Chwila zagapienia się i problemy gotowe
Sam w życiu miałem dwukrotnie taką sytuację jako ofiara i raz jako sprawca.
Wycofując samochód z przepełnionego parkingu, nie zauważyłem w lusterku przyczepionego do zderzaka wystającego chwytaka na rowery. Zahaczyłem o niego, wskutek czego nieco zarysowałem swój pojazd, zostawiłem także delikatny ślad na tylnym zderzaku zaparkowanego samochodu. Trochę się wystraszyłem, bo był to nowy VW Passat. Głupio wyszło.
Zrobiłem wówczas to, co do mnie należało. Wypisałem na kartce swoje dane kontaktowe i przeprosiny za zaistniałą sytuację. W obawie, że kartka się zagubi, napisałem jeszcze prywatną wiadomość do lokalnego portalu na FB informującego o wypadkach i korkach w okolicy o tym, że niechcący zarysowałem komuś samochód. Miał to być w razie czego dowód, że nie uciekłem z miejsca kolizji.
Zanim jednak odjechałem, do poszkodowanego Volkswagena wrócili właściciele. Nawet nie byli źli, raczej zaskoczeni. Mogłem przynajmniej od razu przekazać dane swojej polisy OC, z której można byłoby naprawić szkodę. Szkodę, której tak naprawdę niemalże nie było widać (delikatne wgłębienie na szerokość kciuka od dociśniętego przeze mnie chwytaka na rowery).
Mogłem spać spokojnie, choć nie powiem - ciśnienie mi podskoczyło. Niepotrzebne problemy przez głupie zagapienie się, ale problemy dopiero można mieć, gdy się ucieknie z miejsca zdarzenia.
Bez świadków lub kamer policja nie pomoże
Po miesiącach okazało się, że właściciel VW Passata jednak nie naprawiał zderzaka, gdyż moje zniżki OC nie ucierpiały. Podczas oględzin sam wspominał, że w sumie nic się nie stało i nic nie widać, ale dla spokoju i tak mu przekazałem namiary na polisę OC. Zbyt dużo uprzejmości z mojej strony?
Nie, gdyż kilka lat wcześniej ktoś mi przerysował (tym razem bardzo mocno i zauważalnie) przedni zderzak na osiedlowym parkingu, po czym oczywiście odjechał. Sprawę zgłosiłem na policję, która od razu zapytała o świadków zdarzenia i kamery. Nie dysponowałem jednak takimi dowodami, a funkcjonariusze bardzo niechętnie przyjęli moje zgłoszenie (jakby wiedzieli, że popsuje im to statystyki). Po jakimś miesiącu otrzymałem list z informacją o umorzeniu śledztwa ze względu na brak wykrytego sprawcy. Sprawcy, którego chyba nigdy nie szukali.
Gdyby jednak się znalazł i udowodniono by mu winę, musiałby zapłacić za poniesione szkody z własnej kieszeni. Warto wiedzieć, że nagranie z kamery samochodowej może być dowodem w sądzie, dlatego coraz więcej kierowców montuje wideorejestratory. Trzeba jednak pamiętać, że kamera samochodowa podlega pod RODO i nie można bezkarnie rozpowszechniać nagrań z niej w internecie.
Uciekasz z miejsca kolizji? OC przestaje działać
Obowiązkowe ubezpieczenie OC każdego właściciela samochodu chroni osoby poszkodowane w kolizjach i wypadkach. Suma ubezpieczenia na jedno zdarzenie wynosi 29 876 400 złotych w przypadku szkód osobowych i 6 021 600 złotych w przypadku szkód majątkowych.
Właściciel samochodu z wykupionym i ważnym OC, który zawini z własnej winy, nie musi się bać, że będzie musiał odpowiadać własnym majątkiem. Za wszystko zapłaci towarzystwo ubezpieczeniowe, u którego wykupywał polisę. Co innego, jeśli kierowca był np. pod wpływem alkoholu lub uciekł z miejsca zdarzenia. Wówczas ubezpieczyciel również zapłaci za szkody, ale zwróci się do swojego klienta z regresem. Innymi słowy, będzie chciał odzyskać pieniądze, które wypłacił na rzecz poszkodowanego. Przekonał się o tym boleśnie nastoletni kierowca, który rozbił samochód bez ważnej polisy i po spożyciu alkoholu – a konsekwencje mogą być jeszcze poważniejsze, bo konfiskata aut pijanych kierowców już przynosi realne efekty.
Masz ważną polisę? Ubezpieczyciel zapłaci za twój błąd
Lepiej już nie uciekać z miejsca zdarzenia, bo przecież od tego jest OC, żeby - w razie konieczności - z niego korzystać. Może już kiedyś wspominałem zdarzenie, gdy pewien młody chłopak niemalże skasował kilkutygodniowego Mercedesa i w panice uciekł z miejsca zdarzenia. Sklepowy parking był jednak monitorowany, a po paru godzinach sprawca ujęty. Mercedes został naprawiony, ale młodzieniec musiał szykować się na wysoki kredyt spłacany przez wiele, wiele lat... Kto wie, być może wciąż go spłaca.
Nieważne, czy spowodujesz komuś szkodę na 1000 czy 100 tys. złotych. Jeśli masz ważną polisę (a powinieneś mieć OC), to ubezpieczyciel pokryje szkodę. Warto przy tym pamiętać, że brak ciągłości OC grozi karą nawet do kilku tysięcy złotych, niezależnie od tego, czy spowodujesz kolizję, czy nie – UFG i tak cię znajdzie. W obecnych czasach monitoring jest już powszechny, tak samo jak kamerki samochodowe. Jeśli zostaniesz zatrzymany do kontroli drogowej, policja w kilka sekund sprawdzi w systemie CEPiK, czy masz ważną polisę. Przyjmij swój błąd na klatę i nawet nie próbuj głupot, zamiast tego zostaw swoje dane np. za wycieraczką przerysowanego pojazdu.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj