1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Darmowy opał z lasu? Grzyby tak, patyki nie. To rozróżnienie zaskakuje

Darmowy opał z lasu? Grzyby tak, patyki nie. To rozróżnienie zaskakuje

W obliczu drożejącego pelletu czy — zapewne już wkrótce — gazu, wiele osób posiadających kominek czy też piec na drewno szuka sposobu na zapewnienie sobie tańszego ogrzewania. Takim potencjalnym rozwiązaniem jest zebranie suchych gałęzi z lasu. Problem w tym, że nawet jeżeli chrust zalega na ziemi, to wcale nie oznacza, że możemy go bez pytania zapakować do bagażnika w samochodzie.

Amadeusz Cyganek10.10.2026 9:12
Prawo

Drogie ogrzewanie zmusza do szukania tańszych alternatyw

Wiele osób czeka zima, która pod kątem opłat za ogrzewanie będzie wyjątkowo kosztowna. Ceny pelletu biją rekordy, bardzo prawdopodobne jest także, że od nowego roku zapłacimy więcej za ogrzewanie gazem — nie bez powodu Orlen może złożyć wniosek o podwyżkę taryfy na gaz już na początek przyszłego roku. Na podwyżkę cen zdecydowało się także wiele miejskich ciepłowni i wspólnot mieszkaniowych. Na tym polu nieco wyróżniają się źródła ciepła, które wykorzystują drewno — specjalne piece czy też kominki.

Chrust z lasu — kusząca, ale ryzykowna wizja

Ten surowiec wciąż jest stosunkowo tani (choć wiele zależy od jego gatunku czy też stopnia wysuszenia), ale wiele osób szuka wszelkich sposobów, by drewno zdobyć jeszcze taniej — a najlepiej za darmo. Najbardziej kuszącą wizją jest zbieranie leśnego chrustu, który na pozór wydaje się być bardzo prostym łupem — przecież gałęzie leżą na ziemi tygodniami i tylko czekają na to, by je podnieść. Zbieranie chrustu stało się wręcz symbolem problemów Polski z surowcami opałowymi, a zainteresowanie nim bywa tak duże, że niektóre nadleśnictwa wprowadzają limity, a w sieci pojawia się nawet tzw. „patykowy biznes” — ogłoszenia osób szukających chętnych do zbierania suchego drewna. Momentami przypomina to wręcz walkę o chrust rodem z przedświątecznego polowania na karpia.

Czy można zbierać chrust w cudzym lesie?

Jak się okazuje, polskie przepisy traktują zbieranie gałęzi w cudzym lesie dość restrykcyjnie. Podstawę stanowi jedna zasada: nie można samodzielnie zbierać chrustu w cudzym lesie bez zgody uprawnionego zarządcy. Co ważne, dotyczy to nie tylko już ściętego drewna, przygotowanego do wywozu i sprzedaży, ale także gałęzi, które już leżą na ziemi, są suche i na pierwszy rzut oka nikomu się nie przydadzą. Grzyby i jagody wolno zbierać, ale patyki już nie — to rozróżnienie zaskakuje wielu spacerowiczów.

Nawet powalone drzewo w lesie ma właściciela

Lasy Państwowe wyjaśniają tę kwestię wprost: drewno na opał pochodzące z lasu podlega ewidencji, a jego pozyskanie i sprzedaż odbywają się na określonych zasadach. Każde drzewo w lesie, także powalone, ma swojego właściciela, dlatego nie wolno ani odrąbać siekierką gałęzi z żywego drzewa, ani zabrać pierwszego napotkanego konaru. Od tej zasady istnieją nieliczne wyjątki, jak choćby wiekowe przywileje niektórych miejscowości, np. nadane jeszcze przez średniowiecznych władców, ale są to sytuacje na tyle wyjątkowe, że nie ma sensu się na nie powoływać.

Jak legalnie pozyskać chrust metodą samowyrobu?

Na szczęście istnieją sposoby na to, by pozyskać gałęzie na opał — w tym celu warto skontaktować się z leśnictwem właściwym dla danego terenu. W taki sposób możemy ustalić, czy w interesującym nas miejscu dostępne jest drewno przeznaczone do samodzielnego pozyskania. Ta metoda nosi nazwę samowyrobu — leśniczy wskazuje nam, co dokładnie możemy zabrać, najczęściej chrust, gałęzie lub drewno pozostałe po pracach leśnych. Następnie drewno jest mierzone i wyceniane, a po zakupie nabywca otrzymuje dokument potwierdzający transakcję.

Ile kosztuje chrust zebrany metodą samowyrobu?

Co ważne, samodzielnie zbierane drewno jest znacznie tańsze od gotowych partii drzew przeznaczonych na sprzedaż — w zależności od nadleśnictwa za chrust płacimy od 30 do 80 złotych za metr sześcienny. Za sezonowane drewno do kominka czy pieca trzeba natomiast zapłacić znacznie więcej — mowa tutaj o stawkach rozpoczynających się od ok. 150–200 złotych za metr sześcienny. Oszczędność jest więc spora.

Kary za nielegalne zbieranie gałęzi zależą od wartości opału

Co istotne, nielegalne zbieranie gałęzi niesie ze sobą spore konsekwencje natury prawnej. Określa to art. 153 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z tym przepisem osoba, która w nienależącym do niej lesie zbiera między innymi gałęzie, korę, wióry czy inne wymienione w ustawie materiały, może zostać ukarana grzywną do 250 zł albo naganą.

Kradzież drewna z lasu — kiedy to już przestępstwo?

W przypadku, gdy wartość zebranego drewna nie przekracza 800 złotych, zdarzenie to traktowane jest jako wykroczenie. Wówczas grozi za to grzywna do 5000 złotych, kara ograniczenia wolności lub kara aresztu. Co istotne, sąd w takich przypadkach może również orzec nawiązkę w wysokości podwójnej wartości pobranego drewna. Jeśli natomiast wartość zebranego drewna przekracza 800 złotych, wówczas mówimy o przestępstwie z tytułu art. 278 i 290 Kodeksu karnego. A za to grożą już znacznie poważniejsze konsekwencje — mowa o karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat, a także potencjalnym obowiązku naprawienia szkody i zapłaceniu nawiązki. Przepisy te dotyczą także drzew już powalonych — zgodnie z art. 290 k.k. pozostają one własnością właściciela lasu, więc zabranie ich bez zgody jest traktowane jak kradzież.

Wjazd samochodem do lasu również jest regulowany

Warto pamiętać, że osobną kwestią jest wjazd samochodem do lasu. Nawet jeśli ktoś uzyskał zgodę na pozyskanie drewna, nie powinien samodzielnie zakładać, że może podjechać autem bezpośrednio na miejsce zbiórki. Trzeba mieć na uwadze, że drogi leśne rządzą się własnymi zasadami i domyślnie obowiązuje na nich zakaz ruchu pojazdów. W przypadku samowyrobu drewna zasady dostępu do wskazanego miejsca powinny wynikać z ustaleń z leśniczym i udzielonego zezwolenia.

Wilgotność drewna to kolejna pułapka opałowa

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednej kwestii, o której łatwo zapomnieć po udanym samowyrobie. Chrust zebrany z leśnej ściółki bywa mocno wilgotny, a przepisy antysmogowe zabraniają spalania w domowych instalacjach drewna o wilgotności powyżej 20 proc., za co grozi mandat w wysokości 500 zł. Co więcej, jeśli sąsiad pali mokrym drewnem, naraża się nie tylko na mandat, ale i na donos — straż miejska ma prawo skontrolować, czym faktycznie palimy. Tanio zdobyty opał trzeba więc odpowiednio wysuszyć, zanim trafi do pieca — w przeciwnym razie oszczędność może okazać się pozorna.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover