1. Home -
  2. Inwestowanie -
  3. Złoto straciło jedną czwartą wartości. Mit bezpiecznej przystani właśnie się rozsypał

Złoto straciło jedną czwartą wartości. Mit bezpiecznej przystani właśnie się rozsypał

Czwarty tydzień konfliktu w Iranie odciska się na rynkach w sposób, którego nie przewidywali nawet ostrożni analitycy. Ropa w okolicach 110 dolarów za baryłkę, złoto w głębokiej korekcie, a dolar amerykański — wbrew temu, co jeszcze niedawno prognozowali eksperci — wraca do roli globalnego hegemona. Polski złoty, zależny od nastrojów na światowych giełdach, znów jest zakładnikiem sił, na które Warszawa nie ma żadnego wpływu.

Ropa ciągnie rynki w dół, ale nie tam, gdzie można by się spodziewać

Cena ropy naftowej od rozpoczęcia operacji izraelsko-amerykańskiej w Iranie systematycznie rośnie, choć tempo tych wzrostów nieco wyhamowało. Baryłka oscyluje w granicach 110 dolarów i choć to poziom daleki od paniki z 2022 roku, konsekwencje rozlewają się po rynkach w bardzo konkretny sposób. Droga ropa to nie tylko kwestia rachunków za paliwo — to przede wszystkim impuls proinflacyjny, który zmusza banki centralne do rewizji swoich planów.

Jak zauważa Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB, na rynkach pojawiło się widmo powrotu do polityki podwyżek stóp procentowych. Jeszcze kilka tygodni temu większość ekonomistów zakładała, że cykl łagodzenia polityki monetarnej w USA będzie kontynuowany. Teraz te założenia zaczynają się sypać. Dla polskiego rynku to szczególnie istotne, bo obniżka stóp procentowych, na którą wielu kredytobiorców liczyło, może okazać się ostatnią w tym cyklu — właśnie ze względu na rosnące ceny energii i wynikającą z nich presję inflacyjną.

Mit złota jako tarczy antyinflacyjnej

Złoto potaniało o jedną czwartą od historycznych szczytów ze stycznia. Aktualne minima w okolicach 4100 dolarów za uncję to poziom, który jeszcze pół roku temu wydawał się abstrakcyjnie niski. Tymczasem prognozy kursu złota z ubiegłego roku, zakładające dalszą hossę, okazały się błędne — przynajmniej na ten moment.

Warto przy tym zwrócić uwagę na pewien mit, który na fali geopolitycznego niepokoju odżywa regularnie w mediach finansowych. Złoto bywa przedstawiane jako aktywo chroniące przed inflacją — tymczasem historycznie ta korelacja jest dużo słabsza, niż się powszechnie sądzi. Jak podkreśla Stajniak w komentarzu dla XTB, przekonanie o antyinflacyjnych właściwościach kruszcu jest „mitem utrwalonym w latach 70. i 80. XX wieku", kiedy specyficzny splot okoliczności — osłabienie dolara, kryzys naftowy — doprowadził do jednoczesnego wzrostu ceny złota i inflacji. W warunkach gwałtownego wzrostu cen złoto paradoksalnie traci, bo uczestnicy rynku wolą gotówkę i instrumenty dłużne, które przynajmniej oferują odsetki.

Fundusze ETF pozbywają się złota

Dane z rynku potwierdzają, że obecna wyprzedaż ma charakter systemowy, a nie przypadkowy. Fundusze ETF od kilku tygodni redukują zasoby złota, co sugeruje, że fundusze hedgingowe, które budowały pozycje pod koniec 2025 roku na fali zakupów banków centralnych, teraz masowo z nich wychodzą. Srebro również odczuwa skutki — uncja spadła w okolice 60 dolarów, najniżej od połowy grudnia.

Na rynku krążą też pogłoski o możliwej wyprzedaży rezerw złota przez państwa arabskie, które mogłyby w ten sposób łatać dziury budżetowe powstałe po wstrzymaniu handlu w regionie Zatoki Perskiej. Na razie jednak nie ma twardych danych potwierdzających taki scenariusz. To inwestowanie w złoto w obecnych warunkach staje się grą o znacznie wyższą stawkę niż jeszcze rok temu.

Dolar znów bezpieczną przystanią — ale na jak długo?

Na tle słabnących metali szlachetnych to dolar amerykański przejmuje rolę globalnego aktywa ochronnego. Paradoks polega na tym, że jeszcze kilka tygodni temu kurs dolara był najniższy od 4 lat, a wielu analityków wróżyło dalszą erozję pozycji amerykańskiej waluty. Konflikt w Iranie ten scenariusz odwrócił.

Kapitał przepływa teraz masowo w stronę amerykańskich obligacji skarbowych, które przy obecnych stopach procentowych oferują atrakcyjne oprocentowanie. Mechanizm jest prosty: inwestorzy sprzedają złoto i inne ryzykowne aktywa, kupują za to obligacje denominowane w dolarach, co automatycznie wzmacnia amerykańską walutę. Stajniak zwraca uwagę, że dolar mimo tego umocnienia „wciąż pozostaje relatywnie nisko w ujęciu historycznym" — co oznacza, że potencjał dalszych wzrostów jest duży.

Pod presją silnego dolara tracą praktycznie wszystkie waluty. Jednoprocentowa przecena korony norweskiej to sygnał wymowny — waluta kraju będącego netto eksporterem ropy powinna teoretycznie zyskiwać na drożejącym surowcu. Tymczasem siła dolara jest tak dominująca, że neutralizuje nawet ten efekt. Podobnie słabną dolar nowozelandzki i australijski — waluty krajów o relatywnie wyższych stopach procentowych.

Co to oznacza dla polskiego złotego

Polski złoty traci przede wszystkim wobec dolara, natomiast jego spadki wobec euro czy franka są umiarkowane. To wynik specyfiki obecnej sytuacji — złoty nie jest bezpośrednio narażony na skutki konfliktu w Iranie, ale jako waluta z „drugiej ligi" reaguje na globalny odpływ kapitału w kierunku bezpiecznych przystani.

Warto pamiętać, że pytanie co dalej z kursem dolara i cenami ropy jest jednocześnie pytaniem o perspektywy polskiej gospodarki. Droga ropa to wyższe koszty produkcji, transportu i energii, co przy mocnym dolarze przekłada się na dodatkowe obciążenie importowe. Dla RPP to komplikuje i tak już trudną sytuację decyzyjną — z jednej strony spowalniająca gospodarka sugerowałaby obniżki stóp, z drugiej nowy impuls inflacyjny związany z cenami energii każe zachować ostrożność.

Obecna sytuacja rynkowa to klasyczny układ, w którym nie ma dobrych opcji — są tylko mniej złe. Złoto nie chroni przed inflacją tak, jak wielu liczyło. Dolar drożeje, ale za cenę dalszego rozchwiania globalnego handlu. A polski złoty, jak zwykle, jest pasażerem na tylnym siedzeniu samochodu prowadzonego przez kogoś innego.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji

zobacz więcej:

Najnowsze
Warte Uwagi