1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Pali mokrym drewnem? Sąsiad może go zgłosić, a mandat sięga 5000 zł

Pali mokrym drewnem? Sąsiad może go zgłosić, a mandat sięga 5000 zł

Klimatyczny dom, kominek, porąbane drewno w przydomowej szopie i dym unoszący się nad ogrodem. To nadal dość częsty krajobraz w Polsce. Wygląda urokliwie, swojsko i… całkiem często na tym się kończy, kiedy przyjrzymy się, jakim drewnem palimy.

Jakub Bilski30.05.2026 10:14
Prawo

Dym, który nie respektuje granic działki

Problem zaczyna się wtedy, gdy ten „swojski klimat” wchodzi komuś przez otwarte okno, osiada na praniu, gryzie w gardło i przypomina, że powietrze nie ma płotu. Mokre drewno, bo o nim mowa, nie jest tylko drobnym niedopatrzeniem, ale realną uciążliwością.

W sprawach sąsiedzkich jestem raczej ostrożny z natychmiastowym wołaniem państwa na pomoc. Lepiej jest rozwiązywać sprawy między sobą, o ile jest to możliwe, a nie sięgać od razu po najwyższe środki — choć warto wiedzieć, co zrobić, jeśli sąsiad cię truje, gdy rozmowa nie przynosi skutku. Każdemu się przecież może zdarzyć, że czegoś nie wie.

Co więcej, na tyle ile się da, forsowałbym pogląd „mój dom, moja twierdza”. Ale z powietrzem tak nie jest. Bo komin działa inaczej niż płot. Płot wyznacza własność, ale nie zatrzymuje dymu. Jeśli ktoś pali mokrym drewnem, to produkt tego spalania nie zostaje u niego w salonie. Rozchodzi się po okolicy, trafia do mieszkań, ogrodów i płuc ludzi, którzy nie mieli żadnego wpływu na wybór opału.

Środowisko nie jest własnością prywatną

W tym sensie jest to klasyczny przykład sytuacji, w której prywatna decyzja ma bardzo publiczne konsekwencje. Środowisko jest klasycznym przykładem pojęcia, którego nie da się zamknąć w granicach jednej posesji, odgrodzić płotem i powiedzieć „to moje, nikomu nic do tego”. Powietrze jest dobrem wspólnym w najbardziej dosłownym sensie tego słowa – trudno znaleźć coś, co lepiej pasowałoby do tego określenia.

Co ciekawe, prawne ujęcie tej kwestii bywa zaskakujące: w jednej z głośnych spraw nie mamy prawa do czystego powietrza – tak orzekł Sąd Najwyższy, uznając, że nie jest ono dobrem osobistym. To jednak nie znaczy, że spalanie mokrego drewna pozostaje bez konsekwencji.

I tak jak nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę fanem urzędniczej nadgorliwości, tak uważam, że pewne regulacje środowiskowe są po prostu niezbędne, abyśmy jako społeczeństwo „jakoś” funkcjonowali. Przepisy antysmogowe w tym konkretnym przypadku mają bardzo mocne uzasadnienie.

Nie chodzi o to, żeby komuś zakazać palenia w kominku dla samej zasady, bo mamy taki kaprys. Chodzi o to, żeby nie przerzucać kosztów własnej wygody albo niewiedzy na całą okolicę.

Mokre drewno to nie tylko więcej dymu

Nie będzie niespodzianką stwierdzenie, że mokre drewno pali się źle. Zamiast efektywnie oddawać ciepło, duża część energii idzie na odparowanie wody zawartej w drewnie. Temperatura spalania spada, proces staje się mniej efektywny, a z komina wylatuje gęsty… obłok? Nie, to nie sama mgła, para – to mieszanina tego wszystkiego, ale do tego dokładamy dym, i jeszcze w gratisie pył, sadza i inne, delikatnie mówiąc, nieciekawe substancje.

Przepisy antysmogowe – gdzie obowiązują i co dopuszczają

W wielu uchwałach antysmogowych pojawia się więc konkretna granica: drewno przeznaczone do spalania powinno mieć wilgotność nieprzekraczającą 20 proc. Źródło tych rewelacji? To wszystko zależy od tego, gdzie mieszkamy.

Na poziomie centralnym mamy przede wszystkim ramę prawną. Kluczowy jest art. 96 ustawy Prawo ochrony środowiska. To on daje sejmikom województw kompetencję do przyjmowania tzw. uchwał antysmogowych, czyli aktów prawa miejscowego określających ograniczenia lub zakazy dotyczące instalacji, w których spala się paliwa. Przykładem takiego aktu, który zdążył już przejść próbę przed sądem, jest mazowiecka uchwała antysmogowa — utrzymana w mocy mimo prób jej podważenia.

Co grozi za palenie mokrym drewnem?

Jeżeli lokalna uchwała antysmogowa zakazuje spalania drewna o wilgotności powyżej 20 proc., to jej złamanie to już nie „zły obyczaj”, a wykroczenie. W praktyce może skończyć się mandatem do 500 zł. Jeżeli sprawa trafi do sądu, grzywna może być wyższa – nawet do 5000 zł.

Kontrolę może przeprowadzić straż miejska, straż gminna albo upoważnieni pracownicy gminy. Mogą sprawdzić, czym faktycznie palimy, w jakim urządzeniu, czy paliwo spełnia wymagania, a w razie potrzeby także wilgotność drewna. Katalog sytuacji, za co może ukarać straż miejska, jest zresztą znacznie szerszy, niż wielu się wydaje.

Warto też pamiętać, że odmowa współpracy nie jest dobrym pomysłem — osobną sankcją jest bowiem kara za utrudnianie kontroli środowiskowej, która w najgorszym wariancie sięga znacznie dalej niż sam mandat za opał.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi