1. Home -
  2. Gospodarka -
  3. Adam Glapiński przejdzie do historii jako ten, który zostawił Polskę złotą. I to jest konsensus poza politycznym sporem

Adam Glapiński przejdzie do historii jako ten, który zostawił Polskę złotą. I to jest konsensus poza politycznym sporem

Prezes NBP, Adam Glapiński przez długi czas budził skrajne emocje. Niezależnie jednak od tego, po której stronie barykady ktoś stoi, coraz trudniej ignorować fakty: decyzja o masowym skupowaniu złota przez Narodowy Bank Polski okazała się jedną z najlepszych decyzji inwestycyjnych w historii polskiej bankowości centralnej. I choć do pełnej oceny prezesury Glapińskiego potrzeba będzie lat, ten jeden rozdział będzie zapisany dosłownie złotymi zgłoskami - prawdopodobnie jeszcze długo po samym Głapińskim, Kaczyńskim, Tusku, a może i Nawrockim. A przynajmniej mam taką nadzieję.

Jakub Kralka06.04.2026 17:13
Gospodarka

Zanim przejdziemy do złota: uczciwe słowo o stopach

Nie byłoby uczciwe pisać o sukcesach bez krótkiej wzmianki o tym, co wcześniej budziło wątpliwości. Wielu komentatorów – w tym ja sam, potrafię posypać głowę popiołem – uważało, że NBP kilka lat temu zbyt wolno reagował na rosnącą inflację, gdy przejściowa inflacja okazywała się coraz mniej przejściowa. Z perspektywy czasu trzeba jednak przyznać, że Polska przeszła przez okres dwucyfrowego wzrostu cen bez recesji, z solidnym rynkiem pracy i jedną z najsilniejszych walut w regionie.

Czarny scenariusz, który wielu wówczas rysowało, po prostu się nie zmaterializował, a RPP opanowała finalnie inflację bez wywrócenia naszego rynku pracy czy gospodarki do góry nogami. Uczciwie przyznam, że tamta lekcja zbiegła się w czasie z kilkoma innymi zjawiskami, które lekko zawróciły mnie z drogi radykalnego liberalizmu gospodarczego - oczywiście stali czytelnicy Bezprawnika pewnie nadal widzą w moich tekstach sympatie wolnorynkowe, ale jest w nich od kilku lat zdecydowanie więcej wątpliwości.

Ale tyle o stopach – bo prawdziwa historia tej prezesury rozgrywa się gdzie indziej.

Złota strategia: od 103 ton do ponad 550

W 2018 roku Polska dysponowała zaledwie 103 tonami złota w rezerwach. To był poziom, który utrzymywał się praktycznie bez zmian od lat. Potem zaczęło się coś bezprecedensowego. NBP ruszył z zakupami na skalę, jakiej nikt dekadę temu by nie przewidział. Na koniec 2025 roku rezerwy sięgnęły 550 ton, a zarząd banku centralnego wydał zgodę na ich zwiększenie do 700 ton. NBP skupuje złoto jak szalony – pisaliśmy we wrześniu ubiegłego roku i te słowa wciąż są aktualne.

Skala zmian robi wrażenie niezależnie od sympatii politycznych. Na koniec stycznia 2026 roku wartość polskich rezerw złota wynosiła ponad 313 mld zł, a ich udział w oficjalnych aktywach rezerwowych sięgnął 30,2 proc. Polska zajmuje dziś 12. miejsce w światowym rankingu banków centralnych pod względem posiadanego kruszcu – wyprzedzając pod względem wolumenu nawet Europejski Bank Centralny. Osiągnięcie poziomu 700 ton oznaczałoby wejście do elitarnej pierwszej dziesiątki, obok USA, Niemiec, Francji czy Włoch.

Ile Polska zarobiła na złocie?

Pytanie o konkretne zyski jest nieuniknione – i tu liczby robią wrażenie. NBP kupował złoto stopniowo, po cenach znacząco niższych niż obecne notowania. W 2018 roku uncja trojańska kosztowała około 1200–1300 dolarów. W 2023 roku cena oscylowała między 1800 a 2000 dolarów. Obecnie – w pierwszych miesiącach 2026 roku – cena przekroczyła 4700 dolarów za uncję, a prognozy kursu złota na 2025 rok, formułowane na początku ubiegłego roku, okazały się w wielu przypadkach zbyt konserwatywne.

Różnice z wyceny złota w bilansie NBP na koniec 2024 roku przekraczały 60 mld zł, a przy obecnych cenach są znacznie wyższe. Mówimy więc o papierowym zysku rzędu dziesiątek miliardów złotych – kwoty porównywalnej z rocznymi wpływami z niektórych podatków. To nie jest zysk zrealizowany i nikt nie sugeruje, by NBP powinien teraz sprzedawać złoto. Ja wręcz wolałbym, by tego nie robił. Ale sam fakt posiadania aktywów o tak dynamicznie rosnącej wartości zmienia pozycję finansową państwa w sposób, który jeszcze pięć lat temu wydawał się abstrakcyjny.

Złoto a wiarygodność finansowa państwa

Jest jeszcze wymiar, który trudno wyrazić w złotówkach, ale który ma realne przełożenie na koszty obsługi długu publicznego. Wysokie rezerwy dewizowe – w tym znaczący komponent złota – wzmacniają wiarygodność finansową państwa w oczach agencji ratingowych i rynków. Dla kraju, który musi regularnie refinansować swoje zadłużenie na rynkach międzynarodowych, to nie abstrakcja, lecz konkretna oszczędność wyrażona w niższych odsetkach od obligacji.

Rezerwy walutowe Polski na koniec maja 2025 roku pozwalały na sfinansowanie ponad 6 miesięcy importu towarów i usług. To poziom, który skutecznie ogranicza ryzyko nagłego i głębokiego osłabienia złotego. Inwestorzy zagraniczni widzą te dane – i uwzględniają je w wycenie polskiego ryzyka.

Nie tylko zysk: geopolityczny wymiar rezerw

Decyzja o masowych zakupach złota nie zapadła w próżni. Od 2022 roku banki centralne na całym świecie – zwłaszcza w Chinach, Turcji i Indiach – zaczęły agresywnie zwiększać swoje rezerwy kruszcu. Powody są znane: rosnąca niepewność geopolityczna, zamrożenie rosyjskich aktywów po inwazji na Ukrainę, obawy o instrumentalne wykorzystanie dolara w polityce zagranicznej.

Złoto jest jedynym aktywem rezerwowym, które nie jest jednocześnie czyimś długiem. Nie można go zamrozić decyzją obcego rządu. Nie traci wartości, gdy drukarnie pieniędzy pracują na pełnych obrotach. W kontekście wojny za naszą wschodnią granicą i rosnących wydatków na obronność, posiadanie ponad 500 ton złota w skarbcu to nie fanaberia – to polisa ubezpieczeniowa dla państwa.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że rezerwy złota stały się przedmiotem dyskusji o finansowaniu polskich zbrojeń. Projekt „Polski SAFE 0 procent" zakłada możliwość wykorzystania zysku z przeszacowania rezerw złota do zasilenia Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Pomysł budzi kontrowersje wśród ekonomistów, ale sam fakt, że Polska ma dziś aktywa umożliwiające taką dyskusję, jest bezpośrednią konsekwencją strategii zakupowej NBP.

Złoto ma swoje oczywiste wady jako składnik rezerw. Nie generuje odsetek ani dywidend. W przeciwieństwie do obligacji skarbowych, leżące w skarbcu sztabki nie przynoszą bieżącego dochodu. Można mieć 700 ton kruszcu w skarbcu i jednocześnie zaniedbywać fundamenty wzrostu. Samo złoto nie zbuduje autostrad, nie poprawi edukacji i nie rozwiąże kryzysu demograficznego. Jednak ostatnie lata dynamicznych wzrostów cen złota w sposób jednoznaczny bronią decyzje o jego zakupach.

Stopy procentowe: epilog z niespodzianką

O ile złoto to najgłośniejszy pozytywny akcent prezesury Glapińskiego, warto odnotować, że i w kwestii stóp procentowych sytuacja wygląda dziś inaczej niż w szczytowym momencie krytyki. Cykl obniżek rozpoczęty w 2025 roku sprowadził stopę referencyjną do poziomu, przy którym kredytobiorcy mogą odetchnąć. Analitycy szacowali, o ile spadną raty kredytu po kolejnych decyzjach RPP – i dla wielu rodzin oznaczało to realne oszczędności rzędu kilkuset złotych miesięcznie.

Równocześnie perspektywa dalszych obniżek – być może do poziomu 3,5 proc. stopy referencyjnej – otwiera dyskusję o powrocie niskich stóp procentowych, jakich nie mieliśmy od kilku lat. Inflacja wróciła w okolicę celu NBP, wzrost gospodarczy trzyma się solidnie, a złoty jest silny. Jeśli ten scenariusz się utrzyma, Glapiński przekaże pałeczkę swojemu następcy w dość komfortowej sytuacji makroekonomicznej.

Bilans: prezesura, którą zdefiniuje złoto

W historii bankowości centralnej prezesi bywają zapamiętani za jedną, dwie kluczowe decyzje. Paul Volcker – za zduszenie inflacji kosztem recesji. Mario Draghi – za trzy słowa „whatever it takes". Jest możliwe, że Adam Glapiński zostanie zapamiętany jako człowiek, który kazał NBP kupować złoto na potęgę. Polska ma dziś najwyższe rezerwy złota w historii, ich wartość liczona jest w setkach miliardów złotych, a kraj awansował do ścisłej czołówki światowej pod względem posiadanego kruszcu. To fakt, który zostanie w bilansie NBP na długo po tym, jak ucichną bieżące spory.

Uważam, że niezależnie od politycznych sympatii, warto chwalić polityków za dobre decyzje - ludzie, partie i rządy się zmieniają, a tego typu trafione inicjatywy zostają z nami na dekady, kształtując politykę i pozycję gospodarczą naszego państwa.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi