1. Home -
  2. Technologie -
  3. Twoja polisa na życie wzrosła, bo zegarek wykrył, że za mało śpisz i jesz za dużo fast foodów

Twoja polisa na życie wzrosła, bo zegarek wykrył, że za mało śpisz i jesz za dużo fast foodów

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Słyszysz dźwięk powiadomienia z aplikacji ubezpieczyciela. Myślisz — zapewne przypomnienie o płatności składki. A tu krótki, rzeczowy komunikat: „Twoja składka została zaktualizowana". Klikasz. Okazuje się, że wzrosła. Nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Nie byłeś w szpitalu, nie miałeś wypadku. Po prostu, według danych z ostatnich tygodni, spałeś krócej, ruszałeś się mniej, a Twój organizm funkcjonował „poniżej optymalnych parametrów". Brzmi jak scenariusz z filmu science fiction? Niekoniecznie. Raczej logiczny kierunek rozwoju technologii, którą wielu z nas już nosi na nadgarstku. I rachunek, jaki za to będziemy płacić.

Piotr Janus25.03.2026 8:47
Technologie

Ubezpieczenia oparte na danych — koniec ery nieprzewidywalności

Jeszcze kilka lat temu taka sytuacja wydawałaby się totalnie abstrakcyjną projekcją dobrego scenarzysty. Dziś przestaje nią być. Ubezpieczenia przez dekady opierały się na prostym założeniu, że życie jest nieprzewidywalne, więc ryzyko trzeba minimalizować. Płacimy składki, bo nie wiemy, co się wydarzy. Choroba, wypadek, nagłe zdarzenie — to wszystko mieściło się w tej logice. Rozwój technologii zmienił to podejście, a przynajmniej mocno je przewartościował.

Smartwatche i urządzenia typu wearable przestały być tylko gadżetami dla entuzjastów technologii. Stały się narzędziami, które nieustannie zbierają informacje o naszym ciele. Ile śpimy, jak się ruszamy, jakie mamy tętno, jak reagujemy na stres. Nie są to już tylko pojedyncze pomiary, ale ciągły strumień danych, który monitoruje nasze życie z dokładnością, o jakiej jeszcze niedawno nie śnili nawet lekarze.

Nic dziwnego, że postanowiły to wykorzystać firmy ubezpieczeniowe.

Jak amerykańscy ubezpieczyciele powiązali polisy z danymi z zegarka

W Stanach Zjednoczonych — będących często pionierem w kształtowaniu globalnych zmian — ten proces już wyszedł poza fazę eksperymentów. Firmy takie jak John Hancock powiązały swoje polisy na życie z programami opartymi na danych zdrowotnych. Klient może połączyć smartwatch z aplikacją i w zamian za aktywność zdobywać punkty, nagrody, a nawet obniżki składek. Podobne rozwiązania testowały też inne duże podmioty, jak Aetna czy UnitedHealthcare.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak niewinny program lojalnościowy. Trochę jak zbieranie punktów w supermarkecie, tylko zamiast zakupów liczy się styl życia. Idziesz na spacer — zyskujesz. Śpisz lepiej — zyskujesz. Badasz się regularnie — zyskujesz.

Marchewka dziś, kij jutro — pułapka systemu nagród

Na pierwszy rzut oka nie widać wad takiego rozwiązania. W końcu promowanie zdrowego stylu życia wydaje się korzystne dla wszystkich. Klient zyskuje motywację, firma zmniejsza ryzyko, system działa sprawniej. Problem zaczyna się w momencie, gdy przypomnimy sobie stare polskie przysłowie i oprócz „marchewki" do akcji wkroczy „kij".

Z czasem przychodzi refleksja, że jeśli dziś brak aktywności oznacza tylko brak zniżki, to co stanie się jutro? Czy ubezpieczyciel uzna, że osoba, która przestała biegać, stała się klientem wyższego ryzyka? Czy gorszy sen zapisany przez zegarek zacznie wpływać na cenę polisy? Na razie takie scenariusze nie są standardem. Programy oparte na danych z wearable działają głównie jako system nagród, a udział w nich jest dobrowolny. Natomiast historia technologii pokazuje, że to, co zaczyna się jako opcja, bardzo szybko może stać się normą. Wystarczy, że różnice cenowe staną się wystarczająco duże.

Warto pamiętać, że nawet przy klasycznym ubezpieczeniu na życie kluczową rolę odgrywa ocena ryzyka dokonywana przez towarzystwo. Dodanie do tego strumienia danych w czasie rzeczywistym zmienia zasady gry.

Zdrowie jako proces monitorowany w czasie rzeczywistym

Największa zmiana, jaka się dokonuje, nie dotyczy samych ubezpieczeń, lecz sposobu myślenia o zdrowiu. Przestaje ono być stanem, a zaczyna być procesem monitorowanym w czasie rzeczywistym. Kiedyś lekarz widział nas raz na jakiś czas. Dziś urządzenie na nadgarstku „widzi" nas bez przerwy. Mnóstwo wrażliwych informacji, jeszcze niedawno dostępnych tylko dla nas, ewentualnie lekarza, jest w posiadaniu międzynarodowych korporacji, a mocno interesują kolejnych wielkich graczy.

W takim świecie szkoda nie „łapać" okazji, aby te dane wykorzystać. Skoro można dokładniej oszacować ryzyko — a towarzystwa ubezpieczeniowe robią to codziennie — dlaczego nie zrobić tego z danymi ze smartwatcha?

Dlaczego w Polsce ubezpieczyciel nie analizuje danych z Twojego zegarka

W Polsce ten model jeszcze się nie przyjął. Nie znajdziemy ofert, w których ubezpieczyciel analizuje dane z naszego zegarka i dynamicznie zmienia składkę. I nie chodzi tylko o ostrożność rynku. Chodzi o bardzo konkretne przepisy.

RODO i dane zdrowotne jako bariera prawna

Pierwsza bariera to RODO, czyli unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych. W jego świetle dane o zdrowiu — a więc także dane z Apple Watcha czy Oura Ring — należą do tzw. danych wrażliwych. Co to oznacza w praktyce? Ubezpieczyciel nie może po prostu zbierać takich danych „na zapas" ani analizować ich dowolnie. Musi mieć konkretny cel, podstawę prawną i działać w zakresie „niezbędnym".

Ostatni element jest kluczowy, gdyż polskie przepisy — konkretnie ustawa o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej — pozwalają przetwarzać dane zdrowotne tylko w takim zakresie, jaki jest konieczny do oceny ryzyka lub wykonania umowy. I tu pojawia się problem dla modelu „ubezpieczeń 3.0", ponieważ trudno uznać, że ciągłe monitorowanie snu, kroków i stylu życia jest „niezbędne" do zawarcia polisy. Warto zresztą pamiętać, że samo RODO bywa interpretowane w sposób, który czasem prowadzi do absurdów RODO — granica między ochroną a nadinterpretacją jest cienka.

Europejskie przekonanie o prywatności zdrowotnej

Można wskazać też drugi czynnik — mniej formalny, ale równie istotny. W Europie wciąż silniejsze jest przekonanie, że zdrowie należy do sfery prywatnej i nie wszystko, co można zmierzyć, powinno być analizowane i wyceniane. Chociaż i to się powoli zmienia, a granice powoli zaczyna się przesuwać.

Technologia szybsza niż prawo — i szybsza niż nasze przeczucia

Technologia działa szybciej niż prawo, które coraz trudniej za rewolucją technologiczną nadąża. Rynek szybciej z kolei reaguje niż społeczne przewidywania. Rzeczy, które dziś są ciekawym dodatkiem, jutro mogą stać się standardem. Zwłaszcza jeśli okaże się, że różnice w składkach są znaczące.

Najciekawsze i zarazem najbardziej niepokojące jest to, że zmiana ta dokonuje się niemal niezauważalnie. Nie ma jednego momentu, w którym ktoś zadekretował: „od dziś monitorujemy Twoje życie". Raczej mamy do czynienia z serią drobnych decyzji. Najpierw zgodziliśmy się na liczenie kroków, potem analizę snu. Na końcu zgodzimy się, aby te dane „pomogły" ustalić lepszą ofertę ubezpieczenia. Każdy kolejny krok niewiele się różni od kroku, jaki znamy z procesu wykupywania ochrony — na przykład tymczasowej ochrony ubezpieczeniowej, przy której ubezpieczyciel już dziś zbiera informacje o wnioskującym.

Intymność biologiczna — wartość, której jeszcze nie zdefiniowaliśmy

I nagle okazuje się, że Twoje ciało przestało być wyłącznie Twoją sprawą. Stało się źródłem danych, a dane mają ogromną wartość. W tym sensie największa zmiana nie dotyczy pieniędzy, lecz prywatności. Czegoś, co można nazwać intymnością biologiczną. Przez większość historii była ona oczywista. Dziś przestaje nią być. Nasze funkcje życiowe — sen, ruch, rytm serca — zamieniają się we wskaźniki, które można analizować, porównywać i wyceniać.

Czy to źle? Niekoniecznie. Dane mogą przecież motywować nas do ruchu, wykrywać choroby wcześniej, poprawiać jakość życia. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestają być tylko informacją, a zaczynają mieć konsekwencje ekonomiczne. Wówczas każdy wybór — nawet tak banalny jak to, czy położyć się spać godzinę wcześniej — przestaje być wyłącznie prywatny. Staje się decyzją, którą ktoś może policzyć. Być może właśnie w tym miejscu powinna zacząć się prawdziwa debata. Nie o technologii, nie o ubezpieczeniach, ale o granicy, której jeszcze nie zdefiniowaliśmy.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi