Pasażerowie znaleźli sposób, by wykorzystać skomplikowane systemy linii lotniczych przeciwko nim
Model biznesowy współczesnych linii lotniczych już dawno wykroczył poza samo dowożenie za pieniądze pasażerów na wybrane lotnisko w możliwie przyzwoitych warunkach. Dzisiaj zarabiają one przede wszystkim na maksymalizacji zysku, nierzadko kosztem pasażera. W idealnym świecie linii lotniczych samoloty zawsze latałyby wypchane do ostatniego siedzenia. Pasażerowie zaś płacą za każdy najmniejszy drobiazg jakąś dodatkową opłatę doliczaną do ceny swojego biletu. Do pewnego stopnia przypomina to kina, które zarabiają nie tyle na biletach na filmy, ile na sprzedaży za horrendalne ceny napojów i przekąsek.
Wszyscy doskonale zdajemy sobie z tego fenomenu sprawę. Dlaczego więc wciąż latamy samolotami? Mamy do czynienia z najszybszym sposobem podróży. Na dłuższych trasach nierzadko jest to jedyne realne połączenie. Nie da się także ukryć, że linie lotnicze kuszą nas często promocyjnymi cenami biletów na wybrane połączenia. W całej tej skomplikowanej machinie może się jednak zdarzyć jakaś luka, którą pasażerowie skrzętnie wykorzystują. Przykładem może być tzw. skiplagging.
Wyobraźmy sobie następującą sytuację: możemy kupić bilet na połączenie bezpośrednie do naszego celu podróży za 1000 zł. Okazuje się jednak, że równie dobrze możemy kupić za 500 zł bilet na dłuższy lot z przesiadką na naszym docelowym lotnisku. Linie lotnicze nazywają taką sytuację lotem transferowym, kombinowanym albo łączonym. W praktyce możemy w trakcie przesiadania się do innego samolotu "zgubić się po drodze" i wysiąść. 500 zł z naszego przykładu zostaje nam w kieszeni. Nikt nas nie może w takiej sytuacji siłą powstrzymać przed rezygnacją z kontynuacji lotu.
Nie ma się co dziwić, że skiplagging doprowadza linie lotnicze do szału. Nie dość, że tracą pieniądze, sprzedając nam wbrew swoim intencjom tańszy bilet, to jeszcze nie mogą nawet sprzedać naszego pustego miejsca na następny etap lotu. Pytanie brzmi: czy mogą nam w związku z tym coś zrobić?
Linie lotnicze oburza skiplagging, który jest w zasadzie odwrotnością namiętnie stosowanego przez nie overbookingu
Od strony czysto prawnej odpowiedź na zadane przed chwilą pytanie w zasadzie powinna brzmieć "nie". To znaczy: w Polsce indywidualny pasażer najprawdopodobniej nie zostanie pozwany przez linie lotnicze o zapłatę różnicy w cenie biletów. Jeżeli tak by się stało, to ironicznie życzyłbym prawnikom takiej linii powodzenia w przekonaniu sądu, że w wyniku skiplaggingu ze strony pasażera poniosły one faktycznie szkodę.
Nie oznacza to jednak, że przewoźnicy nie podejmują działań służących zwalczaniu takich "nadużyć". W 2024 r. linia lotnicza American Airlines pozwała serwis skiplagged.com, który powstał właśnie po to, by ułatwić pasażerom wykorzystywanie systemu cenowego linii lotniczych przeciwko nim samym. Platforma reklamuje się hasłem: "Znajdź loty, które linie chcą ukryć. Odkrywamy luki w cennikach linii lotniczych aby zaoszczędzić Twoje pieniądze."
Amerykański sąd federalny przyznał jednak American Airlines 9,4 miliona dolarów odszkodowania. Nie chodziło bynajmniej o skuteczne zapewnianie użytkownikom niższych cen kosztem linii. Powodem zasądzenia odszkodowania stało się nieuprawnione wykorzystanie logo przewoźnika. Warto w tym momencie wspomnieć, że ze skiplagged.com sądziło się także amerykańskie United Airlines, które w 2015 r. przegrało.
Linie lotnicze sięgnęły więc po sankcje wymierzone w pasażerów, których przyłapią na skiplaggingu. Dobrym przykładem jest tutaj regulamin naszych Polskich Linii Lotniczych LOT:
Taryfy przewoźnika wymagają, aby pasażer realizował odcinki podróży w kolejności, w jakiej są one odzwierciedlone w bilecie. Jeżeli pasażer zamierza zrealizować podróż z pominięciem kolejności odcinków podróży powinien dokonać zmian biletu zgodnie z faktycznym zamiarem podróży. W takim przypadku opłata zostanie naliczona w następujący sposób:
a) w wysokości za faktycznie przebytą trasę obowiązującą w dniu zgłoszenia korekty trasy, w przypadku, gdy podróż nie została rozpoczęta.
b) w wysokości za faktycznie przebytą trasę obowiązującą w dniu dokonania oryginalnej rezerwacji, w przypadku, gdy podróż została rozpoczęta.
Jeśli wyliczona w ten sposób taryfa jest wyższa niż cena obliczona dla trasy podanej w bilecie, dalszy przewóz może zostać uzależniony od uiszczenia powstałej różnicy w cenie. W przypadku, gdy pasażer nie poinformował przewoźnika o chęci zmiany trasy podróży i poprzedzający odcinek trasy nie został przebyty lub też został przebyty nie w takiej kolejności, jaka została przewidziana w sekwencji poszczególnych rejsów podanych w bilecie zastosowanie ma Artykuł 6 pkt 5 niniejszych Ogólnych Warunków Przewozu.
W art. 6 pkt 5 znajdziemy zaś możliwość anulowania dalszych rezerwacji poczynionych przez dalszego pasażera. Przykładem mogą być loty powrotne. Podobne rozwiązania znajdziemy także w regulaminach innych linii lotniczych. Standardową praktyką jest oczywiście domaganie się zwrotu różnicy w cenie. Niektórzy przewoźnicy pozbawiają także pasażera korzyści wynikających ze swojego programu lojalnościowego. Zdarzają się także przypadki zakazu wstępu na loty danej linii.
Przyłapanie pasażera na skiplaggingu nie jest oczywiście proste. Na lotnisku można się przecież zgubić, może się nam coś stać, możemy się nawet zatrzasnąć w toalecie. Jeżeli jednak dana osoba regularnie omija ostatnie odcinki danej trasy, to zapewne zostanie bardzo szybko namierzona.
W walce przewoźników ze skiplaggingiem tkwi pewna doza ironii. Same linie lotnicze stosują dokładnie odwrotną praktykę w postaci overbookingu, który z jakiegoś powodu pozostaje legalny. Kiedy jednak pasażerowie wykorzystują ich własne działania na swoją korzyść, jakoś nie są w stanie tego znieść. Nie da się ukryć, że ucywilizowanie relacji konsumentów z liniami lotniczymi to ważne wyzwanie dla ustawodawcy i pozostałych instytucji państwa.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj