tradycyjne papierosy. Tymczasem szara strefa tytoniowa rośnie w całej Europie, a polityka akcyzowa poszczególnych państw zamiast hamować ten proces, często go napędza.

Chiny jako fabryka Europy, Shenzhen jako stolica vapingu

Około 90 proc. e-papierosów importowanych do UE pochodzi z Chin. Globalnym centrum produkcji jest Shenzhen, gdzie działa według raportu Fraunhofer IIS około 11 tys. firm zajmujących się wytwarzaniem urządzeń do waporyzacji. Według danych Eurostatu w 2024 r. do Unii trafiło prawie 46 tys. ton e-papierosów i liquidów z importu, z czego około 41,7 tys. ton pochodziło właśnie z Chin.

Towary docierają do Europy trzema głównymi szlakami. Najważniejszy pozostaje transport morski przez porty w Rotterdamie, Antwerpii i Hamburgu. Drugi kanał to fracht lotniczy, szczególnie istotny przy zamówieniach internetowych, z hubami cargo w Liège, Kolonii i Frankfurcie. Trzeci to transport kolejowy przez tzw. Nowy Jedwabny Szlak, z terminalami m.in. w polskich Małaszewiczach, Warszawie, Łodzi i Poznaniu. Tylko w 2024 r. do europejskich terminali przyjechało niemal 20 tys. kontenerowych pociągów blokowych z Chin.

Skala przepływu towarów jest trudna do ogarnięcia dla służb celnych. Według wyliczeń Komisji Europejskiej w 2024 r. z Chin do UE wysłano blisko 800 mln paczek. Belgijska Centralna Rada Gospodarcza ostrzegała latem 2025 r. przed niekontrolowanym napływem przesyłek, wskazując że belgijska celna odprawia dziennie nawet 4 mln paczek. Przy takim wolumenie skuteczna kontrola zawartości jest iluzją.

Holandia, Belgia, Niemcy i Luksemburg jako bramy importowe

W europejskim systemie dystrybucji kluczową rolę odgrywa kilka państw działających jako huby logistyczne. Holandia jest największym importerem i głównym centrum dystrybucji. Belgia obsługuje ruch przez port w Antwerpii i lotnisko towarowe w Liège. Niemcy i Luksemburg dopełniają obraz. Te cztery kraje odpowiadają łącznie za ponad połowę importu e-papierosów do UE, według danych z raportu Fraunhofer IIS.

Dlaczego nieoficjalny rynek tak szybko rośnie

Przyczyn jest kilka i wzajemnie się napędzają. Po pierwsze, ogromne różnice w opodatkowaniu produktów nikotynowych między krajami UE. Według danych Komisji Europejskiej (Excise Duties Overview 2025), stawki akcyzy na liquidy nikotynowe wahają się od symbolicznych kwot na Węgrzech i w Grecji do ponad 0,6 euro za ml w Słowenii i na Litwie. Polska plasuje się mniej więcej w środku stawki. Takie dysproporcje zachęcają do handlu transgranicznego i arbitrażu podatkowego.

Po drugie, rozwój e-commerce sprawia, że zamówienie e-papierosów bezpośrednio z chińskiej fabryki jest dziś banalne. Przesyłki trafiają do Europy z fałszowaną dokumentacją celną, zaniżoną wartością i fałszywymi deklaracjami pochodzenia. Trudno o bardziej klasyczny schemat przemytu, tyle że uprawiany na masową skalę i w jasny dzień.

Po trzecie, niespójne regulacje unijne. Brak zharmonizowanych kodów celnych i klasyfikacji produktowej sprawia, że nawet legalne firmy mają trudności z rozliczeniami, a nieuczciwi gracze łatwo się w tym chaosie kryją. Właśnie dlatego autorzy raportu Fraunhofer IIS postulują m.in. stworzenie ogólnounijnej czarnej listy podejrzanych producentów i importerów, powiązanej z cyfrowym systemem śledzenia produktów.

Co to oznacza dla polskich konsumentów i budżetu

Konsumenci kupujący e-papierosy z nieoficjalnych źródeł ryzykują przede wszystkim zdrowiem. Produkty z czarnego rynku nie przechodzą żadnej kontroli jakości, mogą zawierać niedozwolone substancje, a ich skład nierzadko odbiega od deklaracji na opakowaniu. Za sprzedaż e-papierosów niepełnoletnim grożą w Polsce surowe kary, ale trudno je egzekwować wobec sprzedawców działających z zagranicy lub w szarej strefie.

Z perspektywy budżetowej straty są poważne. Skoro ponad połowa rynku e-papierosów w Polsce nie odprowadza akcyzy, państwo traci setki milionów złotych rocznie. Problem pogłębia fakt, że sam system akcyzowy na e-papierosy jest w Polsce nieszczelny. Dystrybutorzy od miesięcy prześcigają się w pomysłach, jak obejść przepisy dotyczące 40-złotowej opłaty od urządzeń do waporyzacji, a Ministerstwo Finansów nie reaguje wystarczająco szybko.

Zakazy to za mało. Potrzebna przemyślana strategia

Raport Fraunhofer IIS wskazuje na coś, o czym eksperci mówią od dawna: proste zakazy, np. dotyczące jednorazowych e-papierosów, mogą nie przynieść oczekiwanego skutku. Istnieje realne ryzyko, że konsumenci wrócą do tradycyjnych papierosów lub po prostu przeniosą się na czarny rynek. Doświadczenia Australii, gdzie po drastycznym zaostrzeniu przepisów ponad 90 proc. użytkowników e-papierosów zaczęło zaopatrywać się nielegalnie, powinny być przestrogą. Walka z alternatywami dla papierosów prowadzona wyłącznie narzędziami prohibicyjnymi nie daje rezultatów.

Jeśli obecne warunki regulacyjne się utrzymają, wartość nieoficjalnego rynku e-papierosów w UE może wzrosnąć z 6,6 mld euro do około 10,8 mld euro w 2030 r. To prognoza z raportu Fraunhofer IIS i brzmi jak wezwanie do działania, które najprawdopodobniej znów pozostanie bez odpowiedzi.

Pytanie, kiedy Polacy przestaną palić papierosy, pozostaje otwarte

Polska polityka wobec rynku nikotynowego od lat przypomina gaszenie pożaru benzyną. Podnoszenie akcyzy bez uszczelniania systemu, zapowiadanie zakazów bez ich wdrażania, ignorowanie skali szarej strefy. Tymczasem raport Fraunhofer IIS pokazuje, że problem jest systemowy, europejski i wymaga koordynacji na poziomie UE. Same działania krajowe, szczególnie podejmowane chaotycznie i pod wpływem emocji, mogą paradoksalnie pogorszyć sytuację. Zamiast kolejnych podwyżek cen papierosów i wyrobów nikotynowych, być może warto wreszcie zainwestować w kontrolę tego, co trafia na rynek z zagranicy, i stworzyć regulacje, które będą egzekwowalne, a nie tylko dobrze wyglądające w komunikacie prasowym.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi