Przedziwny wyrok sądu – fotograf powinien zabezpieczać swoje zdjęcia, np. znakiem wodnym

Gorące tematy Technologie dołącz do dyskusji (60) 03.08.2017
Przedziwny wyrok sądu – fotograf powinien zabezpieczać swoje zdjęcia, np. znakiem wodnym

Jakub Kralka

Znak wodny a prawo autorskie. Sąd Okręgowy w Kaliszu wydał dwa lata temu niezwykle ciekawy wyrok, związany z dowodzeniem faktu autorstwa zdjęcia.  

Pewna pani fotograf, od jakiegoś czasu do działalności artystycznej, dołączyła również działalność na gruncie prawnoautorskim. Wyszukuje swoje zdjęcia, które w bezprawny sposób zostały rozpowszechnione w sieci, a następnie pozywa blogi zapomniane przez Google i historię, a także biblioteki i szkoły w gminach tak niewielkich, że nie dorobiły się nawet własnego Orlika. Wydarzenia – wydawałoby się – niegodne uwagi artystki tego formatu (jak wnioskuję z treści pozwów, polskiej inkarnacji przynajmniej Davida LaChapelle). A jednak domaga się od nich odszkodowania i zadośćuczynienia z tytułu naruszenia praw autorskich w wysokości mniej więcej 12 000 złotych.

Znak wodny a prawo autorskie

Jak zapewne Państwo wiecie, jestem zwolennikiem respektowania praw autorskich – nawet w sytuacji, gdy zdecydowana większość internautów ich nie przestrzega, a nawet kwestionuje ich zasadność. Jednakże nie wyklucza to obecności przyzwoitej chociaż dawki racjonalizmu w przypadku formułowania swoich roszczeń. Marcin Maj, obecnie redaktor Bezprawnika, a jeszcze kilka lat temu Dziennika Internautów, który nie bał się określić tej sprawy mianem „cichego copyright trollingu”.

Tymczasem, podczas gdy ja zastanawiam się nad znalezieniem złotego środka, sąd w Kaliszu w swojej ocenie sytuacji okazał się dla powódki bezlitosny, oddalając powództwo w całości i nakazując jej pokryć koszty procesu w wysokości 2400 zł. Sąd sugerował nawet, że tego typu działanie fotografki może mieć charakter świadomy i sama działalność sprowadza się do wyłudzania odszkodowań.

Całokształt okoliczności sprawy wskazuje, że powódka świadomie wykorzystuje brak jednoznacznej i wyraźnej informacji o swoim autorstwie utworów fotograficznych zamieszczonych w Internecie, które nie są dostatecznie zabezpieczone technicznie przed rozpowszechnianiem bez jej wiedzy i zgody, co można oceniać w kategorii nadużycia prawa podmiotowego z art. 5 k.c. Skoro bowiem powódka zdecydowała się na upublicznianie fotografii jej autorstwa bez opisania każdorazowo każdego zdjęcia swoim imieniem i nazwiskiem, czyli anonimowo, to powinna chociażby dołożyć należytej staranności w zabezpieczeniu tych zdjęć przed niekontrolowanym powielaniem.

Ponieważ – muszę o tym nadmienić – kilkukrotnie miałem okazję doradzać stronom pozwanej w sprawach przeciwko wspomnianej fotografce, znam towarzyszące sporowi okoliczności oraz argumenty podnoszone przez powódkę. Wiem również, że takich pozwów było więcej i na jakich podstawach się one opierały. To może rzutować nieco na obiektywizm mojej oceny tego wyroku, który choć stoi w sprzeczności z założeniami prawa autorskiego, to jednak w pewnych okolicznościach trudno mu odmówić pewnego słusznego toku rozumowania.

Troszkę słuszny i troszkę niesłuszny

Wyrok Sądu Okręgowego w Kaliszu oceniam mimo wszystko krytycznie w kwestii dotyczącej nakładania na fotografa obowiązku zabezpieczania swoich zdjęć. Jakkolwiek nie można odmówić tej tezie pewnych racji, to jednak nie znajduję dla niej usprawiedliwienia w tekście ustawy o prawie autorskim czy nawet wspomnianym art. 5 kodeksu cywilnego.

Jednocześnie jednak należy mieć na uwadze, że sama refleksja sądu na temat zabezpieczeń miała charakter drugoplanowy. Przede wszystkim bowiem, niewątpliwie przychylny w swojej interpretacji stronie pozwanej sąd, wskazał, że fotografka nie jest w stanie w przekonujący sposób wykazać swojego… autorstwa wspomnianego zdjęcia. Skoro bowiem uprzednio nie zdecydowano się na żadne zabezpieczenie go na przykład za pomocą znaku wodnego, to umieszczenie fotografii w swoim portfolio na swojej własnej stronie internetowej… nie było dla sądu przekonującym argumentem przemawiającym za autorstwem.

„Powódka nie wykazała, iż zdjęcie zamieszone na zaproszeniu pozwanej jest jej autorstwa. Wprawdzie powódka załączyła do pozwu wydruk ze swojej strony internetowej, na której zostały umieszczone fotografie z wizerunkiem Czesława Miłosza, ale żadne z nich nie zawiera oznaczenia jednoznacznie wskazującego na autorstwo powódki. Sam fakt umieszczenia fotografii na stronie internetowej nie świadczy o posiadanych prawach autorskich. Doświadczenie życiowe wskazuje, że każdy posiadacz strony internetowej może umieścić na niej zdjęcia dowolnej treści niezależnie od przysługujących mu praw. Okoliczność, że powódka miała prawo utrwalić wizerunek poety, a także to, że jest autorem wielu jego zdjęć czy też posiada wydane przez siebie albumy fotograficzne poświęcone poecie, nie dowodzi jeszcze, że jest ona autorem zdjęcia będącego przedmiotem sporu albo przysługuje jej prawo autorskie majątkowe nabyte z innego tytułu. O autorstwie powódki nie świadczą również przedłożone przez nią umowy licencyjne i zawarte ugody dotyczące wykorzystania fotografii, gdyż nie wynika z nich autorstwo powódki do spornego zdjęcia.”

Jakkolwiek w mojej ocenie fotografka uprawdopodobniła swoje autorstwo w dość wiarygodny sposób, to jednak sąd miał prawo nadal poddawać ten fakt w wątpliwość. Z tego też względu fotograf zawsze powinien pamiętać o zachowaniu kliszy lub plików RAW, których posiadanie jest w zasadzie ostateczną formą uprawdopodobnienia swojego autorstwa fotografii.

Na szczęście te – bardzo wątpliwe w mojej ocenie – kwestie nie miały decydującego wpływu na ostateczne oddalenie powództwa. Pozwanym w omawianej sprawie (I C 1813/14) była biblioteka. W związku z tym sąd uznał, że zastosowanie znajduje dozwolony użytek publiczny wyrażony w art. 27 prawa autorskiego. Ale to już standardowa historia na gruncie własności intelektualnej i materiał na zupełnie inny wpis w przyszłości.

Wpis pierwotnie opublikowałem na łamach mojego bloga Techlaw.pl

60 odpowiedzi na “Przedziwny wyrok sądu – fotograf powinien zabezpieczać swoje zdjęcia, np. znakiem wodnym”

  1. Z treści wyroku wynika, że jak nie noszę kamizelki kuloodpornej, to sam sobie jestem winien jak mnie ktoś zastrzeli, bo ośmieliłem się wyjść z domu na widok publiczny.
    A pózniej środowisko sędziowskie się dziwi, że im się zarzuca oderwanie od rzeczywistości!

    • Z treści wyroku wynika to, że nie masz podstaw, żeby twierdzić, że w momencie postrzału nie miałeś na sobie kamizelki kuloodpornej, mimo tego, że po strzelaninie ją na siebie założyłeś i rozpowiedziałeś wszystkim, że „hej patrzcie cały czas noszę tę kamizelkę.”

    • A ja uważam, że z treści wyroku wynika, iż jesteś ignorantem i powinieneś nauczyć się logicznie myśleć, nim popełnisz jakiś komentarz w sprawach, o których nie masz pojęcia.

    • Z treści wyroku wynika, że wrzucając cokolwiek do publicznego internetu powinno się to oznaczyć w sposób umożliwiający zorientowanie się o prawach autorskich lub skontaktowanie się z właścicielem praw.
      W sumie jest to sensowne… ale upierdliwe i czasochłonne. Nie ma dobrej metody.

      • Nie do końca :)

        Generalnie chodzi o to, że możesz sobie oznaczyć utwór jak chcesz (także rozpowszechnić go anonimowo); fakt anonimowego udostępnienia nie oznacza, że każdy może dowolnie korzystać z tej twórczości („nie wiem czyje to jest, ale przecież wiem, że nie moje”).

        Natomiast clou tematyki z podpisem sprowadza się do udowodnienia przez konkretną osobę, że jest twórcą utworu. I temu właśnie służy domniemanie z art. 15 pr.aut.

    • Jak wychodzę z założenia, że co nie jest moje to nie ruszam. I tak mnie rodzice wychowali.
      Być może co poniektórzy mają złodziejstwo i szaber we krwi, bo widzę, że strasznie się bulwersują faktem, że jak coś w internecie (czyli w sferze publicznej) sobie leży i jest niepodpisane, to nie mogą sobie to ukraść.
      Za to ktoś, kto publikuje swoja twórczość i domaga się zadośćuczynienia lub odszkodowania z tytułu kradzieży tudzież przywłaszczenia czy innego wykorzystania, od razu zyskuje u nich miano „trola jakiegośtam”.

  2. Art. 5. Nie można czynić ze swego
    prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym
    przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego.

    Społeczno-gospodarczym przeznaczeniem praw autorskich jest po pierwsze identyfikacja autora utworu (prawa osobiste) i zabezpieczenie jego interesów finansowych (prawa majątkowe). Natomiast posiadanie tych praw nie upoważnia do występowania na drogę sądową przeciwko każdemu i w każdej sytuacji gdy dochodzi do jakiegoś korzystania z tych utworów. Jako przeciwwagę interesów autora mamy bowiem dozwolony użytek, który jest pewnego rodzaju społeczną umową ustalającą, że w pewnych okolicznościach wykorzystanie utworów bez licencji do celów osobistych, a zwłaszcza krytycznych, naukowych i edukacyjnych, nie jest bezprawne. Z tego wynika, że autor musi liczyć się z istnieniem tego użytku, a także z powszechnymi zwyczajami w tym zakresie.

  3. Ale skąd ów „znak wodny”, oprócz tego, że jest w tytule tekstu? ;-) Bo to, że świadkowie mówią, że nie widzieli znaku wodnego (a sprawdzał jeszcze metadane), nie oznacza, że sąd chciałby go zobaczyć.

    Natomiast co do zasady teza jest prawidłowa, a chodzi o domniemanie z art. 15 pr.aut. Skoro zatem (zdaniem sądu) rozpowszechniany utwór nie był oznaczony, a powódka nie przedstawiła dowodu na swoje autorstwo — to pozwana nawet nie musiała się martwić obaleniem tego domniemania.

    Inna sprawa, że sąd mógłby się zastanowić czy sam fakt opisu serwisu („to jest moja strona, a na niej są moje zdjęcia”) nie jest wystarczający dla oznaczenia utworu.

  4. Jakubie, abstrahując od metody działania powódki, wobec której faktycznie można mieć spore zastrzeżenia (rzeczona pani fotograf jest zresztą znana z tego, że pozywa wszystko, co się rusza i domaga się bardzo wysokich kwot), to duża część argumentacji przedstawionej w tym wyroku jest po prostu absurdalna. Teza, że to na twórcy ciąży obowiązek uniemożliwienia bezprawnego wykorzystania jego utworu przez osoby trzecie jest nie tylko kuriozalna, ale i nie znajduje oparcia w obowiązujących przepisach. Co istotne, orzeczenie, na które się powołujesz (wyrok SO w Kaliszu z dnia 11 marca 2015 r., I C 1813/14) zostało zmienione przez SA w Łodzi (wyrokiem z dnia 4 lutego 2016 r., I ACa 1107/15) w ten sposób, że powództwo zostało w części uwzględnione i na rzecz powódki zasądzono po 5.000 zł tytułem odszkodowania i zadośćuczynienia. SA stwierdził między innymi, że „twórca ma wyłączną kompetencję do decydowania, czy i w jaki sposób ma zostać oznaczone autorstwo jego utworu. Twórca ma również prawo do decydowania, czy utwór ma być rozpowszechniony z podaniem jego prawdziwego imienia i nazwiska, pod pseudonimem lub kryptonimem czy też anonimowo. Strona pozwana wykorzystała fotografię powódki bez uzyskania jej zgody. Zawinionego działania pozwanej nie wyłącza „znalezienie” fotografii w Internecie. Strona pozwana powinna podjąć działania w celu ustalenia autora dzieła”.

