Chętniej reagujemy na pijanych kierowców, niż na przemoc domową. A przecież tu i tu zagrożone jest zdrowie i życie

Moto Społeczeństwo Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (16) 11.08.2020
Chętniej reagujemy na pijanych kierowców, niż na przemoc domową. A przecież tu i tu zagrożone jest zdrowie i życie

Paweł Mering

Społeczne postrzeganie pijanych kierowców zmienia się na lepsze – coraz częściej reagujemy. To dobry trend, chociaż – dla porównania – w wypadku przemocy domowej sytuacja nie jest kolorowa. Takie wybiórcze pojmowanie porządku publicznego nie napawa optymizmem.

Społeczne postrzeganie pijanych kierowców

Serwis „motocaina.pl” opisał badania, zgodnie z którymi coraz mniej Polaków uznaje prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu za coś dopuszczalnego. 80% badanych wprost stwierdziło, że nie pozwoliłoby wsiąść do auta osobie, która spożywała alkohol. 70% schowałoby kluczyki nietrzeźwemu członkowi rodziny lub partnerowi, a ponad połowa rodaków uniemożliwiłaby prowadzenie pojazdu sąsiadowi, czy szefowi.

Co ciekawe, połowa ankietowanych stwierdziła, że wezwałaby policję (jeżeli chodziłoby o osobę obcą). Badania mimo wszystko ukazały pewną prawidłowość – wraz z oddalaniem się bliskości relacji zmienia się chęć uniemożliwienia prowadzenia pojazdu. Im osoba jest bardziej obca, tym mniejsza szansa na reakcję.

Dane napawają optymizmem, jednak wiele trzeba w tym zakresie jeszcze zrobić. Osoby, które piją alkohol, nie powinny wsiadać do pojazdu – to jest oczywiste, ale nie dla wszystkich. Podstawowym działaniem, które powinno być skierowane – szczególnie w najmłodszych – jest edukacja.

Ale sytuacja nie wygląda podobnie w odniesieniu do innych zdarzeń

Można generalnie uznać, że prędzej zabierzemy członkowi rodziny kluczyki, gdy wsiądzie pijany za kierownicę, niż zgłosimy przemoc domową – nawet w odniesieniu do członków rodziny. Badań tego rodzaju prowadzono wiele, a jedno – sprzed kilku lat – opisywał swego czasu „Newsweek”.

Według badań instytutu SMG/KRC przeprowadzonych na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w 2011 roku, 51% osób stwierdziło, że w prywatne sprawy rodzinne nie ma się co mieszać. Jedna piąta respondentów stwierdziła, że kłótnie, czy wyzwiska, to normalna rzecz w rodzinie, więc nie ma co „robić problemu”.

Prawie 1/3 ankietowanych uznała, że przemoc kobiet wobec mężczyzn jest jedynie dowodem na nieporadność tych drugich, więc w ogóle jej do przemocy nie należy ujmować. Oczywiście, badania były przeprowadzone prawie dziesięć lat temu, ale przyglądając się statystykom – i działaniom rządzących, m.in. dotyczących konwencji stambulskiej, a także działalności niektórych gmin na południu Polski – problem przemocy w rodzinie w żaden sposób nie ustaje.

Dlaczego o tym wspominam?

Coraz częstsza reakcja na pijanych kierowców i raczej niezmienna sytuacja w odniesieniu do przemocy w rodzinie pokazuje pewną wybiórczość. Generalnie w Polsce donosicielstwo uznaje się za coś złego. Ma to swoje podstawy w naszej przeszłości, więc informowanie policji o pewnych zdarzeniach nieraz wprost eliminuje z życia społecznego – i nie chodzi tutaj jedynie o „prawo ulicy”, ale zwykłe, międzyludzkie relacje.

Co ciekawe, w odniesieniu do pijanych kierowców zdecydowana reakcja traktowana jest jako coś wręcz dobrego. Inaczej wygląda to w odniesieniu do przemocy domowej, czy pospolitych wykroczeń, a nawet przestępstw. Trzeba jednak pamiętać, że ofiary przemocy domowej nie są „same sobie winne”, w rzekomym przeciwieństwie do potencjalnych ofiar pijanych kierowców.

Przeciwieństwa tutaj oczywiście żadnego nie ma. Z pewnością reagować należy w każdej sytuacji, w której zagrożone jest zdrowie i życie człowieka – choćby potencjalnie. Nawet, jeżeli – podparty sankcją karną – obowiązek zawiadomienia o przestępstwie nie dotyczy wszystkich czynów zabronionych