Przez lata Europa szła drogą na skróty. Płatności bezgotówkowe oparła na infrastrukturze kontrolowanej przez amerykańskie Visa i Mastercard. Chmurę obliczeniową oddała amerykańskiemu Amazonowi, Google'owi i Microsoftowi. Systemy operacyjne? W 99 procentach to Google i Apple. Przetwarzanie danych, sztuczna inteligencja, cyberbezpieczeństwo... pisałem już o tym tyle razy na łamach Bezprawnika, że aż nie chcę się powtarzać.
Ale coś w końcu drgnęło.
Rezolucja PE: koniec z cyfrową zależnością
22 stycznia 2026 roku Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie europejskiej suwerenności technologicznej i infrastruktury cyfrowej. Dokument przeszedł przy szerokim, ponadpartyjnym poparciu EPP, Socjalistów i Demokratów, Renew Europe oraz Zielonych.
W rezolucji wprost czytamy, że ponad 80 procent europejskich produktów, usług i infrastruktury cyfrowej pochodzi spoza UE. W przypadku chmury obliczeniowej – fundamentu dzisiejszej gospodarki – dominacja amerykańskich dostawców sięga 70-80 procent rynku. Mowa o AWS od Amazona, Azure od Microsoftu i Google Cloud.
Europosłowie wzywają Komisję Europejską do stworzenia kompleksowej polityki, której celem będzie redukcja strategicznych zależności i wzmocnienie europejskich łańcuchów wartości w sektorze cyfrowym.
EuroStack – europejska odpowiedź na big techy
Kluczowym elementem nowej strategii ma być tzw. EuroStack – kompleksowa europejska infrastruktura cyfrowa obejmująca wszystko: od półprzewodników, przez sieci i satelity, chmurę obliczeniową, aż po sztuczną inteligencję. To ambitna wizja, która według ekspertów z Bertelsmann Stiftung wymaga inwestycji rzędu 300 miliardów euro w ciągu najbliższej dekady.
W listopadzie 2025 roku Niemcy i Francja zorganizowały specjalny szczyt poświęcony cyfrowej suwerenności. Kanclerz Friedrich Merz i prezydent Emmanuel Macron ogłosili wspólną deklarację, w której podkreślili konieczność uniezależnienia się od amerykańskich i chińskich technologii.
Rezolucja PE idzie jednak dalej. Przewiduje wprowadzenie klauzul preferencyjnych dla europejskich dostawców w zamówieniach publicznych. Innymi słowy – instytucje unijne i rządy krajowe miałyby preferować europejskie rozwiązania chmurowe, nawet jeśli kosztują nieco więcej.
Nieobliczalny Donald Trump jako katalizator zmian
Choć prace nad cyfrową suwerennością Europy trwały od lat, to trwały jak wszystko w Europie - chodziło o to, żeby rozmawiać, a nie działać. Dopiero powrót Donalda Trumpa do Białego Domu nadał im nowe tempo. Polityka „America First", groźby ceł, kwestionowanie sojuszy – wszystko to uświadomiło europejskim politykom, że uzależnienie od amerykańskich technologii to konkretne ryzyko geopolityczne.
Zobacz także:
Prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde wprost ostrzegała, że korzystanie z zewnętrznych systemów płatności i infrastruktury IT naraża Europę na ryzyko utraty kontroli. „W sytuacji napięć geopolitycznych, o naszym dostępie do systemów płatniczych mogą decydować ośrodki władzy w Waszyngtonie lub Pekinie" – mówiła.
Trump nie ułatwia sprawy. Groźby sankcji wobec państw wdrażających unijne regulacje cyfrowe, naciski na europejskich partnerów, a ostatnio nawet cła odwetowe – wszystko to pokazuje, że Europa nie może dłużej traktować transatlantyckich relacji jako pewnika.
Europejska chmura – czy mamy z czego budować?
Paradoksalnie, europejskie firmy chmurowe istnieją i mają się całkiem dobrze. Francuski OVHcloud to lider hostingu w Europie i trzeci gracz na świecie. Firma posiada własne centra danych, produkuje własne serwery i dysponuje globalną siecią światłowodową.
Niemiecka firma Schwarz Digits (część grupy Lidl) również inwestuje w infrastrukturę chmurową. Na listopadowym szczycie w Berlinie ogłoszono uruchomienie programu Digital Commons EDIC – europejskiego konsorcjum mającego tworzyć otwarte alternatywy dla zamkniętych platform z USA i Chin.
Europa pręży muskuły i na tym się skończy?
Ale jeśli wyciągnęliście już z szafy europejskie i polskie flagi, to apeluję o odrobinę powściągliwości. Giełda, a w szczególności notowania bigtechów, kompletnie sią tą rezolucją nie przejęły. Inwestorzy na świecie są pewni, że póki co to tylko takie tam gadanie.
Rezolucja PE jest dokumentem o charakterze politycznym – nie ma mocy wiążącej prawnie, ale wyznacza kierunek działań Komisji Europejskiej. Kluczowe znaczenie będzie miał zapowiadany na pierwszy kwartał 2026 roku Cloud and AI Development Act (CADA). To dopiero ten akt prawny ma wprowadzić ogólnounijne wymagania kwalifikacyjne dla dostawców usług chmurowych oraz zharmonizowane procedury zamówień publicznych.
W kontekście podstaw prawnych warto wskazać także na istniejące regulacje: RODO (które ogranicza transfer danych poza EOG), Digital Markets Act (nakładający obowiązki na tzw. gatekeeperów), a także dyrektywy NIS2 i DORA dotyczące cyberbezpieczeństwa infrastruktury krytycznej. Nie umiem jednoznacznie powiedzieć jednak, czy bardziej ich dziś nie lubią Amerykanie, czy jednak Europejczycy.
Nic osobistego
Jeśli o mnie chodzi, to osobiście jestem wielkim fanem zarówno Google, jak i Amazona. Jestem pełen podziwu do tego, jak te firmy są rozwijane. Ba, wielokrotnie publicznie pisałem, że gdyby nie Google i jego system rekomendacji także mniejszych wydawców internetowych, prawdopodobnie nigdy nie spotkalibyśmy się dziś na łamach Bezprawnika.
Natomiast nie da się ukryć, że amerykańskie bigtechy są trochę firmami działającymi na specjalnych warunkach. To one kontrolują współczesny świat, przepływ informacji, rozwój technologii, a jednocześnie podlegają mniej lub bardziej ścisłej kontroli obcego, coraz bardziej wrogiego nam mocarstwa. Europejczycy przez lata postrzegali Stany Zjednoczone jako naturalnego, wiecznego sojusznika, co doprowadziło do uśpienia czujności i szeregu zaniedbań na polu suwerenności: zbrojnej, technologicznej, ale też politycznej. Miejmy nadzieję, że ten trend da się jeszcze odwrócić.Po latach naiwności Europa zaczyna myśleć strategicznie. Lepiej późno niż wcale.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj