Nowy pomysł władzy. Rządzący chcą repolonizować… polską gazetę

Biznes Państwo dołącz do dyskusji (331) 14.12.2020
Nowy pomysł władzy. Rządzący chcą repolonizować… polską gazetę

Jerzy Wilczek

Dopiero co niedawno Orlen ogłosił, że będzie repolonizował koncern Polska Press. Teraz rynkiem mediów wstrząsnęła kolejna informacja – szykuje się repolonizacja Rzeczpospolitej. Szkopuł w tym, że ten dziennik jest polski niemal od dekady.

Repolonizacja Rzeczpospolitej nie jest jeszcze pewna – to na razie nieoficjalne informacje Onetu. Orlen na razie wydaje się zaprzeczać, choć warto pamiętać, że niedawno zaprzeczał również informacjom o przejęciu Polska Press

Tymczasem koncern dominujący na rynku polskiej prasy ma być niebawem przejęty przez Orlen. Nazwa Polska Press może być jednak nieco myląca – otóż firma jest obecnie własnością niemieckiej Verlagsgruppe Passau.

A repolonizacja Rzeczpospolitej? Ponoć ta gazeta z tradycjami i wciąż ze sporym prestiżem ma być nowym nabytkiem koncernu, którym kieruje Daniel Obajtek. Czy jednak da się repolonizować coś, co jest już od dawna polskie?

Repolonizacja Rzeczpospolitej to żadna repolonizacja

Rzeczpospolita była niegdyś uznawana za najlepszy polski dziennik. Redaktorzy pisma przeprowadzali świetne śledztwa dziennikarskie, pisali świetne felietony, były doskonałe wywiady. Gazeta przy tym była zawsze mniej zaangażowana politycznie niż główny konkurent, „Gazeta Wyborcza”.

Czemu „Rzepie” szło w latach 90. tak dobrze? Na pewno przez dobrych dziennikarzy i redaktorów. Jednak wpływ na to miała też… struktura właścicielska. Ta była skomplikowana, było tam sporo państwowych udziałów. Jednak pierwsze skrzypce grały zagraniczne koncerny – francuski czy norweski. Z czasem sporo udziałów wykupił też brytyjski fundusz.

To właśnie dzięki dopływowi zagranicznej gotówki gazeta mogła sobie pozwolić na sporą niezależność wobec polityków. Przynajmniej do pewnego momentu. Za czasów pierwszego rządu PiS stery w gazecie objął Paweł Lisicki, dziennikarz niekoniecznie znany ze swojej niezależności.

Warto podkreślić ten moment w historii „Rzepy” – niekrytyczny wobec władzy PiS naczelny rządzi gazetą, w której duże udziały mają zagranicznej koncerny. Gdy PiS przegrywa wybory w 2007 r., w gazecie jednak zostaje sporo dziennikarzy kojarzonych z prawicą. To oni publikują słynny tekst o trotylu na wraku Tupolewa.

I dochodzimy do ciekawego momentu. Otóż rząd PO, zdenerwowany na zbytnio pisowską linię gazety, postanawia ją… zrepolonizować. I tak spółka trafia w ręce Grzegorza Hajdarowicza. To dość ekscentryczny biznesmen, ale udaje mu się wydawać gazetę z całkiem sporym sukcesem.

Bo w trudnych dla prasy czasach „Rzepa” ciągle funkcjonuje, ciągle jest szanowana, ciągle dostarcza newsy. I ma bez przerwy raczej konserwatywny profil. Na pewno nie jest to też gazeta jakoś wyjątkowo wroga PiS.

Jednak władzy to najwyraźniej nie wystarcza. Widać więc wyraźnie, jakie są zamiary władzy wobec mediów. Nie są tu problemem na pewno zachodni właściciele – „Rzepa” jest polska. Nie jest problemem też to, że media popierają „lewacką wizję świata” – bo „Rz” jej akurat nie popiera. Problem dla władzy leży najwyraźniej gdzieś indziej.