1. Home -
  2. Rodzina -
  3. Gmina płaci za prywatne przedszkole, choć w publicznym są wolne miejsca. A prywatne na jednym dziecku mają sporą przebitkę

Gmina płaci za prywatne przedszkole, choć w publicznym są wolne miejsca. A prywatne na jednym dziecku mają sporą przebitkę

Jeszcze kilka lat temu problemem wielu gmin był brak miejsc w przedszkolach. Dziś w części samorządów sytuacja wygląda zupełnie inaczej – publiczne placówki mają wolne miejsca, ale budżety gmin wciąż obciążają wysokie dotacje dla placówek prywatnych. Co więcej, przepisy nie pozostawiają samorządom wyboru. Na przedszkole niepubliczne gmina musi przekazać dotację – nawet jeżeli w publiczne placówki świecą pustkami.

Joanna Świba14.03.2026 13:12
Rodzina

System dotacji dla przedszkoli prywatnych, czyli budżetowe kuriozum

Podstawą prawną finansowania przedszkoli niepublicznych jest ustawa z dnia 27 października 2017 r. o finansowaniu zadań oświatowych. Zgodnie z art. 17 ust. 1 tej ustawy niepubliczne przedszkole niespełniające warunków przedszkola publicznego otrzymuje z budżetu gminy dotację na każdego ucznia.

Dotacja ta wynosi co do zasady co najmniej 75% podstawowej kwoty dotacji dla przedszkoli. Podstawowa kwota dotacji obliczana jest na podstawie wydatków bieżących ponoszonych przez gminę na prowadzenie przedszkoli publicznych, pomniejszonych o opłaty wnoszone przez rodziców. Oznacza to, że jeżeli gmina wydaje określoną kwotę na dziecko w przedszkolu publicznym, znaczną część tej sumy musi przekazać również prywatnej placówce. Efekt? Za prowadzenie prywatnych przedszkoli (za które niemało płacą już rodzice) i tak płacimy my wszyscy… Warto przy tym pamiętać, że opłaty za przedszkola mogą w każdej chwili pójść w górę – automatycznie pociągając za sobą wzrost dotacji dla placówek niepublicznych.

Dzieci z niepełnosprawnościami – jeszcze wyższe dotacje

Ustawa przewiduje również szczególne zasady finansowania dzieci z niepełnosprawnościami. W ich przypadku dotacja dla przedszkola niepublicznego nie jest liczona procentowo, lecz odpowiada kwocie przewidzianej w części oświatowej subwencji ogólnej.

W praktyce oznacza to, że w przypadku niektórych uczniów dotacje mogą być znacznie wyższe niż standardowe finansowanie – być może właśnie dlatego przedszkola niepubliczne starają się zapewniać możliwie najwięcej miejsc dla dzieci z niepełnosprawnościami – stwierdzając kolokwialnie, to firmie, którą jest prywatne przedszkole, zwykle opłaca się najbardziej.

Ile kosztuje przedszkole niepubliczne?

Koszty uczęszczania dziecka do przedszkola publicznego i niepublicznego mogą się znacząco różnić, chociaż w obu przypadkach część wydatków pokrywana jest z pieniędzy publicznych. W przedszkolach publicznych podstawowa opieka nad dzieckiem – czyli realizacja podstawy programowej przez pięć godzin dziennie – jest bezpłatna. Rodzice płacą natomiast za każdą kolejną godzinę pobytu dziecka w placówce oraz za wyżywienie. W praktyce miesięczny koszt w wielu gminach wynosi zwykle około 200–400 zł, choć oczywiście zależy to od liczby godzin i ceny posiłków, a także od uwarunkowań danej gminy.

Czesne i dodatkowe opłaty w placówkach prywatnych

W przypadku przedszkoli niepublicznych sytuacja wygląda inaczej. Rodzice muszą liczyć się z czesnym w przedszkolu, które w wielu miejscowościach wynosi od około 700 do nawet 1500 zł miesięcznie, a w dużych miastach bywa jeszcze wyższe. Do tego dochodzą opłaty za wyżywienie, które zwykle mieszczą się w przedziale 200–400 zł miesięcznie. Ostatecznie więc koszt prywatnej placówki może być kilkukrotnie wyższy niż w przedszkolu publicznym.

