Internet zalały filmiki, media pisały o „hołdzie dla Polski”, a w relacjach pojawiał się Robert Lewandowski, który – jak na ambasadora polskości przystało – uśmiechał się na tle świetlistego kolosa. Wszystko wyglądało jak z bajki o narodowej dumie i przyjaźni między narodami.
Szkoda tylko, że to bajka z rachunkiem do zapłaty
Bo owszem, Empire State Building świeci się na czerwono i biało, ale nie dlatego, że Amerykanie z własnej inicjatywy postanowili oddać hołd polskiej historii czy kulturze. W praktyce to… usługa. Płatna, jak większość rzeczy w Nowym Jorku. Jeśli masz odpowiedni budżet – albo wystarczająco przekonującą instytucję za sobą – możesz sobie zamówić własny zestaw świateł. Konsulat Generalny RP w Nowym Jorku najwyraźniej uznał, że to dobra okazja, by pokazać, że Polska też potrafi błyszczeć – dosłownie.
System działa bardzo prosto: składasz wniosek do Empire State Realty Trust, który zarządza budynkiem, opisujesz okazję (rocznica, święto, wydarzenie społeczne czy akcja promocyjna), a następnie – w zależności od typu wydarzenia – albo płacisz, albo liczysz na uprzejmość właściciela. Zazwyczaj jednak te „uprzejmości” są wyjątkowo selektywne i wynikają z relacji komercyjnych lub PR-owych.
I tak oto Empire State Building regularnie „czci” wydarzenia na całym świecie: od finału Super Bowl, przez chiński Nowy Rok, po premiery seriali i kampanie korporacyjne. Zdarzało się, że kolory zmieniano dla Netflixa, Amazona, Pride Month, Mistrzostw NBA czy nawet... premiery nowego modelu samochodu.
Innymi słowy – to nie Ameryka w geście miłości do Polski rozświetliła niebo nad Manhattanem
To Polska, a konkretnie jej konsulat, zapłaciła za kilka godzin świetlnego czasu antenowego na jednej z najdroższych fasad świata. I nie ma w tym nic złego, dopóki nikt nie próbuje z tego robić romantycznej opowieści o „braterskim geście”.
Problem zaczyna się tam, gdzie kończy się zdrowy rozsądek, a zaczyna narodowa egzaltacja. Bo oto w mediach społecznościowych pojawiają się posty pełne dumy, zachwytu i wdzięczności: „Ameryka pamięta o Polsce!”, „Jesteśmy zauważeni!”, „Świat nas docenia!”.
Tymczasem świat – jak to świat – po prostu prowadzi biznes. Kolorowe lampki na wieżowcu to efekt PR-u, nie geopolityki. W Stanach Zjednoczonych można wynająć niemal wszystko – od aren sportowych po mosty na okoliczność kampanii marketingowej. A podświetlenie Empire State Building to po prostu jedna z bardziej spektakularnych opcji.
Zresztą, jeśli ktoś chciałby uczcić urodziny swojego kota, a dysponowałby odpowiednim budżetem, istnieje spora szansa, że kot też dostałby swoje pięć minut na szczycie drapacza chmur. Kiedyś świecono się na zielono dla Dnia Świętego Patryka, na różowo z okazji kampanii raka piersi, a nawet na niebiesko, gdy UNICEF miał swoją rocznicę. To nie jest świątynia narodów, tylko LED-owy billboard z ładnym widokiem na Manhattan.
I tak jak wielu rodaków czuje się uhonorowanych przez Nowy Jork, tak ja czuję się szczerze doceniony przez Biedronkę, która wczoraj w mojej lokalnej placówce sprzedała mi polędwicę sopocką. Naprawdę, dziękuję za ten gest przyjaźni.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj