Donald Tusk ostentacyjnie kpi sobie z Brexitu i… wysyła Brytyjczyków do piekła

Na wesoło Zagranica dołącz do dyskusji (34) 06.02.2019
Donald Tusk ostentacyjnie kpi sobie z Brexitu i… wysyła Brytyjczyków do piekła

Udostępnij

Jerzy Wilczek

Brexit miał sprawić, że Wielka Brytania wstanie z kolan, ale na razie przynosi mieszkańcom Wysp same kłopoty. To daje pewną satysfakcję topowym unijnym politykom do odegrania się na „brexitowcach”. Ale nikt dotąd nie wypowiedział się mocniej, niż Tusk o Brexicie. Były polski premier po prostu wysyłał… Brytyjczyków do piekła.

Tak się zastanawiam… Ciekawe, jak wygląda to specjalne miejsce w piekle dla tych, którzy tak bardzo promowali Brexit [przed referendum w 2016 – przyp. red.], ale nie mieli nawet najmniejszego zarysu planu jak to wszystko przeprowadzić – powiedział Tusk na konferencji.

Obok szefa Rady Europejskiej na konferencji był premier Irlandii. Powiedział po konferencji, niby prywatnie do Tuska: brytyjska prasa cię teraz zniszczy. Tusk się tylko uśmiechnął i powiedział „wiem, wiem”. – Ale masz oczywiście rację – rzucił jeszcze irlandzki premier.

Tusk o Brexicie. To opis stanu faktycznego, a może zemsta?

Irlandzki premier miał akurat rację – brytyjskie media niemal natychmiast zaczęły Tuska krytykować, podobnie jak brytyjscy politycy. Odniósł się do tego nawet Jean-Claude Juncker, szef Komisji Europejskiej. Powiedział, że on co prawda w piekło nie wierzy, ale zaraz potem dodał, że w sumie to żyje w piekle, bo jakim innym mianem można określić brexitowe negocjacje?

Tusk o Brexicie wypowiedział się bardzo mocno. Ale trudno mu zarzucić, że nie miał racji. Faktycznie, okazuje się, że ci którzy kilka lat temu tak głośno nawoływali do wyjścia Wielkiej Brytanii, zupełnie nie mieli pojęcia jak to wszystko przeprowadzić. I negocjacje brexitowe utkwiły w martwym punkcie, bo zwolennicy wyjścia z UE nie przewidzieli, że cała sprawa może się rozbić o… irlandzką granicę.

A w skrócie: nie można wprowadzić „twardej” granicy pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną (a to część UK). Zarówno premier May, jak i Unia chce, żeby Irlandia Północna czasowo pozostała w unijnej strefie celnej. To się brexitowcom nie podoba, ale… nie są w stanie zaproponować nic mądrzejszego. Faktycznie, Tusk ma rację, że nie odrobili zadania domowego, na które mieli przecież ładnych kilka lat.

Ale Tusk to, co by o nim nie mówić, również polityczny fighter z krwi i kości. A polityczni fighterzy uwielbiają odgrywać się na swoich adwersarzach. Na kim odgrywa się teraz Tusk? Warto sobie przypomnieć ten filmik sprzed kilku lat;

Nigel Farage wyżywał się wtedy na Tusku, nazywając go „emigrantem ekonomicznym”, który zamienił Warszawę na Brukselę dla pieniędzy. To było całkiem brutalne.

Farage to oczywiście czołowy eurosceptyk z Wysp, który stał się twarzą brexitowej kampanii w 2016 r. Pewnie Tusk szukał momentu na dobrą ripostę – i właśnie go znalazł.

Pamiętam, gdy Tusk rozpoczynał pracę w Brukseli, mało kto się spodziewać, że poradzi on sobie na tym stanowisku. Przecież nawet wtedy nie znał angielskiego. Po kilku latach Tusk nienagannym angielskim wbija szpilę w ważnego przeciwnika, a jego słowa cytują słowa na całym świecie. I nawet jeśli brytyjskie media mają nim używanie, to już nikt nie nazywa go „emigrantem ekonomicznym”.