Warto jednak pamiętać, że mimo tych opłat przedszkola niepubliczne również otrzymują dotacje z budżetu gminy. Oznacza to, że placówka prywatna jest finansowana jednocześnie z dwóch źródeł – z opłat rodziców oraz z pieniędzy publicznych przekazywanych przez samorząd. Efekt? Przedszkole niepubliczne inkasuje nawet kilka razy więcej w przeliczeniu na dziecko, niż przedszkole publiczne. Co ciekawe, jakość usług w obu przypadkach często jest na podobnym poziomie.

Paradoks demograficzny i budżetowa aberracja

Teoretycznie dofinansowania do przedszkoli niepublicznych miały sprawić, że dostępność usług związanych z opieką nad dziećmi od 3 roku życia wzrośnie, co z kolei miało się przełożyć na wzrost gospodarczy, gdyż dzięki temu matki będą mogły wrócić do pracy. Obecnie jednak sens istnienia takich placówek, a może raczej przepisów, nakazujących gminom dopłacanie do nich, jest dyskusyjny.

Problem pojawia się w sytuacji, gdy liczba dzieci zaczyna spadać. Demografia Polski od lat szoruje po dnie – w wielu gminach powoduje to, że publiczne przedszkola mają wolne miejsca. Jednocześnie funkcjonują prywatne placówki, które nadal otrzymują dotacje z budżetu samorządu. Z punktu widzenia finansów publicznych powstaje paradoks. Gmina utrzymuje własne placówki – budynki, kadrę, infrastrukturę – a jednocześnie musi przekazywać środki publiczne na przedszkole niepubliczne, do którego zapisali dziecko rodzice.

Niegospodarność wymuszona ustawą

Teoretycznie zaś jedną z głównych zasad gospodarowania finansami publicznymi jest zasada minimalizacji kosztów i optymalizacji efektów. W praktyce więc gmina powinna przede wszystkim inwestować w utrzymanie własnych placówek, które generują mniejsze koszty (porównajcie samochód dyrektora przedszkola publicznego i niepublicznego, to zrozumiecie w czym tkwi kluczowa różnica). Dopłacanie do placówek niepublicznych jest przejawem niegospodarności. Niegospodarność ta jest jednak wymuszona ustawą, w związku z czym potrzebne są zmiany systemowe (zwłaszcza że kasy samorządów i tak świecą pustkami). Tymczasem spadek liczby urodzeń sprawia, że problem będzie narastał z roku na rok.

System oparty na wyborze rodziców powinien wiązać się z pełnymi konsekwencjami wyborów

Z perspektywy ustawodawcy mechanizm ten ma jednak swoje uzasadnienie. System finansowania edukacji przedszkolnej w Polsce opiera się na założeniu, że rodzice powinni mieć możliwość wyboru placówki dla swojego dziecka.

Dotacje dla przedszkoli niepublicznych mają zapewnić, że wybór prywatnej placówki nie będzie oznaczał całkowitego przeniesienia kosztów na rodziców. Jednocześnie państwo i samorządy wciąż współfinansują edukację przedszkolną niezależnie od tego, czy odbywa się ona w placówce publicznej, czy prywatnej.

Czy jednak takie rozwiązanie ma sens? W tym przypadku jest to mocno wątpliwe, zwłaszcza w obliczu tak dramatycznej demografii. To żyłowanie samorządowych kas, a więc również portfeli podatników. Oświata to naprawdę duże pieniądze. Pieniądze, które samorząd mógłby przeznaczyć na modernizację dróg, dostosowanie budynków do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, czy chociażby na kulturę. Obecnie jednak musi płacić za możliwość wyboru, która i tak wiąże się z dodatkowymi kosztami dla samych rodziców. Być może warto się zastanowić, czy – zamiast dotować prywatne placówki – nie lepiej przeznaczyć te środki na bezpośrednie wsparcie rodzin, np. w postaci ponad 200 tys. zł jednorazowej wypłaty na dziecko, o czym ostatnio głośno dyskutują analitycy.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi