No niemożliwe. Wreszcie Uber pozwala iść do sądu ofiarom molestowania i nie będzie zatajał tych spraw

Technologie Zagranica Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (6) 16.05.2018
No niemożliwe. Wreszcie Uber pozwala iść do sądu ofiarom molestowania i nie będzie zatajał tych spraw

Udostępnij

Mateusz Madejski

Uber, jeden z najbardziej kontrowersyjnych start-upów świata, postanowił chyba nieco powalczyć z nie najlepszym wizerunkiem. Właśnie ogłosił, że łaskawie pozwoli iść do sądu powszechnego wszystkim tym, którzy mieli być napastowani seksualnie przez kierowców Ubera. Są więc zmiany w Uberze, ale czy przez to millenialsi uznają, że aplikacja znowu jest fajna?

Brzmi to jak historia ze średniowiecza, ale takie zasady obowiązują w jednym z najbardziej znanych start-upów technologicznych (choć jednocześnie chyba najbardziej nienawidzonym), przynajmniej w tych państwach, w których takie postanowienia były w ogóle legalne. Otóż w tej chwili aplikacja wymusza arbitraż na osobach korzystających z aplikacji, które uważają się za ofiary molestowania – i tyczy się to zarówno klientów Ubera, jak i kierowców.

Zmiany w Uberze. Już nie wymagają arbitrażu

Ta polityka jednak odchodzi do przeszłości – teraz Uber pozwala iść do sądu.

Czemu Uber wymuszał arbitraż zamiast normalnej drogi sądowej? To akurat łatwo zrozumieć – tak było ciszej, a wynikiem arbitrażu były często poufne porozumienia. Teraz każdy, kto uważa, że został napastowany seksualnie w aucie jeżdżącym „na Uberze”, będzie mógł iść prosto do sądu. To jednak nie koniec sporych zmian w polityce Ubera. Firma zapowiedziała, że zawierane ugody w sprawach o napastowanie nie będą musiały być już tajne. Odczytuje się to jako krok w kierunku kobiet, także takich, które prowadzą uberowe auta. To one często narzekały, że firma ich nie wspiera, gdy stają się ofiarami molestowania przez pasażerów.

Zmiany w Uberze. Nie chce być już „tym złym”

Czy w Uberze jest choć jedna rzecz, którą się robi jak w normalnej firmie? – pytaliśmy nie tak dawno temu na Bezprawniku. Tekst bezpośrednio dotyczył gigantycznego wycieku danych, który zresztą firma zataiła. Ale kontrowersji wokół Ubera było znacznie więcej – większość co prawda dotyczyła ciągle zmieniających się stawek dla kierowców i protestów taksówkarzy, ale zdaniem wielu firma w ogóle nie radziła sobie z molestowaniem seksualnym. Głównie jego ofiarami miały być pasażerki, ale i sporo kierowców płci damskiej uważało, że klienci ich napastują.

Złej krwi wokół Ubera było tak dużo, że ze stanowiska CEO musiał odejść założyciel firmy – Travis Kalanick. To jego często pracownicy oskarżali o tworzenie toksycznej atmosfery, która miała się przekładać na stosunki pomiędzy pracownikami i generalnie złe warunki pracy kierowców.

Pozwolą iść do sądu. Zmiany w Uberze to koniec #DeleteUber?

W zeszłym sierpniu Kalanicka zastąpił Dara Khosrowshahi, który ma być lepszą twarzą firmy. To on stoi za kampanią reklamową „róbmy dobre rzeczy”, która ma odmienić wizerunek firmy. Zgoda na rezygnację z arbitrażu to tylko część zmian w Uberze. Firma niedawno zapowiedziała coroczne prześwietlanie kierowców pod kątem problemów z prawem oraz wprowadzenie specjalnego przycisku alarmowego w pojazdach.

Czy nowemu szefowi uda się odmienić oblicze Ubera? Trzeba przyznać, że akcje typu #DeleteUber trochę ostatnio wyhamowały. Może to przez zmiany w firmie, a może dlatego, że świat ma nowego chłopca do bicia i teraz modniejszy jest po prostu hasztag #DeleteFacebook.