Przez fiskusa ludzie myślą o odebraniu sobie życia lub wpadają w paranoję. Dla wielu relacje skarbówka-przedsiębiorcy to relacja kata i ofiary

Firma Gorące tematy Państwo Podatki dołącz do dyskusji (83) 26.07.2019
Przez fiskusa ludzie myślą o odebraniu sobie życia lub wpadają w paranoję. Dla wielu relacje skarbówka-przedsiębiorcy to relacja kata i ofiary

Udostępnij

Edyta Wara-Wąsowska

Urząd Skarbowy to dla wielu synonim wszystkich strachów. Źródło codziennego lęku, czasem – paranoi. Zdarza się, że problemy z fiskusem (takie, które są efektem piętrzących się błędów po jednej lub drugiej stronie) doprowadzają nawet do najgorszego zakończenia. Dla wielu relacja skarbówka-przedsiębiorcy jest tym samym, co relacja kata i ofiary. To bardzo mocne porównanie i może nawet wydawać się krzywdzące, ale jest pewnym zobrazowaniem tego, jak część przedsiębiorców może postrzegać działalność organów skarbowych. 

Przedsiębiorcy w sidłach lęku i paranoi

W tekście Janusza Schwertnera „Spóźniona refleksja” na serwisie Onet można przeczytać o przedsiębiorcach, którzy po walce z urzędem skarbowym albo cierpią na depresję, albo wpadają w paranoję, albo nawet rozważają odebranie sobie życia. Problem przedstawionych bohaterów dotyczył ulgi meldunkowej i nierównej walki, jaką musieli stoczyć. Czekali na kolejne decyzje i wyroki, a na dźwięk wyrażenia „urząd skarbowy” potrafili wpaść w histerię. I właściwie – biorąc pod uwagę ich sytuację – absolutnie nie ma się czemu dziwić.

Przedsiębiorcy nie ufają fiskusowi, a skarbówka zdaje się z tego cieszyć

Jeśli zapytałabym przeciętnego przedsiębiorcę, czy ufa organom podatkowym w naszym państwie, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że by mnie wyśmiał. Wystarczy zresztą poczytać też komentarze naszych czytelników-przedsiębiorców pod artykułami dotyczącymi kolejnych indywidualnych interpretacji podatkowych czy absurdów z udziałem organów podatkowych.

Można zatem zaryzykować tezę, że przedsiębiorcy – co do zasady – nie ufają fiskusowi. Nie wierzą, że w razie ewentualnej pomyłki będą mogli ją po prostu naprawić. Tak samo jak nie wierzą, że jeśli błąd popełni skarbówka, to że państwo weźmie na siebie odpowiedzialność i zadośćuczyni wszystko przedsiębiorcy w taki sposób, by nie był na tym jakkolwiek stratny. Niestety, od czasu do czasu zdarzają się sprawy, które na pewno nie pomagają w nabraniu zaufania do fiskusa.

Sama skarbówka też nie pomaga. Pierwszy lepszy przykład – respektowanie interpretacji podatkowych. Fiskus raz mówi tak, raz inaczej. Przedsiębiorcy nie wiedzą, czego mają się spodziewać. Zaledwie wczoraj pisałam o tym, że skarbówka zmieniła zdanie, jeśli chodzi o koszty firmowe blogera (stanowisko jest niejednolite). To przedziwne rozumowanie fiskusa podsumował zresztą red. naczelny Jakub Kralka w swoim felietonie o kosztach uzyskania przychodu Youtubera. 

Wielu naszych czytelników pamięta pewnie również o „akcji” skarbówki na mechanika w Bartoszycach. Wprawdzie nadgorliwe panie ze skarbówki nie wspominają jej pewnie najlepiej ze względu na konsekwencje, a zwierzchnictwo odcięło się od podobnych akcji, ale niesmak pozostał. Wielu przedsiębiorców mogło dojść do przekonania, że prowokacje skarbówki to codzienność.

I niestety, ale skarbówka – i państwo – praktycznie nic z tym nie robią. Zdają się wręcz cieszyć z wizerunku, jaki fiskus ma wśród przedsiębiorców.

Nie można skutecznie prowadzić firmy na większą skalę w momencie, gdy przedsiębiorca boi się każdego swojego kroku

Niektórzy lubią podkreślać, że jeśli ktoś jest niewinny, to nie ma się czego obawiać. Kontrola podatkowa po prostu niczego nie wykaże, a przedsiębiorca nadal spokojnie będzie mógł prowadzić swoją firmę. I nie przeczę, że w miażdżącej części wypadków tak właśnie jest. Problem polega jednak na tym, że nie zawsze, a fiskus czasem zdąży doprowadzić przedsiębiorcę do ruiny, a dopiero potem okazuje się, że we wszystkim zawinili urzędnicy. I owszem – takie przypadki zdarzają się bardzo rzadko. Świetnie jednak ukazują pewne mechanizmy i ślepą bezwzględność organów. I to nie zawsze w sytuacjach, w których faktycznie powinna mieć miejsce.

A przecież teoretycznie jest coś takiego jak zasada zaufania, na którą podatnik może się powołać w sądzie. Tyle, że wielu przedsiębiorców nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, a skarbówka i państwo niespecjalnie kwapią się, by w szerszym zakresie informować przedsiębiorców o ich prawach. Nic dziwnego zatem, że w atmosferze napięcia i niepewności wiele firm nigdy nie rozszerzy zakresu swojej działalności, bojąc się, że „skarbówka ich dopadnie”. W tym strachu jest coś smutnego – z jednej strony wydaje się irracjonalny, ale z drugiej – nie jest wcale w całości oparty wyłącznie na stereotypach.