  5. Czy słuszny, czy niesłuszny to nie wiem, prawnikiem nie jestem.
    Ale ten wyrok jest _rozsądny_, a to jest coś co mi się podoba. Takie powinny być sądy, działać w granicach prawa, ale wyroki opierać na rozsądku.
    Sprawiedliwość jest ślepa, ale rozsądek nie i dzięki niemu możemy np. unikać spotkania trzeciego stopnia ze ścianą.

  6. Tak jest jak na sędzie wybiera się jakieś kawiarniane panienki, znające nieco paragrafów ale będące dyletantkami w dziedzinach w których sądzą, np. w informatyce, mechanice, chemii, rodzinie (rozwódki lub bezdzietne), medycynie oraz aktualnym stanie specjalności itd.  To jest niedopuszczalne bo biegli nie zastąpią zarozumiałości i tępoty takiej biurwy widzącej swoje paragrafy zamiast bardziej ludzi i aktualne dziedziny w które wsadzają swoje dyletanckie „mądrości” takie paniusie pełne pychy.

  7. Jeśli jest to profesjonalny fotograf – to robi zdjęcia w RAW, a tutaj chyba każda profesjonalna lustrzanka dodaje do pliku swój identyfikator – więc chyba nie powinno być problemu?

  8. nie bał się określić tej sprawy mianem „cichego copyright trollingu”

    Jest gorzej. Owa pani wzorem swej biblijnej imienniczki działała podstępem. Przykładowo umieszczała odnośniki do swoich zdjęć (czyli ich reklamę) w Wikipedii bez zaznaczenia, że są to prace komercyjne. Kiedy zablokowano jej jedno konto po tym, jak umieściła artykuł ze swoją biografią, to linki umieszczała z kolejnego konta.

    Jak widać, prowadziła działania wprowadzające w błąd celem uzyskania korzyści majątkowej, a na to są już paragrafy, więc może w końcu ktoś wzorem biblijnym powinien tę głowę ściąć…

    • czyli rozumiem, że jak ktoś sobie bierze coś z internetu bo w internecie jak wiadomo wszystko jest za darmo, i wykorzystuje dzieło w celach komercyjnych, to nie jest przestępcą? proponuję poczytać ustawę prawo autorskie. jest tam jak byk napisane, że „Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia” oraz że „Ochrona przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności.” Natomiast każdy, kto chce skorzystać z utworu musi uzyskać zgodę autora lub właściciela majątkowych praw autorskich do utworu. Kropka.

      • Czyli nic nie rozumiesz. Zastanów się najpierw, czy ta pani prowadzi działalność gospodarczą i czy robi to zgodnie z przepisami.

        • A ty rozumiesz? Ta pani bezwzględnie wykorzystuje zapisy ustawy, do czego ma prawo. Natomiast wszystkie podmioty które biorą sobie zdjęcia z internetu nie znają prawa. I popełniają bezczelną kradzież. No chyba że jak czegoś nie wolno, a się bardzo chce, to można.

          • A z wymogami publikacji w Wikipedii już się zapoznałeś? Ta pani podstępem nakłaniała do naruszenia prawa, a sugestia, jakoby doszło do kradzieży, jest bezczelnym pomówieniem.

          • z całym szacunkiem, ale skąd wziąłeś Wikipedię? W tym artykule nie pada ani jedno słowo, że podmioty które „wzięły” sobie zdjęcie, wzięły je z wikipedii, ponadto, żaden regulamin nie może stać ponad aktem normatywnym. skoro twierdzisz że „bezczelnie pomawiam” to mnie pozwij :) Tylko przygotuj się na spore wydatki.

          • Może byś zaczął czytać ze zrozumieniem komentarze, na które odpowiadasz? Przecież Wikipedia tam widnieje od samego początku.

            A pozywać nie będę choćby dlatego, że pieniacze na to nie zasługują.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *