Dla osób wierzących swego rodzaju zagadką może być fakt, dlaczego Jezus Chrystus urodził się akurat ok. 2000 lat temu w Jerozolimie. Jednym z powodów może być na przykład biurokracja. Unieważnienie aktu zgonu to kilka trudnych tygodni oczekiwania.

W krainie znajdującej się pod okupacją Imperium Rzymskiego, w której starano się łączyć władzę lokalną z rozkazami płynącymi z Półwyspu Apenińskiego wciąż było łatwiej zmartwychwstać niż w dzisiejszej Polsce.

Czytaj też: Nie odpisuj na życzenia wielkanocne wysłane z nieznanych numerów!

Oczywiście o „zmartwychwstaniu” w kontekście naszych obecnych realiów mówimy nie w wymiarze religijnym czy nawet faktycznym. Chodzi po prostu o osoby, które z różnych powodów (zaginięcie, śmierć kliniczna, błąd lekarza) zostały uznane za zmarłe. A następnie do życia „powróciły” mierząc się z aparatem urzędniczym. Nie są to niestety odosobnione przypadki. Dziś przeglądamy najciekawsze przypadki takich sytuacji, które w mediach przewijały się w ciągu kilku ostatnich lat.

ZUS uznał za zmarłego i przestał wypłacać rentę (ale składki pobierał nadal)

W 2012 roku Zakład Ubezpieczeń Społecznych uznał za martwego niejakiego Pana Janusza, kioskarza. A wszystko na podstawie adnotacji listonosza, który taką informację zawarł na kopercie. ZUS, jak to ZUS – przestał wypłacać „zmarłemu” zasiłek, choć nie przeszkadzało to zakładowi w tym, by nadal pobierać związane z nim składki.

Kompletnie niezbitemu z tropu ZUS-owi nie wydało się również podejrzane, że nie wypłacił rodzinie „nieboszczyka” zasiłku pogrzebowego. Wedle informacji dziennika „zmartwychwstanie” przebiegło w tym wypadku jednak bez większych komplikacji, zaś cały gniew procedury wyjaśniającej spoczął na wyciągającym pochopne wnioski listonoszu.

Obudziły się w kostnicy z aktem zgonu. Wskrzesić musiał sąd

Nieco mniej szczęścia miała Pani Janina, która obudziła się w kostnicy. Słuszny wiek, 91 lat. Tak też musiał pomyśleć lekarz, gdyż bohaterka niniejszej historii nie przejawiała oznak życia. W rezultacie, w sprawie kobiety w Urzędzie Stanu Cywilnego wystawiono już nawet akt zgonu. A z wystawionym aktem zgonu nie jest już tak łatwo zmartwychwstać, gdyż do jego unieważnienia niezbędny jest sąd.

Czy sądy w Polsce działają szybko? Zdecydowanie im się nie spieszy, to zresztą nie do końca wina sądów, ale także naszego prawa. Kobieta w stanie zawieszenia pomiędzy dwoma światami przebywała więc stosunkowo długo. W międzyczasie musiała między innymi udowodnić, że żyje.

Z Panią Janiną nieśmiertelną piątkę mogłaby sobie przybić Pani  Stanisława. Również tam rodzina martwiła się tym, że ich mama w sensie prawnym „przestała istnieć”. Niemożliwe było między innymi wyrobienie nowego dowodu osobistego, a stary został przecięty na pół. Konieczna była procedura unieważnienia aktu zgonu.

W obu wypadkach postępowanie prowadziła też prokuratura starając się ustalić czy lekarki nie podeszły lekkomyślnie do swoich obowiązków służbowych, narażając przy tym na prawdziwą… śmierć. To zresztą wspomniana prokuratura występowała w roli wnioskującego do sądu o unieważnienie aktu zgonu – i bardzo dobrze, tym razem organy ścigania stanęły na wysokości zadania, upraszając sprawę rodzinom.

Niebezpiecznie jest też udać się na odwyk

Pan Eugeniusz postanowił leczyć się z uzależnienia, a kiedy powrócił do domu, dowiedział się, że nie żyje. Scenariusz jego przygód był nawet jeszcze bardziej biblijny, gdyż po drodze spotykał znajomą, która jego widok przyjęła z wielkim niedowierzaniem:

Już pierwszego dnia, gdy wyszedłem z leczenia, szedłem słupską ul. Jaracza i spotkałem znajomą. Gdy mnie spostrzegła, stanęła jak wryta. „Przecież ty nie żyjesz. Był twój pogrzeb” – powiedziała. Niczego nie zrozumiałem, poszedłem do parku – opowiadał mężczyzna Głosowi Pomorza

Jak się potem okazało, w wyniku błędnej identyfikacji w trumnie Pana Eugeniusza pochowano bezdomnego. Sprawą tradycyjnie zajęła się prokuratura, zaś swój akt zgonu bohater historii odebrał z USC samodzielnie.

Na przykładzie dramatu Pana Eugeniusza ujawnił się cały tragizm tego typu „zmartwychwstań”. Szybko bowiem okazało się, że pozostając w konflikcie z rodziną na skutek swojej rzekomej śmierci stracił prawo do spadku. Co więcej, w świetle prawa zmarłemu nie mogą udzielić pomocy żadne instytucje państwowe. Do czasu unieważnienia aktu zgonu skazany był na dobrą wolę otoczenia i omijanie procedur.

Unieważnienie aktu zgonu – swoje odczekamy

Gdyby Jezus Chrystus zmartwychwstał we współczesnej Polsce, jednego możemy być pewni – na wniebowstąpienie poczekałby dłużej niż słynne 40 dni. Optymistyczny wariant? Około kwartału. To nie wina sądów, ale w dużej mierze też czynności przygotowawczych na etapie dochodzenia prokuratorskiego. Sam sąd zapewniał, że sprawą zajmie się „na jednym posiedzeniu” – przynajmniej takie deklaracje padały w przypadku tych najbardziej medialnych spraw.

Ustawa prawo o aktach stanu cywilnego przyznaje tego typu kompetencje sądowi, zaś ze stosownym wnioskiem prócz wspomnianego prokuratora, może wystąpić kierownik USC lub sam zainteresowany:

1. Unieważnienia aktu stanu cywilnego lub dołączonej do niego wzmianki dodatkowej dokonuje sąd w postępowaniu nieprocesowym, na wniosek osoby zainteresowanej, prokuratora lub kierownika urzędu stanu cywilnego, jeżeli akt ten lub wzmianka stwierdzają zdarzenie niezgodne ze stanem faktycznym lub stwierdzono uchybienia, które zmniejszają jego moc dowodową.
2. Jeżeli sąd unieważnił akt stanu cywilnego z przyczyn, o których mowa w ust. 1, może on postanowić o sporządzeniu nowego aktu stanu cywilnego.

Natomiast pomimo istnienia faktycznej możliwości unieważnienia aktu zgonu, nie rozwiązuje to podstawowego problemu w postaci nieistnienia danej osoby w sensie prawnym, co może być bardzo problematyczne (choćby w przypadku wspomnianej wcześniej sprawy spadkowej). Ponieważ tego typu przypadki nie zdarzają się zbyt często, warto pomyśleć o jakimś specjalnym rozwiązaniu prawnym o natychmiastowym trybie działania. Na przykład na kształt prezydenckiego aktu łaski.

Fot. tytułowa do art. unieważnienie aktu zgonu – fragment obrazu autorstwa Luki Giordano, „Zmartwychwstanie”