Głód po polsku wygląda inaczej, niż myślisz
Kiedy mówimy o głodzie, większość z nas wyobraża sobie skrajne ubóstwo – bezdomność, brak jakichkolwiek środków do życia. Tymczasem badanie przeprowadzone przez agencję Zymetria w listopadzie 2025 roku pokazuje zupełnie inny obraz. Problem braku bezpieczeństwa żywnościowego dotyka osób, które funkcjonują pozornie normalnie: chodzą do pracy, płacą rachunki, wychowują dzieci.
Statystyki są alarmujące. 46% Polaków przyznaje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy obawiało się, czy wystarczy im pieniędzy na zakup żywności. To niemal połowa społeczeństwa żyjąca w ciągłym lęku o podstawową potrzebę życiową. Co czwarty badany regularnie – „często" lub „czasami" – rezygnuje z pełnowartościowych posiłków z powodów finansowych.
Najbardziej zagrożone są gospodarstwa domowe o dochodach do 4 tysięcy złotych netto. W praktyce oznacza to rodziny, w których jedno lub oboje rodziców zarabia w okolicach płacy minimalnej. Paradoks polega na tym, że osoby te pracują na pełen etat, a mimo to muszą wybierać między jedzeniem a innymi podstawowymi potrzebami.
Dlaczego pracujący Polacy nie mają na jedzenie?
Odpowiedź wydaje się prosta – ceny żywności wzrosły nieproporcjonalnie do zarobków. Chleb, który jeszcze kilka lat temu kosztował 4-5 złotych, dziś potrafi przekroczyć 10 złotych. Masło, jaja, nabiał – wszystko poszło w górę, a pensje nie zawsze nadążały za inflacją.
Szczególnie trudna sytuacja dotyczy młodych kobiet i rodzin z dziećmi. To właśnie te grupy najczęściej stają przed dylematem: czy kupić pełnowartościowe produkty dla dzieci, czy zaoszczędzić na własnym jedzeniu? Badania pokazują, że rodzice często rezygnują z własnych posiłków, żeby ich dzieci mogły jeść regularnie.
Problem pogłębia fakt, że świadomość społeczna na temat braku bezpieczeństwa żywnościowego jest minimalna. Zaledwie 10% Polaków potrafi poprawnie wskazać wszystkie składowe tego zjawiska. Nie chodzi przecież tylko o całkowity brak jedzenia – to także niska wartość odżywcza posiłków, pomijanie śniadań czy kolacji, kupowanie najtańszych produktów zamiast zdrowej żywności.
System pomocy społecznej nie rozwiązuje problemu
Zasady pomocy społecznej w Polsce teoretycznie przewidują wsparcie dla osób w trudnej sytuacji materialnej. W praktyce jednak kryteria dochodowe są tak skonstruowane, że wielu pracujących Polaków nie kwalifikuje się do pomocy. Zarabiasz minimalną? Zgodnie z przepisami nie jesteś „wystarczająco biedny", żeby otrzymać zasiłek celowy na żywność.
To tworzy absurdalną sytuację, w której pomoc trafia głównie do osób całkowicie pozbawionych dochodu, podczas gdy miliony pracujących obywateli balansują na granicy ubóstwa żywnościowego. Pracownicy socjalni, zamiast aktywnie pomagać, często pełnią rolę urzędników wypełniających formularze.
Anna Wolska z Banku Żywności SOS w Warszawie wskazuje na jeszcze jeden problem – społeczny wstyd. Osoby doświadczające braku bezpieczeństwa żywnościowego często ukrywają swoją sytuację, nie chcąc być postrzegane jako „biorące zasiłki". Kryzys żywnościowy w Polsce jest niewidzialny, bo ludzie wstydzą się przyznać, że nie stać ich na jedzenie.
Co można zrobić?
Inicjatywy takie jak program The Access Alliance, uruchomiony przez Glovo we współpracy z organizacjami pozarządowymi i samorządami, próbują łączyć różne podmioty w walce z problemem. Model opiera się na prostej obserwacji: żywności w Polsce nie brakuje – problemem jest logistyka i dystrybucja. Sieci handlowe marnują tony produktów, podczas gdy miliony ludzi ograniczają posiłki.
Rozwiązaniem nie są jednak wyłącznie akcje charytatywne. Potrzebna jest systemowa zmiana podejścia do problemu ubóstwa wśród osób pracujących. Warto przy tym pamiętać, że sytuacja finansowa rodzin pogarsza się także przez wysokie koszty wynajmu mieszkań, rosnące rachunki za energię i inne podstawowe wydatki.
Badania pokazują niepokojącą zależność: nawet gdy konsumpcja podstawowych produktów spada, Polacy wcale nie żyją zdrowiej. Przeciwnie – wybierają tańsze produkty o gorszym składzie, co prowadzi do problemów zdrowotnych. Pomijanie posiłków skutkuje nie tylko niedożywieniem, ale także obniżoną zdolnością do pracy i nauki.
Na koniec
35% dorosłych Polaków ograniczających jedzenie z powodów finansowych to nie margines społeczny. To nauczycielka, która pomija śniadania. Kierowca, który je tylko jeden pełny posiłek dziennie. Matka wybierająca między mlekiem dla dziecka a warzywami dla siebie. Ten kryzys dzieje się tuż obok nas – w blokach, biurach, szkołach. Problem polega na tym, że nauczyliśmy się go nie zauważać.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj