- Bezprawnik -
- Codzienne -
- Próbna ewakuacja to mit. W razie prawdziwej ewakuacji budynku pewnie spłonąłbym żywcem. Ewentualnie stratowałby mnie tłum
Próbna ewakuacja to mit. W razie prawdziwej ewakuacji budynku pewnie spłonąłbym żywcem. Ewentualnie stratowałby mnie tłum
Ostatnio miałem wątpliwą przyjemność uczestniczyć w ćwiczebnej ewakuacji budynku, w którym akurat załatwiałem jakąś sprawę. Wnioski, jakie płyną z tego doświadczenia, są przerażające. Próbna ewakuacja pokazała mi, że razie pożaru spłonąłbym żywcem, a w najlepszym przypadku zostałbym stratowany.

Wszyscy doskonale wiemy, w jak głębokim poważaniu mamy wszelkie zasady BHP. Teoretycznie wszystko jest w jak najlepszym porządku, a każdy pracownik jest z odpowiednich procedur i zasad przeszkolony. Na papierze. W rzeczywistości wszelkie kursy, szkolenia czy wykłady na ten temat są przykrym obowiązkiem wykonywanym tylko i wyłącznie po to, żeby uzyskać odpowiedni papier. Pracownik jest zadowolony, bo nie musi wkuwać nudnych i zbędnych jego zdaniem zasad. Pracodawca zadowolony, bo dzięki temu teoretycznie wyszkolił wszystkich pracowników. Specjaliści również zadowoleni, bo nie musieli się zbytnio wysilać. Czasem również dlatego, że braki w ich wiedzy nie wyszły na jaw. W teorii wszyscy jesteśmy świetnie przygotowani na wypadek wystąpienia zagrożenia w pracy. Przepisy BHP w pracy to w gruncie rzeczy mit.
Praktyka szybko pokazuje, że w razie prawdziwego niebezpieczeństwa wszyscy spłoniemy albo zostaniemy stratowani przez panikujący tłum. Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, ćwiczenia z ewakuacji powinny odbywać się przynajmniej raz na dwa lata.
Obserwacja takich ćwiczeń jest jednocześnie fascynująca, jak i przerażająca. Mój podziw wzbudził ogólny spokój towarzyszący pracownikom budynku. Czekałem w kolejce na swoją kolejkę do okienka, gdy w całym budynku rozbrzmiał głośny alarm. Pierwszą reakcję ludzi można streścić słowami "a, pewnie coś sprawdzają". Gdy nie przestawało dzwonić, pierwsze osoby zaczęły wychylać się ze swoich pomieszczeń, żeby sprawdzić co się dzieje. Wśród pracowników szybko poszła fama, że "robią ćwiczenia". Niechętnie, ale jednak odeszli od biurek i wszyscy skierowaliśmy się w stronę głównego wyjścia z budynku.
Próbna ewakuacja nijak się na do rzeczywistości
No właśnie - głównego wyjścia. Absolutnie nikt nie skierował się w stronę jednego z wielu bocznych wyjść ewakuacyjnych. Nie sprawdzałem tego, ale postawiłbym dużą kwotę na zakład, że większość z nich i tak była zamknięta. W okolicy głównego wyjścia szybko zrobił się dość duży tłok. Nagle cały duży budynek i wszystkie obecne w nim osoby skupiły się na małej przestrzeni. Oczywiście nikomu się nie spieszyło, bo wszyscy już wiedzieli, że to są ćwiczenia. Panowała raczej wesoła atmosfera - w końcu rzadko przytrafia się okazja do bezkarnych plotek z kolegami z innych działów.
Oczywiście spokój podczas ewakuacji to absolutna podstawa, ale ten spokój był spowodowany tylko i wyłącznie tym, że wszyscy wiedzieli, że ta ewakuacja to wyłącznie ćwiczenia. Jeden z kolejnych obowiązków do odbębnienia. W razie prawdziwego alarmu w wypadku pożaru nikt nie byłby taki spokojny. Pomijając fakt, że czas reakcji na alarm był przeraźliwie długi i ogień pewnie zdążyłby już pochłonąć sporą część budynku. Pozostała część zostałaby stratowana w okolicy głównego wyjścia, gdzie każdy by panicznie biegł i próbował wydostać się na zewnątrz. Nie zauważyłem nikogo, kto podczas tej ćwiczebnej ewakuacji zainteresowałby się planem ewakuacji (który przecież na ścianie wisiał), albo swoje kroki skierował do innego niż główne wyjście. Nikt nie zwracał uwagi na oznaczenia ani nie kierował ewakuacją. To był po prostu tłum ludzi, którzy z budynku wyszli tylko dlatego, że wśród pracowników poszła fama, że trzeba iść.
Nie jestem specjalistą od BHP, w końcu takie ćwiczebne ewakuacje odbywają się pod nadzorem Straży Pożarnej. Sporządza się z nich również odpowiedni protokół, który zawiera stosowne wnioski. Niemniej jednak po tej obserwacji śmiem twierdzić, że w razie prawdziwego pożaru i prawdziwej ewakuacji spłonąłbym żywcem. W najlepszym przypadku zostałbym stratowany przez panikujący tłum.
zobacz więcej:
22.04.2026 16:09, Rafał Chabasiński

18 godzin polskiego i 18 godzin WF-u to nie to samo. Nauczyciele mają dość udawania, że jest inaczej
22.04.2026 15:19, Joanna Świba
22.04.2026 14:43, Mariusz Lewandowski
22.04.2026 14:31, Edyta Wara-Wąsowska
22.04.2026 13:46, Marcin Szermański
22.04.2026 13:34, Mariusz Lewandowski

Rusza kontrowersyjny system śledzenia śmieci. Na razie dobrowolny, ale urzędnicy już mówią o „większych zmianach"
22.04.2026 12:52, Marcin Szermański
22.04.2026 12:24, Aleksandra Smusz
22.04.2026 11:37, Mateusz Krakowski
22.04.2026 11:02, Piotr Janus
22.04.2026 10:27, Edyta Wara-Wąsowska
22.04.2026 10:02, Materiał Partnera Bezprawnika
22.04.2026 9:42, Piotr Janus
22.04.2026 9:04, Edyta Wara-Wąsowska
22.04.2026 8:28, Aleksandra Smusz
22.04.2026 7:44, Rafał Chabasiński
22.04.2026 6:57, Edyta Wara-Wąsowska

USA, Niemcy, Chiny – trzy różne strategie dot. złota. Na tle Pekinu, Berlina i Waszyngtonu polskie zakupy NBP wyglądają coraz ciekawiej
21.04.2026 20:31, Filip Dąbrowski
21.04.2026 16:01, Joanna Świba
21.04.2026 15:07, Aleksandra Smusz
21.04.2026 13:33, Piotr Janus
21.04.2026 13:00, Edyta Wara-Wąsowska
21.04.2026 12:31, Marcin Szermański
21.04.2026 11:43, Mateusz Krakowski
21.04.2026 11:19, Edyta Wara-Wąsowska

Apartament w strefie ochrony konserwatorskiej - w jaki sposób powstaje inwestycja Kapitanat Garbary w Poznaniu?
21.04.2026 10:53, Materiał Partnera Bezprawnika
21.04.2026 10:51, Materiał Partnera Bezprawnika

























