- Bezprawnik -
- Energetyka -
- Węgiel ze śmierdzącą wkładką. Drony polują na palących śmieciami
Węgiel ze śmierdzącą wkładką. Drony polują na palących śmieciami
Rozpoczynający się sezon grzewczy to dla wielu osób czas, w którym oszczędności na ogrzewaniu stanowią podstawę zarządzania budżetem domowym. Niestety, istnieje spora grupa osób, która zamiast na uszczelnienie okien czy redukcję temperatury w domu, decyduje się na wzbogacenie węgla dodatkiem w postaci śmieci. Chęć oszczędzenia na opale w wielu wypadkach jest silniejsza niż widmo potencjalnych kar.
Sezon grzewczy i rosnące koszty ogrzewania to spory problem
Spadające temperatury i chłód, który odczuwamy zwłaszcza w godzinach wieczornych i nocnych, to znak, że czas przygotowywać się do sezonu grzewczego (o ile jeszcze się na to nie zdecydowaliście). To oczywiście problem dla wielu budżetów domowych — koszty ogrzewania rosną z roku na rok, a pytanie o najlepsze źródło ogrzewania wraca przed każdą zimą. Nie dziwi więc fakt, że szukanie oszczędności w tym kontekście jest „nową normalnością". Czasami jednak sytuacja idzie w kierunku, który da się odczuć na odległość.
Gryzący zapach z komina daje się odczuć
Wystarczy bowiem przejść się po osiedlu domów jednorodzinnych w mroźny wieczór, by wyczuć w powietrzu gryzący, chemiczny zapach. To dym z komina, w którym spala się coś więcej niż węgiel czy drewno — i czasami nawet lepiej nie zastanawiać się, co znalazło się w kotle. Mimo kampanii edukacyjnych, uchwał antysmogowych i coraz większej świadomości ekologicznej, palenie śmieciami nadal jest w Polsce realnym problemem.
Co ląduje w piecach zamiast węgla?
Co najgorsze, do pieców (głównie węglowych) trafiają nie tylko proste odpadki, jak kartony, gazety czy butelki. Chcąc zaoszczędzić na kosztach wywozu gabarytów, w płomieniach trawione są m.in. stare meble, folie przemysłowe, a nawet opony. W końcu „plastik przecież pali się bardzo dobrze" i piec sobie z tym poradzi, a co dzieje się z tym dalej? Nieważne, grunt, że w portfelu wszystko się zgadza. Nawet pozornie niewinne spalanie makulatury w kominku bywa problemem — współczesny papier, zwłaszcza kolorowe ulotki i gazetki, pokryty jest laminatem zawierającym szkodliwe farby, plastik i metale ciężkie, więc jego spalanie prawnie traktowane jest tak samo, jak spalanie tworzyw sztucznych.
Zdrowotne skutki palenia śmieciami są opłakane
Tymczasem oszczędzając na opale, poważnie obciążamy zdrowie — i to nie tylko swoje, ale także swoich sąsiadów. Spalanie odpadów w domowych piecach uwalnia bowiem dioksyny i furany, zaliczane do najsilniejszych trucizn. Do tego dochodzą pyły, metale ciężkie i inne związki szkodliwe dla układu oddechowego i krążenia. Generalnie, mówiąc dość kolokwialnie, z komina wydobywa się cała „tablica Mendelejewa".
A smog — co wiemy nie od dziś — jest związany z przedwczesnymi zgonami dziesiątek tysięcy Polaków rocznie. Co istotne, trujące substancje osiadają też w ogrodach i glebie, a więc trafiają np. do Twoich warzyw z działki. Niszczą również sam piec i komin, bo agresywne związki powodują korozję i osadzanie się sadzy. W wielu przypadkach oszczędność jest więc tylko chwilowa, bo te pieniądze często trzeba wydać na naprawę pieca.
Jak zgłosić sąsiada palącego śmieciami?
Gdy podejrzewamy, że sąsiad pali śmieciami, możemy działać bardzo szybko i zdecydowanie, choć warto to robić rzeczowo. Najlepszym sposobem jest wystosowanie zgłoszenia do straży miejskiej lub gminnej. To najczęstsza i zwykle najszybsza droga. Strażnicy mogą przyjechać na miejsce, ocenić sytuację i nałożyć mandat — co istotne, ustawa gwarantuje im prawo do wejścia na teren posesji w godzinach od 6 do 22, razem z rzeczoznawcą i niezbędnym sprzętem, a ograniczenie godzinowe nie obowiązuje, jeśli na danym terenie prowadzona jest działalność gospodarcza. Gdy takie organy nie istnieją, sprawę możemy także zgłosić do urzędu gminy, miasta lub wójta albo burmistrza. Pracownicy urzędów gmin mają uprawnienia do kontroli w tym zakresie, podobnie jak Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska, do którego również możemy się zgłosić. W przypadku nagłych, rażących naruszeń najszybszą ścieżką będzie natomiast wezwanie policji. Ścieżek jest więc kilka, a to, co zrobić, jeśli sąsiad cię truje, zależy głównie od tego, jakie służby działają w naszej okolicy.
Jak służby wykrywają spalanie śmieci?
Warto wiedzieć, że anonimowe zgłoszenia od sąsiadów to nie jedyne narzędzie w rękach kontrolujących. Coraz częściej do namierzania nielegalnie palących wykorzystywane są drony wyposażone w kamery termowizyjne, a np. katowiccy strażnicy miejscy przeprowadzili w 2024 roku 1158 interwencji dotyczących spalania odpadów, sporządzając 492 protokoły kontroli i nakładając 111 mandatów karnych — skala problemu jest więc naprawdę spora.
Jakie kary grożą za palenie odpadów?
A warto pamiętać, że kary za palenie śmieciami — zwłaszcza w uporczywy i powtarzający się sposób — bywają wysokie. Podstawą w tym kontekście jest ustawa o odpadach. W praktyce stosuje się art. 191 w związku z art. 155 tej ustawy, a przepisy przewidują kilka poziomów odpowiedzialności.
Podstawową karą jest mandat — wówczas kara może wynieść do 500 złotych. Sprawca może jednak odmówić przyjęcia mandatu, a wtedy sprawę rozstrzyga sąd. Wówczas grozi mu grzywna do 5000 zł lub areszt do 30 dni. Funkcjonariusz może też sam skierować wniosek o ukaranie, jeśli uzna, że mandat byłby niewystarczający. W skrajnych sytuacjach palenie odpadów może być przestępstwem, za które grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy dochodzi do znacznego zanieczyszczenia środowiska lub narażenia zdrowia ludzi, np. przy spalaniu dużych ilości toksycznych odpadów. Warto przy tym dodać, że odmowa wpuszczenia strażnika miejskiego na kontrolę pieca to osobne wykroczenie, za które — w skrajnym przypadku utrudniania kontroli środowiskowej — grozi nawet 3 lata pozbawienia wolności.
Czy można pozwać sąsiada, który truje dymem?
Mało kto wie, że oprócz zgłoszenia do służb poszkodowany sąsiad ma też sądową ścieżkę dochodzenia swoich racji — pozew za smog jest bowiem jak najbardziej możliwy. Palenie śmieci i generowanie trujących dymów można zakwalifikować jako immisję, czyli bezprawne naruszenie prawa własności, a osobie zatruwanej przysługuje wówczas tzw. roszczenie negatoryjne z art. 222 § 2 Kodeksu cywilnego, pozwalające żądać zaprzestania naruszeń. W grę może wchodzić także pozew o naruszenie dóbr osobistych (a w tym kontekście — zdrowia) na podstawie art. 23 k.c. Teoretycznie, jeśli udałoby się jednoznacznie udowodnić, że konkretny sąsiad swoim działaniem doprowadził u kogoś do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, możliwa byłaby nawet odpowiedzialność karna z art. 156 Kodeksu karnego — w praktyce jednak udowodnienie tego jest niezwykle trudne.
Uchwały antysmogowe dokładają własne wymogi
Dodatkowo w wielu województwach obowiązują uchwały antysmogowe, które mogą nakładać własne wymogi dotyczące pieców i paliw, a w części regionów obowiązuje już zakaz palenia węglem. Ich naruszenie bywa osobno sankcjonowane. Warto sprawdzić lokalne regulacje, bo kwoty i zasady różnią się w zależności od regionu.
Mandat 500 zł a poczucie bezkarności
To, czy kary są zasadne, to już temat zupełnie odrębny. Znacznie większym problemem wydaje się bowiem poczucie bezkarności. Kontrole są rzadkie, a wśród osób decydujących się na taki proceder nie brakuje głosów, że niewielki mandat nie odstrasza, bo i tak opłaca się dalej kopcić. Trudno się temu dziwić, skoro — jak wyliczają eksperci — ogrzanie domu gazem to miesięczny wydatek rzędu 2–5 tys. zł, a maksymalny mandat w wysokości 500 zł trudno nazwać dotkliwą karą w zestawieniu z tak wysokimi kosztami legalnego ogrzewania. Dopóki na tym poziomie nie doczekamy się bardziej zdecydowanej reakcji, czarny dym z komina wciąż będzie normalnością, zwłaszcza w biedniejszych rejonach Polski.
zobacz więcej:










