Koronawirus najwyraźniej niczego nie nauczył antyszczepionkowców. Wystarczyła wzmianka ministra zdrowia o szczepionce, by znów się uaktywnili

Gorące tematy Państwo Zdrowie dołącz do dyskusji (685) 19.04.2020
Koronawirus najwyraźniej niczego nie nauczył antyszczepionkowców. Wystarczyła wzmianka ministra zdrowia o szczepionce, by znów się uaktywnili

Rafał Chabasiński

Wydawać by się mogło, że epidemia koronawirusa to moment, w którym rozmaite środowiska antynaukowe wreszcie dadzą sobie spokój. Nic bardziej mylnego. Antyszczepionkowcy znowu zaczęli uskuteczniać swoje zwyczajowe śpiewki. Wystarczyło, że minister zdrowia wspomniał o zarekomendowaniu Polakom przyjęcia szczepionki kiedy ta już będzie. Może chociaż zostawią teraz w spokoju maszty sieci 5G?

Antyszczepionkowcy na zachodzie stanowią od dawna realne zagrożenie dla ochrony zdrowia obywateli

Jest pewna kategoria poglądów, które naprawdę trudno traktować poważnie jeśli są głoszone publicznie. Co do tego, że Ziemia nie jest płaska nie ma chyba nikt wątpliwości. Nie powinno tych być także co do tego, że szczepionki działają i nie stanowią ani środka rządowej kontroli mas, ani poważnego zagrożenia dla zdrowia populacji. Niestety, od dłuższego czasu antyszczepionkowcy zatruwają swoimi postulatami ochronę zdrowia publicznego w całym świecie zachodnim.

Oczywiście, można próbować zrozumieć rodziców czujących nieco przesadną obawę o zdrowie swoich dzieci.  Tyle tylko że dzięki głoszeniu tego typu poglądów jako rzekomo poważnej alternatywy dla wiedzy medycznej rozmaite opanowane choroby zakaźne znowu zaczynają stanowić realny problem. Na przykład odra.

Teraz poważne zagrożenie stanowi koronawirus SARS-Cov 2. Póki co ludzkość nie dysponuje szczepionką pozwalającą uodpornić się na działanie wirusa. Warto już teraz zastanowić się z jakimi problemami będziemy się mierzyć, gdy takowa się pojawi. Niestety, jednym z nich będą antyszczepionkowcy. Już teraz pierwsze symptomy powrotu tej zbiorowej histerii można zaobserwować w debacie publicznej.

Gdy tylko minister zdrowia wspomniał coś o szczepieniach, antyszczepionkowcy zostawili maszty 5G i wrócili do starej narracji

Z pewnością wiele osób zastanawiało się, co antyszczepionkowcy robią gdy dookoła szaleje pandemia koronawirusa. Ktoś mógłby założyć, że te środowiska w końcu pójdą po rozum do głowy. Że strach przed epidemią sprawią, że zrewidują swoje poglądy na kwestię szczepień.

Okazuje się jednak, że po prostu znaleźli sobie nowego wroga. Wiele wskazuje na to, że w międzyczasie mniej-więcej ci sami ludzie zaczęli obwiniać o epidemię… budowa infrastruktury sieci 5G.

Teraz jednak temat szczepionki na koronawirusa stał się czymś mniej lub bardziej realnym. Minister Łukasz Szumowski stawia sprawę jasno: „Będę rekomendował przyjęcie szczepionki każdemu, gdy tylko będzie to możliwe. To będzie gwarantowało zdrowie i życie„. To z kolei może oznaczać obowiązkowe szczepienia także na koronawirusa. O ile jest to bardzo sensowna rekomendacja, także z punktu widzenia polskiej gospodarki, antyszczepionkowcy wiedzą swoje.

Liderzy tego środowiska, wraz ze swoim zapleczem politycznym, przekonują, że chodzi o wolność wyboru. Nie głoszą otwarcie, że nie wierzą w skuteczność szczepionek jako taką – ale sprzeciwiają się obowiązkowemu charakterowi szczepień. To miałoby uderzać w prawo człowieka do samostanowienia o sobie, czy do wychowywania dzieci zgodnie z przekonaniami.

Rządy powinny wykorzystać epidemię koronawirusa do rozprawy z pseudonauką i szarlatanerią udającymi medycynę

Nie dostrzegają przy tym, że zwalczanie chorób zakaźnych jest jedną z tych kwestii, w których źle rozumiana wolność jednostki może stwarzać zagrożenie dla całego społeczeństwa. Nie bez powodu państwa zachodnie, w których stosowano model dobrowolności szczepień, jeszcze przed wybuchem epidemii koronawirusa stopniowo od niego odchodziły. Mowa o chociażby Francji czy Włoszech.

Tak naprawdę rządy są same sobie winne. Antyszczepionkowcy głoszą tezy otwarcie sprzeczne z dorobkiem współczesnej nauki i zaleceniami lekarzy. Jednak nie oni jedyni. Państwa tolerują przecież różnego rodzaju „medycynę alternatywną”, ocierającą się często o zwyczajną szarlatanerię.

Rozmaici znachorzy nawet w Polsce przez długi czas mogli prowadzić swoją działalność niemalże udając lekarzy. Homeopatia zgodnie z prawem unijnym traktowana jest właściwie niczym medycyna – choć w oczywisty sposób nią nie jest. Tzw. „chińska medycyna” została uznana swego czasu przez Światową Organizację Zdrowia za formę leczenia. Co ciekawe, dzisiaj WHO jest dość powszechnie uważana za marionetkę w rękach chińskiego rządu.

Być może to nie antyszczepionkowcy potrzebują otrzeźwienia, lecz prawodawcy? Epidemia koronawirusa to ten moment, w którym rządy powinny nie tylko przestać tolerować pseudonaukę ubraną w szaty medycyny, lecz trwale się z nią rozprawić.