- Bezprawnik -
- Biznes -
- Znicze z Polski płoną na całym świecie. Wyprzedzają nas tylko Chiny
Znicze z Polski płoną na całym świecie. Wyprzedzają nas tylko Chiny
Już wkrótce, w pierwszych dniach listopada, polskie cmentarze rozświetlą się milionami zniczy. Za tą tradycją stoi potężny biznes z setkami przedsiębiorstw, rozbudowanym łańcuchem dostaw i eksportem liczonym w setkach milionów dolarów. Co ciekawe, Polska jest europejskim liderem eksportu świec i zniczy, a na świecie ustępuje jedynie Chinom. Szczególnie mocną pozycję zachowuje w segmencie tradycyjnych zniczy z żywym płomieniem.
Eksport świec i zniczy wart prawie 800 mln dolarów
Według danych World Bank/UN Comtrade w 2025 r. wartość polskiego eksportu świec, zniczy i podobnych produktów wyniosła 794,4 mln dolarów. Więcej sprzedały za granicę tylko Chiny, których eksport osiągnął 928,3 mln dolarów. Polska utrzymała więc drugie miejsce na świecie i pierwsze w Europie. Wartości dotyczą tej samej kategorii towarowej, obejmującej świece ozdobne i zapachowe, a nie wyłącznie znicze nagrobne.
W porównaniu ilościowym nie wygląda to już tak optymistycznie. W 2025 r. Polska wyeksportowała 263,8 mln kg produktów z tej kategorii, wobec 274,2 mln kg rok wcześniej. Oznacza to spadek wolumenu o około 4 proc. Wartość sprzedaży wzrosła natomiast nieznacznie. Za eksportem stoją nie tylko producenci gotowych lampionów, lecz także dostawcy parafiny, szkła, knotów, wkładów i opakowań, a także firmy transportowe, magazyny i dystrybutorzy. Według szacunków branżowych w Polsce sprzedaje się około 300 mln zniczy rocznie, a większość produktów na krajowych półkach pochodzi od rodzimych wytwórców. Po świętach część z nich zamienia się w śmieci na cmentarzach, ale dla gospodarki to wciąż poważny biznes.
„Polska pozostaje największym producentem świec i zniczy w Europie oraz znaczącym graczem na świecie” – podkreśla Łukasz Kuchta, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Świec i Zniczy. Wśród atutów krajowych firm wymienia jakość, terminowość i elastyczność w realizacji zamówień.
Rodzinne firmy kontra przemysłowi giganci na rynku zniczy
Jedną z dominujących cech polskiego rynku zniczy jest jego zróżnicowanie. Według Łukasza Kuchty około 90 proc. branży stanowią firmy rodzinne. Dla wielu z nich prędzej czy później kluczowa okaże się sukcesja rodzinnej firmy. Obok lokalnych zakładów działają przedsiębiorstwa inwestujące w automatyzację, wzornictwo i eksport. Przykładem jest Bispol z Głuchowa na Podkarpaciu. Firma powstała w 1993 r. i produkuje znicze, wkłady oraz świece, które trafiają do odbiorców w ponad 40 krajach. Wśród rodzimych producentów są również Znicz-Pol, Wega, Amikus, Max-Pol oraz Luks, którego historia sięga połowy lat 80. minionego stulecia.
Ważną częścią zaplecza branży jest Polwax, producent i dystrybutor parafin oraz wosków wykorzystywanych w produkcji świec i zniczy. Inny model reprezentuje Bolsius, który jest częścią międzynarodowej grupy wywodzącej się z Holandii, prowadzącej również produkcję w Polsce. Nie jest to polska firma rodzinna, lecz przykład zagranicznego kapitału obecnego w krajowym sektorze świecowym. Rodzinne przedsiębiorstwa często konkurują elastycznością, doświadczeniem i bliskimi relacjami z odbiorcami. Więksi producenci mogą korzystać z automatyzacji, skali zakupów i rozbudowanej dystrybucji. Oba modele pomagają budować pozycję eksportową, choć każdy inaczej odczuwa presję cenową.
Chińska konkurencja i znicze LED zmieniają zasady gry
Chiny mają przewagę skali. W 2025 r. wyeksportowały około 353 mln kg świec i podobnych produktów, podczas gdy Polska – około 264 mln kg. Różnica pokazuje możliwości chińskiego przemysłu, który potrafi dostarczać duże ilości towarów na światowe rynki.
Konkurencja nie dotyczy jednak wyłącznie tradycyjnych zniczy. Coraz większe znaczenie mają lampki elektroniczne i LED, które mogą świecić przez długi czas bez wymiany wkładu. Według Łukasza Kuchty produkty LED pochodzenia azjatyckiego stanowią obecnie około 14 proc. polskiego rynku zniczy, a ich udział może być coraz większy.
Kwestia elektronicznych zniczy to istotna i być może kluczowa zmiana gospodarcza dla przyszłości całej branży. Import zwiększa ofertę sklepów, ale jednocześnie przesuwa część przychodów z produkcji do handlu. Jeżeli elektroniczne lampki będą stopniowo zastępować tradycyjne wyroby, polskie fabryki staną przed koniecznością poszukiwania nowych segmentów rynku. Wprowadzenie elektronicznego oświetlenia nagrobnego to największe wyzwanie i zagrożenie dla całej branży. Przedstawiciele firm jasno stawiają sprawę i wiedzą, że nie mogą dopuścić do zmiany zwyczajów konsumenckich i odejścia od tradycji zapalania znicza. Taka zmiana w dłuższej perspektywie wiązałaby się ze znaczącym spadkiem produkcji i przychodów.
Polscy producenci zniczy stawiają na jakość, nie tylko na cenę
Polscy producenci mają argumenty, których nie da się sprowadzić wyłącznie do ceny. Liczą się jakość wykonania, estetyka, trwałość, terminowe dostawy i możliwość dopasowania produktów do potrzeb odbiorców. Szansą mogą być także nowe wzory, produkty szklane oraz wykorzystanie materiałów z recyklingu.
Jednocześnie firmy muszą mierzyć się z rosnącymi kosztami surowców, energii i transportu oraz presją sieci handlowych oczekujących konkurencyjnych cen. Nawet wzrost przychodów nie musi oznaczać poprawy rentowności, jeśli sprzedaż liczona w kilogramach spada, a koszty produkcji rosną. Unijne regulacje dotyczące ETS sprawiają, że coraz trudniej będzie konkurować z azjatyckimi firmami. Dlatego dla branży tak ważna jest rewizja systemu ETS.
Wietnam i inni azjatyccy konkurenci nie śpią
Polskie firmy rywalizują na tym rynku nie tylko z Chinami. Na światowym rynku coraz wyraźniej zaznaczają się również producenci z innych państw azjatyckich, w tym Wietnamu. Ich rozwój pokazuje, że przewaga eksportowa nie jest dana raz na zawsze. W kolejnych latach znaczenie będą miały nie tylko koszty pracy i skala produkcji, ale również dostęp do surowców, sprawność logistyki i zdolność do szybkiego reagowania na zamówienia. Logistyka nie tanieje – ceny paliw zaczynają zjadać marże firm.
Jacek Jurczyński, prezes spółki Akcenta CZ, zajmującej się obsługą transakcji walutowych przedsiębiorstw, zwracał uwagę, że za niewielkim wzrostem wartości polskiego eksportu w 2025 r. krył się spadek jego wolumenu. Wyniki różniły się też w zależności od rynku docelowego, a na przychody eksporterów wpływa również kurs złotego. Można to potraktować jako pewną przestrogę, że sama wartość sprzedaży nie wystarcza, by ocenić kondycję branży.
Parafina, polityka klimatyczna i droższe woski roślinne
Koszty generowane przez regulacje ekologiczne wymuszają na krajowych producentach podnoszenie cen jednostkowych i uwzględnianie obciążeń logistycznych w handlu zagranicznym. Warto pamiętać, że tradycyjne znicze i świece produkowane są w większości z parafiny, która jest produktem ubocznym przerobu ropy naftowej. Polityka klimatyczna UE dąży do ograniczania zależności od paliw kopalnych, co wywołuje presję na transformację branży w kierunku droższych wosków roślinnych (np. sojowych, rzepakowych). A koszt surowca ekologicznego jest oczywiście znacznie wyższy, co automatycznie podbija ceny produktów końcowych, obniżając popyt (wolumen) przy zachowaniu wysokiej wartości sprzedaży.
Tradycja zapalania zniczy nie wystarczy, by utrzymać przewagę
Na razie Polska ma mocną pozycję dzięki rodzinnym firmom, doświadczeniu produkcyjnemu, zapleczu dostawców i dostępowi do europejskich rynków. Nie można jednak zakładać, że przywiązanie konsumentów do tradycyjnych zniczy automatycznie ochroni ją przed konkurencją.
Znicz czy świeca jest stosunkowo niewielkim i prostym produktem, lecz za jego płomieniem stoi spory fragment krajowej gospodarki. Utrzymanie przewagi będzie wymagało inwestycji, innowacyjności i kontroli kosztów. W tym biznesie tradycja jest ważna i może przyciągać klientów, ale o przyszłości zdecydują również wydajność produkcji, jakość, umiejętność dostosowania się do zmieniającego się rynku i oczekiwań konsumentów.
zobacz więcej:











