Trump „wygrywa” wybory. Prezydent USA ogłosił zwycięstwo i chce powstrzymać dalsze liczenie głosów

Zagranica dołącz do dyskusji (98) 04.11.2020
Trump „wygrywa” wybory. Prezydent USA ogłosił zwycięstwo i chce powstrzymać dalsze liczenie głosów

Rafał Chabasiński

Po raz kolejny przedwyborcze sondaże w USA okazały się niewiele warte. W tym momencie Donald Trump wygrywa wybory prezydenckie. Nieznacznie, do tego wciąż karta może się odwrócić. Dlatego urzędujący prezydent nie tylko ogłosił się zwycięzcą, ale chce także… powstrzymać dalsze liczenie głosów. 

W tym momencie wbrew przedwyborczym sondażom Donald Trump wygrywa wybory

Wstępne wyniki wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych mogą zaskakiwać – przynajmniej tych, którzy z uwagą śledzili przedwyborcze sondaże. W momencie pisania niniejszego tekstu Donald Trump wygrywa, choć sondaże wróżyły zdecydowaną przewagę demokraty Joe Bidena.

Jak to możliwe? Biden zabezpieczył sobie 238 głosów elektorskich, Trump raptem 213. Przewagę w kolegium elektorskim daje 270 głosów. Warto jednak zauważyć, że cały czas czekamy na wyniki w kilku kluczowych stanach. Georgia, Karolina Północna i Michigan to razem 32 głosy – tu przewagę ma Trump. Podobnie jak w Wisconsin z 10 głosami.

O wyniku wyborów zapewne rozstrzygnie Pensylwania i jej 20 głosów. Tutaj również wygrywa Trump, jednak opublikowano dane z raptem 64% komisji. Joe Biden w tym momencie wygrywa w jednym „wahającym się” stanie – w Nevadzie, dysponującej raptem 6 głosami w kolegium elektorskim.

Nie powinno więc dziwić, że Donald Trump ogłosił się już zwycięzcą wyborów prezydenckich. Co może zbudzić wręcz zdumienie to oskarżenia rzucane przez urzędującego prezydenta o oszustwo. Szokująca jest wręcz zapowiedź skierowania do Sądu Najwyższego wniosku o przerwanie dalszego liczenia głosów.

Głosowanie korespondencyjne może jeszcze przynieść zwycięstwo Joe Bidenowi – tego właśnie obawia się Donald Trump

Jeszcze przed swoim przemówieniem Trump na Twitterze rzucił pierwsze oskarżenia – „Idzie nam naprawdę świetnie, ale oni próbują ukraść wybory. Nigdy na to nie pozwolimy. Głosy nie mogą być oddawane po zamknięciu lokali wyborczych”.

Później nieco doprecyzował o co mu właściwie chodzi. „Wiedziałem, że tak będzie i mówiłem o tym, od kiedy postanowiono o głosowaniu korespondencyjnym. Teraz naszym celem jest zapewnienie uczciwości wobec naszego narodu. To jest oszustwo, zatem skierujemy sprawę do Sądu Najwyższego, aby głosowanie się zatrzymało”.

Głosowanie korespondencyjne trwa w USA od dłuższego czasu. W tych wyborach tą formę głosowania wybrała rekordowa liczba wyborców – aż 90 milionów. Warto przy tym zauważyć, że korespondencyjnie głosują przede wszystkim wyborcy Demokratów. Republikanie preferują raczej głosowanie w lokalach wyborczych. Wynika to między innymi z tego, że wyborcy Bidena traktują poważniej szalejącą także w USA epidemię koronawirusa a wyborcy Trumpa mają ciągotki do postaw „antymaseczkowych” i „plandemicznych”.

O ile teraz Trump wygrywa wybory, o tyle Joe Biden wciąż ma dzięki głosom oddanym korespondencyjnie szansę na odwrócenie tendencji w kluczowych stanach i zwycięstwo w wyborach. Stąd chęć powstrzymania dalszego liczenia głosów – w tym momencie liczone są głównie te oddane listownie.

Scenariusz w którym Trump wygrywa wybory w USA dzięki decyzji Sądu Najwyższego o wstrzymaniu liczenia głosów to typowy „trumpizm”

Amerykańskie prawo dopuszcza zarówno głosowanie przed dniem wyborów (tzw. „early voting„, jak i oddanie głosu listownie w dniu wyborów (tzw. „absentee voting„). Szczególne znaczenie tej formy w tych wyborach wynika oczywiście z epidemii koronawirusa. Mniejsza liczba wyborców głosujących tradycyjnie w lokalach wyborczych to mniejsze ryzyko zakażenia.

Oczywiście, urzędujący prezydent plecie bzdury gdy mówi o „głosach oddanych po zamknięciu lokali wyborczych”. Regulacje w poszczególnych stanach się różnią, jednak żaden nie dopuszcza oddawania głosu już po dniu wyborów. Czy jednak urzędujący prezydent USA mówiący od rzeczy kogokolwiek jeszcze dziwi? Jeszcze niedawno w końcu Donald Trump chciał bombardować huragany bronią jądrową.

Tym niemniej, zapowiedź skierowania wniosku do Sądu Najwyższego o zaprzestanie dalszego liczenia głosów to dość niepokojąca nowość. Realizacja tego postulatu Trumpa oznaczałaby w końcu dosłownie zignorowanie ważnie oddanych głosów amerykańskich wyborców. Taki obrót sprawy wydaje się mało realny, z drugiej strony w tym gremium przewagę mają sędziowie konserwatywni. Nie tak dawno zresztą amerykański Senat zatwierdził kandydaturę kolejnej konserwatystki – Amy Coney Barrett.

Sytuacja polityczna w USA do pewnego stopnia przypomina spór zwaśnionych plemion nad Wisłą

Nie sposób nie zwrócić uwagi na szczególną polaryzację amerykańskiej sceny politycznej. Polacy zapewne doskonale rozumieją skalę sporu pomiędzy Demokratami a Republikanami, a także postępującą radykalizację obydwu partii. Mamy w końcu u siebie dokładnie to samo. Także używanie sądów jako narzędzia walki politycznej nad Wisłą stało się normą.

Temperatura politycznego sporu sprawia, że strona przegrana będzie starała się na wszystkie możliwe strony podważyć wynik wyborów. Jeśli to okaże się niemożliwe – tu swoisty wentyl bezpieczeństwa stanowi właśnie Sąd Najwyższy – to kwestionowana będzie legitymizacja wybranego prezydenta. To z kolei oznacza dalsze podgrzewanie atmosfery.

Ponownie: nie jest to zjawisko, którego nie znamy z polskiego podwórka. Hasło końcówki kampanii prezydenckiej w Polsce, osiem gwiazdek, wróciło ze zdwojoną siłą w trakcie protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Nad Wisłą obydwa polityczne plemiona nie potrafią już ze sobą rozmawiać, partie skupiają się wyłącznie na swoim elektoracie – wyborców przeciwnika traktując odpowiednio jako zdrajców ojczyzny i fanatyków z ciemnogrodu. Podobne tendencje pojawiają się także w Stanach Zjednoczonych.

Zablokowanie dalszego liczenia głosów zapewne ucieszyłoby zwolenników Trumpa, jednak dla wyborców Demokratów mogłoby oznaczać przekroczenie granicy. Tymczasem Stany Zjednoczone od Polski różni nie tylko federalizm i archaiczny system wyborczy. W USA drastyczna eskalacja politycznego sporu może prowadzić do prawdziwej przemocy, przy której protesty „Black Lives Matter” byłyby niewinną igraszką.

98 odpowiedzi na “Trump „wygrywa” wybory. Prezydent USA ogłosił zwycięstwo i chce powstrzymać dalsze liczenie głosów”

  1. Znowu przykre błędy faktograficzne i inne.

    Georgia, Karolina Północna i Michigan to razem 32 głosy

    Georgia i Michigan mają po 16 głosów, Karolina Płn. 15 głosów elektorskich. Chyba mi wychodzi 47, prawda?
    Poza tym Pan się niech nie spieszy, bo niektóre stany (w tym Karolina Płn.) przyjmują głosy, jeśli tylko na stemplu pocztowym ma pan 3 listopada albo wcześniejszą datę, do 6 listopada.

    Jeśli to okaże się niemożliwe – tu swoisty wentyl bezpieczeństwa stanowi właśnie Sąd Najwyższy – to kwestionowana będzie legitymizacja wybranego prezydenta.

    Tak średnio, bo Bush v. Gore, którego rozpatrzenia nie odrzucono, a jednak przyjęto do wiadomości i zdecydowano, że przeliczenie nakazane przez Sąd Najwyższy Florydy musi być zaprzestane. Nie mamy żadnej gwarancji, że podobny przypadek nie trafi na stołek Sądu Najwyższego.

  2. Znowu najazd na Trumpa, nawet nie jesteście w stanie logicznie już myśleć, albo nie chcecie, albo fake newsy mainstreamu już wam zrobiły siekę z mózgu.
    Sam fakt, że sondaże były zwykłą ściemą, w takim kraju jak USA, gdzie zbiera się od prywatnych osób pieniądze na kampanię wyborczą, to już jest oszustwo wyborcze jeszcze przed wyborami.
    Przecież skoro Biden prowadzi 14% przewagi, to po co dawać Trumpowi pieniądze na kampanię, po co udostępniać miejsce na reklamę? Lepiej od razu szykować się na prezydenta od „Demokratów”. Same te sondaże to już jedno wielkie oszustwo wyborcze, a Trump po prostu walczy z oszukańczym establishmentem. Skoro nie interesuje was demokracja, tylko rządy „progresywistów” z całego świata, niezależnie od sposobu wygranej w wyborach, to powinniście wymyślić już jakiś nowy system, bo na pewno nie jest to już demokracja. Co najwyżej to jakiś rodzaj monarchii, gdzie kilka procent pedofilskich elit chce przejąć władzę już bez żadnych zasad demokracji.
    I tak działo się przez miesiące przed wyborami w USA. Wy też z resztą jesteście jakieś 60% fake news, 20% prawa nierobów kobiet do spadku i alimentów, 10% whatever jakieś bzdety i 10% newsy. Na razie wchodzę dla tych 10% newsów ale zdarza się, że przez tydzień nawet w żaden artykuł nie wejdę, bo już po tytułach widzę, że to jakaś hipsterska zgnilizna lub temat na siłę.

    • W którym kraju prezydent, który ma szanse demokratycznie wygrać grozi unieważnieniem części głosów legalnego głosowania, jeśli pójdzie nie po jego myśli? Brzmi to jak… „anulujmy, bo przegramy”.

      Zresztą, widać że się boi, bo wygląda na to, że ogłoszone przez niego zwycięstwo nie jest już takie pewne, dzięki stanowi Michigan.

      • W sensie, że tak jak w Polsce poszli do sądu, bo nie zgadzali się z przegraną Trzaskowskiego w demorkatycznych wyborach? No to w Polsce w takim razie. Ale domyślam się, że to twoja opcja polityczna, więc te same zachowania już nie są złe. A Trump zgodnie z prawem nie zgadza się z głosowaniem po czasie. O ile to było głosowanie, a nie zwykłe dorzucanie wypełnionych kart wyborczych.
        Niezależnie od wyniku, każda z opcji ma prawo iść do sądu wyjaśnić sprawę.

        • Ale żaden stan nie pozwala na głosowanie po 3 listopada (patrz link). Po prostu wiele stanów dopuszcza, by te głosy, które zostały wysłane pocztą, liczyły się po 3 listopada wtedy i tylko wtedy, gdy na stemplu pocztowym widnieje 3 listopada bądź wcześniejsza data (w przypadku Alabamy, Iowy, Ohio i Utah 2 listopada bądź wcześniejsza data).

          https://www*.ncsl*.org/research/elections-and-campaigns/vopp-table-11-receipt-and-postmark-deadlines-for-absentee-ballots*.aspx

          Pytanie analogiczne: masz 14 dni na to, by odwołać się od decyzji administracyjnej. Jak masz liczyć – kazać przyjmować tylko to, co było przyjęte do północy 3/4 listopada czy cokolwiek, co dotrze pocztą, byle stempel miał datę w dzień wyborów albo wcześniej? Na Alasce masz wysłać do 3 listopada, a docierać może nawet 10 dni – z tym stanem zastrzeżeń nie ma (bo mam rozumieć popierasz Republikanów). W Kansasie dają margines 3 dni. Dlaczego jest problem z Pensylwanią, gdzie daje się taki sam margines? Bo jest to stan sporny? To tak nie działa.

          Powtórzę – że ktokolwiek pozwala głosować po 3 listopada to chore domysły Trumpa (albo po prostu strategia prowadzenia polityki, na którą się nabrałeś). Różnica jest tylko taka, jak bardzo stany ufają Poczcie Polskiej USPS i czy pozwalają na późniejsze dotarcie głosów. Jako że nie masz jak zmienić głosu po tym, jak go wyślesz na poczcie, to nie wiem o co mają Republikanie problem. Skoro mówią o tzw. voter fraud, to w przypadku wygranej podważają wybór samych siebie.

          • Nic nie podważą, a Ty znowu wypowiadasz się o czymś, o czym nie masz zielonego pojęcia.

            W 3 stanach zostało wykryte i potwierdzone przez prawników election meddling/voter fraud, więc skończ z TDS. Spider’s web i większość media skłonnych do stronniczości dla lewej sceny politycznej ma ekstremalny TDS i to jest wystarczające.

            Dodatkowo zostały łamane zasady głosowanie (używanie sharpies), nie wpuszczanie 3rd party Election Watchdogs, liczenie głosów po godzinach po czym okazuje się, że „doszło” 100 tys + głosów tylko dla Bidena, ani jednego dla Jo Jorgensen (Lib party) czy dla Trumpa.

            Demokraci przez 4 lata próbowali udowodnić wtrącanie się Rosji w wybory 2016, potem przez 3 lata i pół roku próbowali zakwestionować (impeach) prezydenturę Donalda Trumpa. I co z tego wyszło? Nic.

            I to nie Trump wołał o zakończenie liczenia głosów, te stany same z siebie zaprzestały. Do procesów może dojść dopiero PO zliczeniu wszystkich głosów. Tak samo jak Trumpa mogli pozwać dopiero po zaprzysiężeniu w 2016, które zostało odwoływane miesiące.

            Podejrzenie o Voter Fraud nie obciąża Trumpa, tylko unieważnia wybory oraz jest ekstremalnie łatwe do udowodnienia, która ze stron brała udział w tym nielegalnym precedensie.

          • Tl;dr: Oskarżenie ≠ zarzut. A oskarżanie mnie o TDS nie oznacza, że taki mam. Bo i nie mam. Ale na kłamstwa reaguję ostro.

            W 3 stanach zostało wykryte i potwierdzone przez prawników election meddling/voter fraud

            Aż przez jednego (przy pomocy innych). https://apnews*.com/article/80497cfb5f054c9b8c9e0f8f5ca30a62

            Nie da się ukryć, że błędy się zdarzają, ale tak samo było i z wyborami w Polsce – mówiono „fałszowanie wyborów”, „niewydawanie kart do głosowania” – a się okazało że próbę krytyki wytrzymują pojedyncze skargi, które na wynik nie wpływają.
            Najlepsze było to, że jak zapytano tego prawnika o to, jak się zarejestrował w Mississippi, Alabamie i Teksasie naraz:

            Phillips said he was unaware of his multiple registrations but asked, “Why would I know or care?”

            Skoro nie potwierdza własnych czynów – jak mam mu ufać? To jego psim obowiązkiem jest sprawdzać i dbać o swoje własne dokumenty.
            I jeszcze: wiele stanów pozwala na to, by być zarejestrowanym w kilku stanach. Ale głosować możesz tylko w jednym. Głosowanie w wielu albo fałszowanie danych karane jest więzieniem/grzywną. I nie zapominaj, że oskarżenie = zarzut ≠ fakt. Może być równe jedynie wówczas, gdy to zostanie uznane w sądzie. Dobrze by było, by rozumowanie też nie było naciągane, bo to podrywa wiarę w niezawisłość sądów. Nieważne, w którą stronę – czy faworyzując jedną partię czy inną.

            https://www*.fox10phoenix*.com/news/sharpies-can-be-used-on-voting-ballots-in-arizona-officials-say – to a propos używania Sharpies. Arizona mówi, że jest OK, zwłaszcza, że sami oferowali takie pisaki w lokalach wyborczych. Nie wiem, o co Ci chodzi.

            Co do niewpuszczania obserwatorów: zarzut nie oznacza, że coś, co jest zarzucane jest faktem. Bądźmy neutralni: skoro zarzuty Demokratów co do finansowania Trumpa osobiście przez Rosję się nie sprawdziły w raporcie Muellera, to tak samo należy traktować zarzuty Trumpa – dopóki nie zostaną sprawdzone, nie będą prawdziwe (albo przynajmniej nic nie będzie można powiedzieć

            A propos dojścia 100 tys. głosów: sam autor tego zarzutu wycofał się ze słów:

            A since deleted tweet posted by Matt Mackowiak, a conservative commentator and chair of Texas’ Travis County Republican Party, appears to show that during one results update in Michigan, Joe Biden received 100% of newly counted votes. Attached to the tweet were two election maps appearing to show election results from earlier in the count and one from later. Mackowiak said he took the screenshots early this morning. Mackowiak acknowledged the posts were inaccurate. He has since deleted the tweet, explaining, „I have now learned the MI update referenced was a typo in one county.”

            Demokraci przez 4 lata próbowali udowodnić wtrącanie się Rosji w wybory 2016, potem przez 3 lata i pół roku próbowali zakwestionować (impeach) prezydenturę Donalda Trumpa. I co z tego wyszło? Nic.

            Cóż, raport Muellera udowadnia, że część kampanii wyborczej Trumpa brała pieniążki od Rosji. Co do samego Trumpa nie było wystarczająco powodów, co wcale nie oznacza, jak sam raport zresztą zaznacza, że „jest całkowicie wolny od zarzutów”. Ale też nie jest przestępcą. Do pierdla nie pójdzie, chyba że coś nowego się dowiemy.
            https://en*.wikipedia*.org/wiki/Mueller_report – wzięte stąd.
            A propos impeachmentu – w Senacie potrzebujesz 2/3 głosów. Naiwne jest sugerowanie sobie, że przywództwo partii nie nakazało oczyścić Trumpa z zarzutów, jakiekolwiek by były, w końcu swój ziom (tylko jeden gość stwierdził, że pójdzie wbrew opinii partii). Por. impeachment Billa Clintona. Jestem pewien, że gdyby 2/3 głosów było u Demokratów, to wyleciałby na zbity pysk. Tak samo jak Republikanie wówczas mieliby 2/3 głosów – Bill Clinton też musiałby zbierać manatki. Impeachment jest równie efektywnym narzędziem do wywalania urzędników co w Polsce Trybunał Stanu – to jest w ogóle nieefektywnym.

            Co do stanów, które „same z siebie zaprzestały głosowania”:
            https://nypost*.com/2020/11/04/can-trump-actually-halt-vote-counting-through-the-supreme-court/

            After prematurely declaring victory over Joe Biden, President Trump demanded the Supreme Court step in and halt vote-counting in several swing states — even though he has no power to command the court to do so.

            https://www*.businessinsider*.com/trump-campaign-tries-to-stop-vote-count-in-michigan-pennsylvania-2020-11?IR=T

            President Donald Trump’s reelection campaign is moving to halt vote counting in Michigan, Pennsylvania, and Georgia.

            Żeby coś zatrzymać, jakiś proces musi biec. Żaden stan dotąd samorzutnie nie zatrzymywał procesu liczenia – tylko głosy wpływają do urn w stanach, które pozwoliły je (głosy) wysłać pocztą. To właśnie Trump chce, by głosy przestały być liczone, licząc, że prezydenturę dadzą mu sędziowie (wyrok TK w sprawie aborcji, hm?), a nie wyborcy, przez odrzucenie głosów będących jego zdaniem nielegalne albo źle zaznaczone.

            Podejrzenie o Voter Fraud nie obciąża Trumpa, tylko unieważnia wybory oraz jest ekstremalnie łatwe do udowodnienia, która ze stron brała udział w tym nielegalnym precedensie.

            Ale jak wygra Trump to ze swoich zarzutów się wycofa, co? Zarzuty ≠ fakty, ale nadal podrywanie wiary w instytucje publiczne (przy braku dowodów na to, że są złe; pamiętajmy, zarzuty ≠ fakty), które go wybrały na prezydenta, jest delikatnie mówiąc zachowaniem niegodnym prezydenta. Ale ustalenie jest bardzo łatwe. Ono się robi w większości stanów, głównie przez sprawdzanie podpisów. I dość łatwo wykazać, gdzie są błędy w rozumowaniu mającym udowodnić naruszenia w głosowaniu:
            http://www*.ncpolicywatch*.com/2020/10/06/battle-for-the-ballot-voter-fraud-myth-persists-despite-constant-failure-to-prove-claims/

        • Liczenie głosów trwa, zwłaszcza w kraju z ponad 300 milionami obywateli. W kilku stanach obsługa głosów korespondencyjnych rusza w dniu głosowania stacjonarnego, a zgodne z procedurami otwarcie i zweryfikowanie kart do głosowania trochę trwa, do tego w tym roku korespondencyjnie wpłynęło dużo więcej głosów niż zwykle.

      • To demokraci mają w większym interesie wygranie wyborów za każdą cenę, ponieważ po wygranej tak jak PiS zniszczą każdą, możliwość na kolejne demokratyczne wybory, To demokracji chcą przepakować SCOTUS swoimi sędziami, to oni chcą wykorzystywać władzę wykonawczą prezydenta to przeforsowania drakońskich zakazów związanych z Covid-19, to oni chcą zniszczyć pierwszą, drugą i trzecią poprawkę. To demokraci usunęli z konstytucji Kalifornii zakaz dyskryminacji (California Legislature Votes to
        Strike ‘the State Shall Not Discriminate’ from Constitution, Opening the
        Door to Legalized Discrimination)

        Mam wymieniać dalej dlaczego to Demokracji próbują wszelakich sposobów żeby dobrać się do władzy?

        • To demokraci mają w większym interesie wygranie wyborów za każdą cenę, ponieważ po wygranej tak jak PiS zniszczą każdą, możliwość na kolejne demokratyczne wybory,

          Za dużo słuchasz Trumpa. Polecam źródła pośrodku, ani za Bidenem, ani za Trumpem. Jak choćby WSJ, który nie popierał ani jednego kandydata.

          To demokracji chcą przepakować SCOTUS swoimi sędziami

          Zobaczymy, Biden mówił, że sam nie za bardzo chce „pakować” SCOTUS:
          https://www*.npr*.org/2020/10/13/923213582/biden-says-hes-not-a-fan-of-expanding-the-supreme-court,
          ale niektórzy Demokraci tak głosili. Jako że weto prezydenckie jest cholernie mocne, musisz obalić je 2/3 głosów, co w praktyce jest nierealne, to jeśli dotrzyma swojej obietnicy, nie będzie tego. Z tym po każdej stronie areny politycznej bywa różnie

          to oni chcą zniszczyć pierwszą, drugą i trzecią poprawkę

          Znowu słuchasz za dużo Trumpa. I tak w ogóle wiesz, czym ta trzecia poprawka jest? Bo ona nie tylko jest jedną z najmniej kontrowersyjnych, ale także raczej oczywistych. I wyroków sądowych na ten temat możesz zliczyć na palcach.
          Regulacja rynku broni nie jest naruszeniem prawa noszenia broni, a żeby Demokraci mieli obalić I poprawkę to w ogóle śmiech na sali. Dowód tego?

          To demokraci usunęli z konstytucji Kalifornii zakaz dyskryminacji

          Gówno prawda, jedynie odesłali na głosowanie na referendum. Poprawka została odrzucona mimo, że Kalifornia jest strasznie za Demokratami. Zatem nadal jest zakaz affirmative action.
          https://ballotpedia*.org/California_Proposition_16,_Repeal_Proposition_209_Affirmative_Action_Amendment_(2020)

      • W którym kraju prezydent, który ma szanse demokratycznie wygrać grozi
        unieważnieniem części głosów legalnego głosowania, jeśli pójdzie nie po
        jego myśli?

        W kraju w którym na jego przeciwnika nagle pojawia się tak dużo głosów w niektórych stanach że ilość głosów w stosunku do liczby uprawnionych do głosowania przekracza 100% :P

        Mam nadzieję,że Trump jednak wygra a komuniści „Demokraci” skończą co do jednego w pierdlu. Bo za Bindena to niewątpliwie będzie kolejka do gazu strzykawki.

        • Tak, jeśli wpisując do systemu wpisano w złym miejscu przecinek (o ile mi wiadomo tak się stało). Błędy ludzkie się zdarzają. Opozycja fałszująca wybory, ciekawy pomysł.

          Trzeciego akapitu nawet nie skomentuję, bo jest poniżej pewnego poziomu.

    • Silny pajac lepszy? Silny czy słaby, każdy głupkowaty pajac to szkodnik. Co ma siła do podejmowania właściwych decyzji? Biden to zawodowy polityk, potrafi się odnaleźć w kuluarach Waszyngtonu, zahartowany, chociażby przez tragedie w życiu prywatnym. Poradzi sobie. Lepszy byłby jakiś młodszy i być może silniejszy kandydat, bo Biden pewnie nawet o reelekcję nie będzie się starał, ale KAŻDY kandydat byłby lepszy niż to durne pomarańczowe, narcystyczne dziecko z walizką atomową.

      Rozumiem, że można mieć inne poglądy, widziałem różnych republikańskich prezydentów, ale jakim cudem republikanie 4 lata temu obrali sobie takiego lidera, mając innych mądrych i równie silnych potencjalnych kandydatów to dla mnie niepojęte i świadczy tylko o wrodzonej indolencji umysłowej wyborców z prawej strony.

      • Ja też rozumiem że można mieć inne poglądy, i widziałem różnych demokratycznych prezydentów, ale nie pojmuje jak można głosować na tego pokracznego dziada Bidena, który jest zwykłą pacynką na usługach poprawności politycznej, co świadczy tylko o wrodzonym braku polotu u wyborców lewej strony.

        • Od kiedy elektorat w centrum przestał kogokolwiek obchodzić? Co z nimi?
          Nie każdy głosujący na Bidena to socjalista, Murzyn czy wykształciuch. Nie każdy głosujący na Trumpa jest nacjonalistą, redneckiem czy członkiem QAnon.

          • Przyznam szczerze, że nawet gdybym był amerykańskim republikaninem to pewnie zbojkotowałbym wybory, a być może zagłosował na Bidena godząc się z tym, że przez 4 lata prezydentem będzie demokrata, bo wstydziłbym się, że moje stronnictwo wyprodukowało i wypromowało takiego głąba, który nie potrafi jednego zdania poprawnie sklecić i to zgodnie z faktami.

        • Ja rozumiem, że obawiacie się utraty supremacji białych męskich macho. Gdybym jedynymi zaletami jakie miał były biała skóra i płeć męska też bym płakał, że prawo do nauki mają kobiety. Na szczęście nie potrzebuję ustawowych przywilejów żeby się poczuć męski i doceniany.

          Ale wyciąganie bzdurnych argumentów o mitycznym spisku gejowskiej żydokomuny przy absolutnie każdych wyborach i na każdego kandydata o IQ większym niż 90 zalatuje ostrymi kompleksami.

          • O czym ty w ogóle do mnie biadolisz? Twoja frakcja to bufoni i dekadenci, a nie tam żadni postępowcy. Się strasznie puszysz „wyższością” nad jakimiś wieśniakami, ale zupełnie niesłusznie, bo poza bufonadą nic z tego nie wynika. Żadnym kozakiem nie jesteś, ani białym, ani czarnym czy żółtym, i jak przyjdzie co do czego to i tak wieśniak czy macho może więcej niż ty, i żadna polityka tego nie zmieni.

    • Pajac, który osiągnął więcej niż Biden przez 47 lat swojej kariery politycznej. W tym ustanowił pokój na środkowym wschodzie oraz nie wywołał żadnej, nowej wojny podczas swojej prezydentury.

  3. Trump jeśli nie zrobi jakiejś machlojki to przegra różnicą 2-3 % głosów. Dlatego tak histerycznie próbuje zatrzymać liczenie głosów bo po ogłoszeniu wyniku machlojki nie przejdą.

    • Machlojki to robią komuniści „Demokraci” – kilka stanów w których „wygrywa” Binden – frekwencja ponad 100%…

    • No też nie do końca prawda, bo większość stanów, gdy wyniki są bardzo zbliżone (zazwyczaj <1 pkt. proc.), może na żądanie kandydata zarządzić powtórkę liczenia, np. Wisconsin; inne stany (np. Floryda) przewidują liczenie w wybranych hrabstwach.
      Zgodnie z informacjami przekazanymi przez departamenty stanu stanów to jednak różnica jest mniejsza niż 2-3%

      • Owszem. Chodzi mi nie tyle o formalną stronę lecz histerię Trumpa gdy zaczęły spływać głosy korespondencyjne w większości oddane przez Demokratów. Trump okazał się wyznawcą starej zasady: „Nie ważne kto ile ma głosów, ważne kto je liczy”. Posuwając się do pomówień i kłamstw próbuje zaczarować rzeczywistość. Tymczasem Biden zbliżył się do Trumpa o włos i wiele wskazuje że niedługo przejmie Georgię i Pennsylwanię. Stąd podtrzymuję co powiedziałem – jeśli Trump nie zrobi jakiejś machlojki przegra te wybory.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *