Biznes ecommerce Zakupy

Ceneo, tak bardzo cię proszę, nie stawaj się scameo

Ceneo, tak bardzo cię proszę, nie stawaj się scameo
Ceneo, tak bardzo cię proszę, nie stawaj się scameo
 

Ceneo to największa polska porównywarka cen. Z mojego punktu widzenia – jeden z najważniejszych serwisów w Polsce. 

Porównywarki cen towarzyszą naszemu polskiemu krajobrazowi od kilkunastu lat. Wydaje mi się, że to świetny biznes – automaty skanują ceny w popularnych sklepach internetowych, a następnie możemy znaleźć najbardziej korzystną ofertę i prawie na pewno dokonamy zakupu – w końcu tego towaru przecież szukaliśmy!

Co więcej, zarabia na tym przecież również sama porównywarka, która zwykle uczestniczy w programach afiliacyjnych, dostając prowizje za dokonaną sprzedaż.

Na polskim rynku mamy cztery duże podmioty, które starają się działać jako porównywarki cen. Jedną z nich powoli staje się Google, więc to trochę osobna historia. Pozostałe to: Ceneo, Skąpiec i Nokaut. Nokaut jest podmiotem bardzo zapomnianym i według Gemius odwiedza go ledwie 300 000 realnych użytkowników miesięcznie, choć algorytmy działają dość sprawnie. Skąpiec – odnoszę wrażenie – najlepsze lata działalności ma już za sobą, choć ruch na poziomie 3,3 realnych użytkowników jest przyzwoity. Hegemonem z oglądalnością na pułapie 13 milionów realnych użytkowników miesięcznie jest jednak Ceneo.

I od Ceneo, jako użytkownik, wymagam trochę więcej

To najpopularniejsze i chyba jednak najlepsze narzędzie tego typu na rynku. Co nie znaczy, że dobre. Niestety, Ceneo jest bardzo otwarte na współpracę ze sklepami z na przykład elektroniką, które nie wzbudzają mojego zaufania. Coraz częściej firmuje też marketplace’y takie jak choćby Mall.pl czy Morele.net, który nawet nie sprzedają pod swoją własną marką tych urządzeń, tylko po wnikliwej analizie dowiadujemy się, że promocyjną ofertą na smartfona stoi sklep typu „krzak”, mieszczący się w kawalerce na Bemowie, trudno w ogóle ustalić NIP sprzedawcy, a rachunku konta nie ma na białej liście. Choć akurat część marketplace’ów dokonuje przynajmniej podstawowej weryfikacji tych podmiotów.

– Sprzedawcą w naszym marketplace może zostać każda osoba, która posiada zarejestrowaną działalność gospodarczą w Polsce lub na terenie Europy oraz jest aktywnym płatnikiem VAT lub VIES. Wszyscy zainteresowani współpracą przedsiębiorcy po złożeniu formularza dotyczącego współpracy podlegają naszemu procesowi weryfikacji, który przebiega według określonych standardów. Warto zaznaczyć, że szansę współpracy dajemy nie tylko korporacjom, ale również sprzedawcom, którzy posiadają jednoosobową działalnością gospodarczą nawet taką, która zarejestrowana jest na adres domowy. Oczywiście do współpracy dochodzi wyłącznie w momencie, gdy zainteresowany współpracą przedsiębiorca pozytywnie przejdzie nasz proces weryfikacji – komentuje Dawid Ślesiński, Kierownik Integracji Marketplace w Morele.

Jakakolwiek rękojmia w tej sytuacji pozostaje kwestią marzeń, o ile w ogóle sam – na przykład – telefon pochodzi z dystrybucji jakiegoś cywilizowanego kraju i został zdobyty w legalny sposób, a nie spadając z TIR-a.

Scam-sklepy w porównywarkach cenowych rujnują ideę tych porównywarek

To, że Ceneo wyświetla te sklepy w swoich ofertach jest w mojej ocenie jednym problemem. Ale tu też trzeba ważyć racje. Nie każdy taki sklep musi być przecież od razu oszustwem. Próba ograniczania jego dostępu do porównywarki cenowej mogłaby wręcz być nieuczciwą konkurencją.

Ich obecność nierzadko jednak kompletnie przekreśla ideę porównywarki cen. Dajmy na to, że szukamy smartfona typu iPhone i widzimy go mniej więcej 800 złotych taniej, niż miesiąc temu. Świetna okazja zaufanego marketu? A skąd! Szybko okazuje się, że to wyszczególniona oferta sklepu internetowego, którego połowa regulaminu jest w ogóle napisana po słowacku.

Nie chciałbym przypisywać Ceneo jakiejś mesjanistycznej roli w polskim ecommerce, ale być warto zauważyć, że niepoważne instytucje coraz częściej kompletnie rujnują ideę porównywarki cen. Przyłapałem się, że zaglądam tam coraz rzadziej i już czasem lepszą formą porównywarki cen jest Allegro, Pepper lub samodzielny rajd po sklepach.

Czy problemom Ceneo można zarazić?

W mojej ocenie – przede wszystkim warto w branży ecommerce zacząć o nich trochę w końcu rozmawiać. Tylko w tym tygodniu podjąłem dwie redakcyjne interwencje dot. nieuczciwych praktyk sklepów obecnych na Ceneo, które może jeszcze w przyszłym tygodniu na łamach Bezprawnika opiszemy.

Jako „power-user” na pewno bardzo ucieszyłbym się z opcji filtrowania ofert po wybranych przez siebie sklepach. To przywróciłoby sens porównywarki cen, umożliwiło monitorowanie promocji. Bo kiedy chodzi o smartfona, to jednak wolę kupić go od renomowanej instytucji typu Media Markt, Media Expert czy RTV Euro AGD, niż w sklepie, który sprzedaje sprzęt podejrzanie tanio, a na dostawę trzeba czekać dwa miesiące. Konieczność przebijania się przez wyniki zdominowane przez jakieś krzaki, za które nikt poważny nie bierze odpowiedzialności to utrapienie i zaprzeczenie idei.

Mam jednakże świadomość, że jest to rozwiązanie niszowe. A promowanie się w porównywarkach cenowych to dla niektórych sklepów świetny biznes. Oby tylko nie kończyły jak Bestcena, przed którą Bezprawnik ostrzegał jako pierwszy serwis w Polsce, a dziś jest już tylko niesmacznym wspomnieniem.