Strajk nauczycieli bez poparcia w społeczeństwie, czy naprawdę nauczyciele zarabiają dość dużo?

Państwo Praca dołącz do dyskusji (260) 28.01.2019
Strajk nauczycieli bez poparcia w społeczeństwie, czy naprawdę nauczyciele zarabiają dość dużo?

Rafał Chabasiński

Nauczyciele szykują się do zaostrzenia protest. Wiosną klasy w szkołach mogą znowu opustoszeć. Powodem są, oczywiście, niewystarczające ich zdaniem wynagrodzenia w oświacie. Strajk nauczycieli bez poparcia w społeczeństwie może jednak nie wywrzeć wystarczającego nacisku na rządzących. Dlaczego Polacy nie chcą wesprzeć protestujących? 

Nauczyciele domagają się podwyżek, MEN próbuje z nimi negocjować

Ile zarabia nauczyciel – pisaliśmy na Bezprawniku jakiś czas temu. Ile powinien zarabiać nauczyciel? Nie ulega wątpliwości, że obecne stawki w oświacie pedagogów nie zadowalają. Właściwie można powiedzieć, że protest nauczycieli trwa już od jakiegoś czasu. Od połowy grudnia w końcu część zaczęła przechodzić masowo na zwolnienia lekarskie. Jak podaje portal Money.pl, skala tego zjawiska była na tyle duża, że aż zaniepokoiła ZUS. Zdaniem Zakładu, protesty takie nie tylko „dezorganizują pracę”, ale również generują koszty zarówno dla niego, jak i dla poszczególnych szkół.

Konflikt pomiędzy nauczycielami a ministerstwem edukacji przybiera stopniowo na sile. Takie miękkie formy protestu nie skłoniły ani MEN, ani nauczycielskich związków zawodowych do zawarcia kompromisu. Kolejne propozycje ze strony minister Anny Zalewskiej zostały uznane za niewystarczające. W tej sytuacji strajk generalny wydaje się być kwestią czasu.

Okazuje się, że brak poparcia dla nauczycieli to często skutek popularnych mitów i pewnej dezinformacji ze strony MEN

Tymczasem okazuje się, że strajk nauczycieli jest bez poparcia wśród Polaków. Z badań opinii publicznej wynika, że strajk popiera raptem 39% społeczeństwa, przeciwnych z kolei jest 44%. Jak się łatwo domyślić, kiedy spojrzy się na wyborców poszczególnych głównych bloków politycznych, proporcje ulegają zmianie. Nauczycieli popiera na przykład 52% wyborców Platformy Obywatelskich, przeciwnych strajkowi jest taki sam odsetek wyborców rządzącego Prawa i Sprawiedliwości. Warto również zauważyć, że gdy inaczej sformułowano pytanie, poparcie dla protestu dodatkowo spadło. Strajk skutkujący zamknięciem szkół popiera raptem 32% badanych. Przeciwnych takiej formie protestu jest aż 48% respondentów.

Protest nauczycieli bez poparcia ze strony społeczeństwa – ale właściwie dlaczego? Nie od dzisiaj pokutuje kilka mitów o pracy w szkole. Polacy są zdania, że owszem, być może nie zarabiają oni tyle, co na przykład informatycy, ale mogą też liczyć na szereg niedostępnych innym grupom zawodowym przywilejów. Mowa o dużej ilości dni wolnych, w szczególności w wakacje, relatywnie małej ilości godzin w pracy. To sprawia, że kwota przedstawiana prze MEN, a więc 4 tysiące złotych netto, wydaje się badanym adekwatna. W praktyce, oczywiście, zarobki przedstawiane przez ministerstwo rozmijają się z tym, co faktycznie otrzymują nauczyciele. MEN zwykł podawać pensje brutto, razem ze wszystkimi możliwymi dodatkami. Rzadko się tak naprawdę zdarza, żeby pedagodzy otrzymywali ich aż tyle. Nie jest przy tym tajemnicą, że tak wysokie zarobki na rękę są w stanie osiągnąć co najwyżej nauczyciele dyplomowani, będący na szczycie zawodowej hierarchii. Pozostałe ich grupy nawet się o takie kwoty nie otrą. Pisaliśmy niedawno o tym na Bezprawniku o tym, ile zarabiają nauczyciele naprawdę.

Strajk nauczycieli bez poparcia to najlepszy prezent dla rządzących, którzy oszczędzają na budżetówce od długich lat

Nie ulega również wątpliwości, że zarobki nauczycieli to jedynie jedna z wielu części składowych szerszego problemu. Niejednokrotnie opisywaliśmy na łamach Bezprawnika filozofię państwa odnośnie pensji w budżetówce. Jest to ta, ogromna przecież, grupa pracowników, na której władze zawsze oszczędzały najchętniej. No chyba, że chodzi o stanowiska obsadzane z politycznego klucza – tu jakoś pieniądze przynajmniej porównywalne z rynkowymi jakoś zawsze się znajdowały. Co ciekawe, także osoby piastujące najwyższe i najbardziej odpowiedzialne stanowiska w państwie również, w myśl tej samej filozofii, zarabiają stanowczo mniej, niż ich odpowiednicy w sektorze prywatnym.

Rzekomo „tanie państwo”, czy „skromne państwo”, przekształca się dzięki takiemu podejściu w państwo dziadowskie. W końcu nikt chyba nie oczekuje, że marna i przez lata niewaloryzowana płaca, często ocierająca się o najniższą krajową, sprzyja wydajnej i odpowiedzialnej pracy, jaką jest służba publiczna. Łudzenie się, że praca urzędnika czy nauczyciela jest lekka, łatwa i przyjemna – i że nie ma żadnej potrzeby godnie tych ludzi wynagradzać – prowadzi donikąd. Co więcej, można zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie niskie płace w budżetówce odpowiadają za wiele problemów, z którymi obywatele stykają się na co dzień.

Rządzącym zresztą bardzo łatwo dzielić społeczeństwo. Lekarze protestują? Policjanci też zarabiają skromnie, policjanci przechodzą masowo na zwolnienie lekarskie? Nauczyciele robią to samo? …Ale przecież zarabiają cztery tysiące na rękę i jeszcze mają mnóstwo wolnego! Rozgrywanie animozji pomiędzy poszczególnymi grupami zawodowymi w Polsce ma długą tradycję. Dziel i rządź – to metoda znana od czasów starożytnych. Jest niestety skuteczna.