Kontrola ZUS w zakresie wypłacanego zasiłku macierzyńskiego wydaje się tak oczywista, że szkoda tracić czas na przekręty. W tym przypadku ZUS jest jak kasyno i zawsze wygrywa. I naprawdę warto o tym pamiętać.

Historia asystentki zarządu zatrudnionej w firmie Evercode rozgrzała internet do czerwoności. Początkowo całą sprawę poznaliśmy z perspektywy prezesa, który opisał całą historię na swoim facebookowym profilu. Domyślam się, że liczył na  uzyskanie sporej ilości głosów poparcia w tej nierównej, wydawałoby się walce z ZUS. Cała sprawa obróciła się jednak przeciwko niemu, kiedy na jaw wyszło, że cała ta historia od samego początku była jedną wielką lipą, w dodatku nastawioną na wyłudzenie nienależnego świadczenia.

Wyłudzenie zasiłku – ZUS ma prawo zapobiegać takim praktykom

Podobnych spraw było na tyle dużo, że w temacie wypowiedział się nawet Sąd Najwyższy. Potwierdził, że ZUS ma nie tylko prawo, ale nawet obowiązek kontrolować wysokość wynagrodzeń osób, które wnioskują o przyznanie świadczeń z tych instytucji. Sposób, w jaki ZUS wykonuje swoje kompetencje, ciągle budzi kontrowersje lecz wydaje mi się, że paradoksalnie ZUS na tym tylko i wyłącznie zyskuje. Coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że każdy wyłudzony tysiąc złotych z tego wielkiego worka to tysiąc złotych mniej z puli na jego emeryturę.

Zupełnie nie potrafię zrozumieć, że w obliczu ewidentnej kontroli wypłacanego zasiłku, wciąż słyszymy historie podobne do tych pisanych powyżej. Co więcej, zdaje się, że ich bohaterowie myślą, że zupełnie nikt tego nie sprawdza. No bo jak inaczej wytłumaczyć historię pewnej dentystki, która rozpoczęła pracę na stanowisku menedżera ds. rozwoju pewnej spółki, która budowała klinikę stomatologiczną. To wszystko na pierwszy rzut oka miało sens – kto jak nie doświadczony stomatolog mógłby doradzać w takiej inwestycji. Kobieta musiała być kopalnią genialnych pomysłów i rozwiązań, ponieważ jej wynagrodzenie wynosiło niemal 21 500 zł brutto. Warto tu nadmienić, że była to jedna z najwyższych pensji w tej firmie, a bardziej doświadczeni menedżerowie zarabiali dwukrotnie mniej.

Umówili się na wynagrodzenie blisko 10 razy większe niż do tej pory i myśleli, że nikt się nie zorientuje

Co wzbudziło podejrzenia kontrolerów ZUS? To, co zwykle – nagły skok wynagrodzenia tuż przed zajściem w ciążę. Kobieta wcześniej pracowała jako stomatolog w różnych klinikach, zarabiając średnio około 3,5 tysiąca złotych. Niezły skok zarobków, przyznajcie to sami. Spółka twierdziła, że tak wysokie wynagrodzenie jest konieczne, ze względu na to, że poszukiwano specjalistę o ponadprzeciętnych kompetencjach, odpowiedzialnej za uruchomienie aktywności w branży stomatologicznej. Nie zrozumcie mnie źle, to wszystko ma sens. Bez sensu jest jednak to, co nastąpiło później. Kobieta po trzech miesiącach pracy zakończyła pracę, a resztę zatrudnienia spędziła na różnego rodzaju zwolnieniach lekarskich, ponieważ była w ciąży. Kontrolerzy ZUS nie są w ciemię bici i szybko obliczyli, że w chwili podpisywania umowy kobieta musiała być w okolicach trzeciego miesiąca ciąży, a więc przynajmniej ona mogla przewidzieć trudności w realizacji powierzonych jej zadań.

Mało tego, kobieta w spółce była wręcz niezastąpiona, ponieważ przez niemal roczną nieobecność w pracy nie zatrudniono nikogo na jej zastępstwo. Na podstawie takich okoliczności ZUS stwierdził, że umowa była zawarta z naruszeniem zasad współżycia społecznego i zaprzestał wypłacania świadczenia. Sprawa znalazła swój finał w sądzie, który w całości potwierdził stanowisko ZUS.

Nasza lokalna piramida finansowa po raz kolejny pokazała, że mądrze korzysta z uprawnień, w jakie wyposażył ją ustawodawca.