Jedna choroba, trzech lekarzy, ta sama recepta
Wyobraźcie sobie sytuację: przychodzicie do trzech różnych lekarzy z tym samym problemem, a każdy z nich wypisuje wam identyczny zestaw leków. Ciekawe, prawda? Jeszcze ciekawsze staje się, gdy okazuje się, że wszystkie trzy recepty sponsoruje ten sam koncern farmaceutyczny.
Mniej więcej tak wygląda sytuacja z projektami ustaw alkoholowych. Ministerstwo Zdrowia, klub Lewicy i Polska 2050 złożyli trzy odrębne projekty nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Każdy z nich chce zakazać reklamy piwa, zakazać promocji typu „kup 12, dostaniesz 12 gratis" i – tu się robi naprawdę ciekawie – zalegalizować sprzedaż alkoholu przez internet. Tę samą sprzedaż, która w świetle obowiązującego prawa jest nielegalna, a o której uwolnienie od lat zabiegali producenci wódki. To jest jeden z największych zbiegów okoliczności w historii polskiego parlamentaryzmu.
Wódczany szlak od resortu do Sejmu
Zacznijmy od projektu Ministerstwa Zdrowia. Powstał jeszcze za kadencji minister Izabeli Leszczyny i wiceministra Wojciecha Koniecznego. W pewnym momencie – nie wiadomo kiedy ani przez kogo – projekt został rozszerzony poza zakres określony wpisem do wykazu prac Rady Ministrów. Ktoś dopisał przepisy, których nikt oficjalnie nie zamawiał. Leszczyna była zresztą oskarżana przez Rzeczpospolitą o pisanie ustaw pod dyktando zaprzyjaźnionego prawnika, który miał być powiązany z newralgicznymi branżami. Kilkukrotnie wspominaliśmy o tym, że coś nagle z rządowej ustawy zniknął ważny zakaz, na skutek czego e-papierosy smakujące jak cukierki mogą pozostać w sprzedaży.
Projekt Lewicy jest jeszcze bardziej pikantny. Jak ustaliła wspomniana Rzeczpospolita w tekście z 13 stycznia, jest to tak w ogóle plagiat – wiceminister Konieczny, który latem stracił stanowisko, miał po prostu wynieść projekt z resortu i przekazać kolegom partyjnym. Ci złożyli go w Sejmie jako własną inicjatywę poselską. W projekcie znalazły się zapisy dotyczące legalizacji e-handlu alkoholem na zasadach zaproponowanych przez ZP PPS w dokumencie opracowanym (i opłaconym) przez ten sam związek.
Kto pisze ustawę?
Ale to projekt Polski 2050 jest prawdziwą perełką. Za kształt przepisów odpowiada m.in. fundacja Grow Space, która na co dzień zajmuje się tematyką równości społecznej i prawami LGBT. Nic w tym złego, tyle że Grow Space jest jednocześnie autorem raportu „Zero procent prawdy", który postuluje – a jakże – zakaz reklamy piwa.
Raport Grow Space był prezentowany w mediach i w Sejmie. Przedstawiciele fundacji spotykali się z wiceprzewodniczącą sejmowej Komisji Zdrowia z Polski 2050 oraz z wiceminister zdrowia. Fundacja zleciła też sondaż sondażowni OGB, którego wyniki – o zaskoczenie – potwierdziły, że proponowane regulacje są jedynym ratunkiem dla społeczeństwa.
Ale prawdziwy hit to uzasadnienie projektu Polski 2050, w którym powołano się na raport „Polska zalana piwem" autorstwa Instytutu Jagiellońskiego. Na pierwszej stronie raportu czarno na białym widnieje informacja, że zleceniodawcą jest Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy. Raport płacony przez branżę wódczaną jako źródło w uzasadnieniu projektu ustawy. Mnie się nawet podoba, że zaczynamy normalizować lobbing. Wszyscy lobbują, więc czemu udawać, że tego nie ma?
Polacy piją za dużo. To fakt, z którym trudno dyskutować. Alkohol odpowiada za tysiące zgonów rocznie, generuje patologie i obciąża system ochrony zdrowia. Szykująca się rewolucja antyalkoholowa jest więc co do zasady krokiem w dobrym kierunku.
Problem polega na tym, że zakaz reklamy piwa w połączeniu z legalizacją sprzedaży online tworzy układ, który premiuje konkretną branżę. Piwo traci swoje główne narzędzie marketingowe – telewizję i promocje w dyskontach. Jednocześnie otwiera się nowy kanał sprzedaży, internet, który ze względu na marże i logistykę bardziej sprzyja małym butelkom wódki niż zgrzewkom piwa. Debata o reklamach piwa toczy się zresztą od lat i ma swoje uzasadnienie. Tyle że wyprowadzanie jej z postulatów branży wódczanej trochę podważa szczerość intencji.
Za rządów PiS lobbing branży spirytusowej skończył się na tzw. mapie akcyzowej – corocznym podnoszeniu akcyzy na wszystkie alkohole. Bolało, ale przynajmniej równo. Teraz postulaty producentów wódki trafiają chirurgicznie do trzech projektów ustaw, a ich autorzy nie widzą w tym nic dziwnego.
Stacje benzynowe – tutaj projekt ma rację, ale chyba też przykrywa sedno regulacji
Jednym z głośniejszych elementów wszystkich trzech projektów jest zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych. To akurat postulat, który brzmi sensownie – łączenie tankowania z zakupem wódki rzeczywiście wysyła sprzeczne sygnały. Zakaz obowiązuje już w 12 krajach UE.
Ale warto zauważyć, że stacje to zaledwie 3 proc. wszystkich zezwoleń na sprzedaż alkoholu w Polsce. To raczej wisienka na torcie niż systemowe rozwiązanie. A w kontekście trzech projektów nasuwanych przez branżę spirytusową – wygodna zasłona dymna, która pozwala mówić o „walce z alkoholizmem", podczas gdy główne zapisy dotyczą przesunięcia rynkowych proporcji między piwem a wódką.
Kto tu właściwie walczy z alkoholizmem?
Podsumujmy: trzy projekty ustaw, wszystkie zawierające postulaty zbieżne z interesami branży wódczanej. Raport opłacony przez ZP PPS cytowany w uzasadnieniu projektu poselskiego. Zagadkowe poczynania fundacji. Projekt „wyniesiony" z resortu i złożony jako inicjatywa poselska.
Zdrowie publiczne to poważna sprawa i Polska potrzebuje lepszych przepisów antyalkoholowych. Obecna ustawa o wychowaniu w trzeźwości jest archaiczna i dziurawa. Ale przepisy pisane pod dyktando jednej branży nie rozwiążą problemu alkoholizmu – zmienią jedynie to, co Polacy piją, a nie ile piją. A to zasadnicza różnica.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj