Zainwestowałeś w działkę na uboczu? Nie mamy dla Ciebie dobrej wiadomości. W myśl nowych przepisów niczego na niej nie wybudujesz

Gorące tematy Nieruchomości dołącz do dyskusji (140) 09.10.2017
Zainwestowałeś w działkę na uboczu? Nie mamy dla Ciebie dobrej wiadomości. W myśl nowych przepisów niczego na niej nie wybudujesz

Tomasz Laba

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa zapowiada zmiany w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Intencją rządu jest, a jakże, ułatwienie procesu inwestycyjnego. Jego efektem może być duży spadek wartości ogromnej ilości działek.

Od kilku lat w rządzie trwają prace nad kodeksem urbanistyczno-budowlanym, który ma kompleksowo uregulować proces inwestycyjny. Prace nad tym aktem idą bardzo powolnie, a zatem Ministerstwo Infrastruktury zdecydowało się pewne kwestie uporządkować niejako tymczasowo, przed uchwaleniem zapowiadanej od dawna ustawy. Mowa o nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. O sprawie jako pierwsza napisała Gazeta Prawna.

Decyzja o warunkach zabudowy

Każda gmina we własnym zakresie określa zasady i warunki zabudowy, jakie mają obowiązywać na jej terenie. W tym celu gminy uchwalają miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, które określają przeznaczenie gruntów na poszczególne rodzaje inwestycji. Ten akt prawa miejscowego jest podstawą do wydawania indywidualnych decyzji pozwalających na budowę. W przypadku gdy na terenie danej gminy nie uchwalono takiego planu, inwestor musi wystąpić o wydanie decyzji o warunkach zabudowy. Tylko 30% terenu Polski objęte jest miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego, a więc nowe przepisy dotkną zdecydowaną większość nieruchomości. Na czym mają polegać zmiany?

Kluczowym dla tej kwestii jest zdefiniowanie sąsiedztwa. Jednym z warunków wydania decyzji o warunkach zabudowy jest określenie wymagań budowlanych dla nowej inwestycji na podstawie zabudowy, jaka dominuje w sąsiedztwie. Chodzi o to, aby na określonym terenie (na przykład osiedlu) budynki miały określoną wysokość lub miały podobne przeznaczenie. Dotychczasowo, w związku z brakiem uregulowania tej kwestii w drodze ustawy oraz orzecznictwem sądów, sąsiedztwo traktowane jest dość liberalnie, określane jako pewien obszar urbanistyczny tworzący całość. Projekt ustawy ma to zmienić.

Decyzja o warunkach zabudowy – jak dobrze mieć sąsiada

W artykule 61 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym ma zmienić się przesłanka do wydawania tych decyzji, która znacząco odbiega od powyższej definicji sąsiedztwa.

działka budowlana posiada wspólną, nie krótszą niż 4 m, granicę z co najmniej jedną działką zabudowaną budynkiem innym niż budynek pomocniczy, która jest dostępna z tej same j drogi publicznej bezpośrednio albo przez drogę wewnętrzną

W myśl takiego brzmienia przepisu, pod uwagę będzie się brało tylko i wyłącznie bezpośrednio sąsiadującą działkę z daną nieruchomością. Co to oznacza? Właściciele niezabudowanych nieruchomości będą uzależnieni od tego, co znajduje się na działce sąsiada. Jeżeli sąsiad wybudował dom, właściciel nieruchomości nie będzie miał problemów z uzyskaniem decyzji o warunkach zabudowy. Jeżeli w sąsiedztwie nie znajdują się żadne zabudowania – według nowych przepisów na swojej działce nie będzie można niczego wybudować. To nie jest dobra wiadomość dla właścicieli działek położonych na uboczach. To również ogromny problem dla deweloperów, którzy nie będą mogli budować nowych osiedli z dala od innych zabudowań.

Według autorów projektu, takie właśnie były intencje twórców poprzedniej ustawy, która wprowadziła obowiązującą obecnie definicję sąsiedztwa. Ta idea miała być zmieniona przez – a jakże – sądy, które poprzez swoje orzecznictwo przyczyniły się do jej liberalizacji.

Nasz rząd ma bardzo ciekawe podejście do prawa własności. Z jednej strony wciąż pamiętamy lex Szyszko, co umożliwiło właścicielom nieruchomości praktycznie nieskrępowaną wycinkę drzew. Również zmiany w kodeksie karnym w zakresie obrony koniecznej są motywowane typowo amerykańskim podejściem do prawa własności. Nie muszę również wspominać o liberalizacji dostępu do broni, dzięki czemu każdy będzie mógł być szeryfem w swoim mieszkaniu. Z drugiej strony, kupując działkę na uboczu, nie będzie można na niej postawić nawet altany.

 

140 odpowiedzi na “Zainwestowałeś w działkę na uboczu? Nie mamy dla Ciebie dobrej wiadomości. W myśl nowych przepisów niczego na niej nie wybudujesz”

  1. Bardzo dobrze. Skończy się stawianie wieżowców obok 2 piętrowych kamienic. I może trochę ograniczy chaotyczny rozrost przedmieść, choć w to ostatnie niestety wątpię. Dotychczasowe rozwiązanie zachęcało do korupcji, było szkodliwe dla przestrzeni miejskiej.

    Zdaje mi się, że wuzetki miały być rozwiązaniem przejściowym do czasu uchwalenia planów zagospodarowania przez gminy. Tylko gminy uznały, że nie będą tworzyć planów bo to kosztuje. Durne krótkowzroczne podejście które niestety opłaca się tylko cwaniakom.

    • i długo trwa… tworzenie takiego planu to około dwóch lat roboty i to w momencie gdy pominiemy konsultacje społeczne (bo jeszcze się ktoś przyczepi i wszystko będzie trzeba robić od nowa)

      poza tym na wuzetce można zyskać, bo stwarza pole do korupcji i nadużyć

  2. Jak najbardziej pochwalam. Aktualnie to jest wolna amerykanka w kwestii pozwoleń na budowę. Zero patrzenia całościowego na dany obszar przestrzeni. ja osobiście buduję i mam w pozwoleniu nawet ograniczenia co do typu dachu czy płotu – i to pochwalam, bo eklektyzm architektoniczny potrafi skutecznie oszpecić. Ale ja mieszkam na historycznym obszarze.,,

    • Bzdury piszesz, plany zagospodarowania przestrzennego istnieją od dawna i jasno określają jakiego typu budynki można budować na danym obszarze. I zamiast usprawnić regulacje które poprawiłyby architekturę krajobrazu – pisowcy wprowadzają kolejny idiotyczny przepis który z pewnością w przyszłości będzie zmieniony/usunięty.

  3. Zakładam, że wystarczy, by sąsiednia działka dostała pozwolenie? tzn. budynek nie musi tam fizycznie stać? ew może być w trakcie budowy?

  4. przypuszczam, że ten zapis jest tak skonstruowany, żeby wykluczyć sytuację, kiedy do okoła działki istnieją już zabudowania, ale jej kształt czy inne warunki (np. ten z drogą dojazdową) i tak nie pozwalają na budowę. Jednak mam dziwne przeczucie, że takie sytuacje wystąpią…

  5. problem będą mieli ludzie którzy kupili działki w celach rekreacyjnych. gdzie często i gęsto rolnik sprzedaje ziemię gdzieś na uboczu z dala od zabudowań.

    kolejny kiepski pomysł pisu.

  6. Właściwie, to jest dobre rozwiązanie.
    Porównajmy dwie drogi:
    A – Niemcy i tereny poniemieckie w Polsce. Zwarte wioski, a pomiędzy nimi po kilka kilometrów pustych, zwykle prostych dróg pozwalających na szybszą jazdę.
    B – Małopolska. Wioski rozproszone, lub ulicówki ciągnące się jako “teren zabudowany” kilometrami. Albo wleczemy się 50km/h przez 150km, albo przekraczamy prędkość, by dojechać w sensownym czasie.
    Do tego dochodzi skrócenie instalacji wodnych, ściekowych czy zasilających, tras przejazdu śmieciarek, czy pługów odśnieżających.
    Wymóg bezpośredniego sąsiadowania jest może nieco przesadzony, ale odleglośc pomiędzuy nowem domem a pozostałymi powinna być jednak ograniczona.
    Pozdrawiam.

  7. Urbanistyka w Polsce jest dziwowiskiem dla przyjezdnych architektów z innych krajów. Ponieważ ludzie w Polsce chcą budowac jak najdalej od siebie, w efekcie prawie cały krajobraz w naszym kraju jest oszpecony różnorakimi budynkami. Brak zwartej zabudowy podraża koszty uzbrojenia terenu, mediów, budowę dróg dojazdowych itd.
    Architekci przestrzeni marzą o tym aby wreszcie ktoś uregulował te sprawy. W Polsce mamy piękną przyrodę i wyjątkowo szpetną architektórę. Przykładem Warszawa – z wyjątkiem Starówki i Nowego miasta i kilku fragmentów, jest przykładem chaosu urbanistycznego. W innych miastach jest podobnie.
    W Polsce trudno znaleźć pustą przestrzeń, ludzie wszystko chcą zabudować. Przykładem jest Mazowsze – na całej przestrzeni porozrzucane domy odległe od siebie o kilkaset metrów i każdy inny, z innym kolorowym dachem, estetyczna zgroza. Oby to się zmieniło.

    • Olaboga, panie, ludzie siem budujo, bioronc pod uwagem praktyczne przesłanki, a nie lepsiejszy gust jakichś architektuff! Panie, powiesić wszystkich! Nie chcom słuchać, jak sonsiadka obok ubijaja schabowego, a sonsiad fapuje do pornola w imię mojego LEPSIEJSZEGO gustu architekta®? ROZSTRZELAĆ!£@@!!!!!!$%%$$!1§!1!1!!1!!!!!!!!!!!!!!!!

      A tak poważnie to bujdy pan opowiadasz. To w Polsce właśnie jest moda na bliźniaki, bloki i wszelakie formy taniego upychania jak największej ilości ludzi na jak najmniejszej przestrzeni. W krajach, do których można aspirować i z których architekci są warci cokolwiek (czyli nie tacy z krajów trzeciego świata), buduje się jak najdalej od siebie, gdyż ludzie muszą mieć przestrzeń życiową i dziwi ich raczej to, że mogą istnieć takie potworki, jak polskie jednolite, wielopiętrowe blokowiska, budowane jak najbliżej siebie.

      • Otóż to; to jest drastyczne ograniczenie prawa własności, czyli zamach na prawdziwą wolność. I to jest również realny socjalizm, ponieważ socjalizm to ideologia podporządkowująca totalnie jednostkę społeczności, stawiająca tzw. interes społeczny ponad interes osoby fizycznej. Szczególnie w tym przypadku mamy do czynienia z jednym z postulatów marksizmu-leninizmu, i to w praktyce; proszę sprawdzić, kto jest autorem pojęcia interesu społecznego, to może wreszcie oczy się wam otworzą.

        • Otóż to. To o to chodzi. Wolność niestety polega na tym, że trzeba akceptować to, iż inni będą dokonywali wyborów sprzecznych z moim własnym gustem, jeżeli chce się, by inni tolerowali nasz własny gust. Niestety, w tym wypadku odzywa się kompleks protagonisty w wielu ludziach.

      • Akurat upychanie ludzi na malej przestrzeni jest najczesciej podyktowane ograniczonym terenem pod zabudowe i rosnaca populacja.

        Tyle, ze w niektorych krajach plany zabudowy musza spelniac jakies wymagania jak jednolitosc domow i szczerze jestem za gdyz ma to na celu utrzymanie charakteru danego obszaru.

        Owszem ‚szare blokowiska’ nie sa niczym specjalnie milym dla oka i nie wnosza nic poza pamiecia o komunie. Jednak w Norwegii domy potrafia wygladac niemal identycznie i jest to piekne. Nigdzie indziej nie znajdziesz takiego skupiska podobnych domow w jednym miejscu. W Anglii nawet nowe budownictwo jest wzorowane na lokalnym (starym) i domy z czerwonej cegly czy z kamienia wygladaja uroczo.

        W miejscach gdzie nie ma zadnych ograniczen i kazdy moze budowac jak mu sie chce najczesciej dochodzi do ogolnego architektonicznego chaosu.

        A da sie budowac lepiej i to takze wielkich milionowych miastach przyklad – popatrz na Hong Kong.

        • To wszystko, co opisałeś, jest wyłącznie kwestią gustu. Zupełnie subiektywna kwestia. Swój gust powinno się realizować za własne pieniądze, zatem państwo (które nie ma żadnych własnych pieniędzy) od cudzych gustu winno się trzymać z daleka. Summa summarum – chcesz jednolitej zabudowy? Wykup całe sąsiedztwo i ujednolić zabudowę.

      • Oczywiście, niech się każdy buduje po 500m od siebie wzdłuż głównej ulicy najlepiej. Potem przychodzi płacz i pretensje do władzy centranej i lokalnej, że „ja chcem i mnie sie należy”:
        – chodnik do samego domu, bo jak to tak iść poboczem,
        – instalację elektryczną, wodno-kanalizacyjną, teleinformatyczną itd,
        – ograniczenie do 50 km/h i mniej, bo niebezpiecznie z domu wyjść i n ie ma jak z mojego zamku wyjechać.
        – do tego jeszcze autobusy dla dzieci jeżdżące wiele kilometrów pozbierać po tak rozrzuconych domach.

        Sam pochodzę z takiej rozparcelowanej wsi, gdzie do drogi asfaltowej z przystankiem miałem kilometr i to właśnie jest masakra, że po wojnie komuna, a potem w „wolnej Polsce” pozwolono budować się bez ładu i składu każdemu komu udało się tanio kupić kawałek ugoru albo dostał od rodziny.

        Przecież to wszystko kosztuje, utrzymanie i budowanie całej infrastruktury pociągniętej pod każdy dom i to płacimy wszyscy z podatków.

        Niestety dotknie to bardzo wielu ludzi, którzy zainwestowali w takie działki, żeby w przyszłości przedać i tu można spróbować pomyśleć nad jakąś rekompensatą, ale jak najszybciej powinniśmy przejść do zwartej budowy miasteczek i wsi.

        • Bredzisz pan strasznie. Przecież jest proste rozwiązanie problemu. Chcesz mieć prąd,wodę,gaz budując się na uboczu? Wybuduj infrastrukturę na swój koszt. Proste?
          Przecież kilkanaście lat temu tak było i nikt nie miał pretensji. Do dzisiaj tak jest w wielu przypadkach. Do dzisiaj nikt ci nie podłączy do działki wody, prądu czy gazu za darmo. Jak miałeś inaczej to się ciesz. A najgorzej ma „ten pierwszy” bo reszta już skorzysta z tej wybudowanej na twój koszt i oddanej za darmo infrastruktury.

          • Na chodnik czy latarnie na „ulicy” do jednej posesji to może liczyć tylko burmistrz gminy ;)
            Nie ma przecież żadnych szans nawet na drogę utwardzoną.
            A drogi gminne są utrzymywane z budżetu gminy więc z podatków mieszkańców a nie z budżetu przyległego miasta. Więc nie musisz się martwić o swoje miastowe pieniądze.

          • Nie wiem z jakiego regionu jesteś, ale wsie w mojej okolicy chyba jakoś inaczej wyglądają.

            Jak pisałem w pierwszym poście, ludzie stawiają chaty wzdłuż głównych ulic przez co zamiast 90 są coraz dłuższe odcinki 50 i mniej. Do tego właśnie dochodzą lampy, chodniki, okropne żółte barierki, co kawałek przejście dla pieszych etc.

            Nie mów, ze sam tego nie widzisz.

            Co do wsi rozparcelowanych to poza lampami cała reszta tez się zgadza, No może asfalt nie jest podlany do każdego domu, ale leje się coraz więcej, a nawet drogi gruntowe trzeba naprawiać i odśnieżać przecież tez i to są całkiem spore koszty.

        • Za instalację elektryczną, wodno-kanalizacyjną i teleinformatyczną – stety bądź też nie – płaci budujący się. Państwo za darmo tego nie podciągnie. Ach, za darmo, powiedziałam? Nie za darmo! Gdyż państwo bierze za to pieniądze! Dzięki, że mi przypomniałeś, dobry argument. Niech państwo zacznie wreszcie robić to, za co mu się w podatkach płaci i co jest głównym jego celem, zanim zacznie szukać, na jakie fanaberie można kasę wywalić. :)

          • Nieprawda to jest. Te koszty wrzucone są zbiorczo na wszystkich, dlatego tez Orange tyle sobie ceni za usługi, bo ktoś za kilometry światłowodu i jego wkopanie musi zapłacić. To samo tyczy się elektryki czy w-k, u moich rodziców jak 25 lat temu kładli wodę, a 10 lat temu kanalize to „płaciła” gmina, a nie każdy osobno. To samo z przydomowymi oczyszczalniami, bo domy rozrzucone za bardzo, żeby rurę ciągnąć i tylko mieszkańcy symbolicznie dopłacali. No i płacimy wszyscy za to, a gdyby tak wsie były ładnie skupione, każdy z kawałkiem ogrody itp to byłoby dużo lepiej.

            Za chodnik i asfalt dociągany pod coraz dalsze domy tez nie płacimy bezpośrednio, a w wyższych podatkach lub zamiast na lepsze wyposażenie szkół gmina płaci na chodniki, busy które jeżdżą wiele kilometrów by zebrać dzieci.

  8. Oby celem nowelizacji było wyeliminowanie bałaganu jaki istnieje w Polsce od jakiegoś czasu. Był piękny teren, urocze widoki, aż do czasu kiedy ktoś wystawił dom. Jak to często u nas szkaradny, nie pasujący do otoczenia, ale obsypany nagrodami jak szklarnia przy placu Powstańców Śląskich we Wrocławiu. I już nie ma pięknych widoków, za to są ogrodzenia często zasieki, bo nowobogacki wybudował fortecę. O widokach można zapomnieć. Gdyż kolega nowobogackiego wybudował się kawałek dalej. Można by takie przykłady mnożyć. Więc bardzo mi się taka ustawa podoba.

    • Ustawa jest najgorsza z możliwych, bo nie dość że nijak nie naprawia problemu o którym piszesz, to jeszcze powoduje jeszcze większy bałagan

  9. Najpierw może sprawdźcie, jak to funkcjonuje w Niemczech i innych „wysoko rozwiniętych krajach Zachodu”. Bo tam władze potrafią liczyć publiczne pieniądze i wiedzą, że każde dodatkowe 100 metrów rozluźnienia zabudowy podnosi koszty urbanizacji danego terenu o 25%. Koszty, które pokrywamy z budżetu gminy, a więc z naszych podatków. BTW, gdyby chcieć zrealizować wszystkie wnioski właścicieli terenów o ich przekształcenie na cel mieszkaniowy, to łącznie w całej Polsce mogłyby one pomieścić 100 mln mieszkańców. Przy czym urbanizacja hektara to pół miliona zł.

    • Za to u nas „potrafią liczyć” – i powstają tak ściśnięte osiedla jak na Wilanowie czy w Piasecznie gdzie od samego widoku można się udusić, a co dopiero tam mieszkać

        • Większość z tych mieszkań jest sprzedawana wyłącznie na podstawie kolorowych wizualizacji podczas gdy jeszcze nikt nie wbił przysłowiowej łopaty.

          • Oczywiście, popyt jest tak duży, że część zostaje wykupiona jeszcze zanim budowa zostanie rozpoczęta, a jak się kończy to tylko pojedyncze mieszkania zostają.

        • a gdzie mają mieszkać, skoro na swoim nie wolno nawet altanki wybudować? bo ślepym estetom przeszkadza kolor dachu, ogrodzenie… itp i zasłaniają się ustawami jak zasiekami, by ich chore poczucie eststyki było na wierzchu..

          a zobaczcie holandię, tak mały kraj, taki deficyt ziemi a obok miast długie luźne wsie, każdy ma domek ze sporym poletkiem wokół.. i mają asfalt, ścieżki rowerowe (chodników mniej ) ale nie jojczą że muszą chodzic poboczami…
          kto chce chodników jedzie do miasta, kto chce spokoju buduje domek na sporej działce i mieszka i nikt mu nie mowi jaki kolor ma mieć dach
          cale piekno jest w róznorodności, jeden ma dach trzcinowy, drugi czerwony, jeden wyższy drugi nizszy… i tak jest pięknie
          a francowate komuchy kochajace „Ład archtektoniczny” won

  10. dla mnie absurdem jest jednoczesne rozlewanie się miast i potężne tereny ogrodów działkowych . -skomunikowane, uzbrojone. itd.

    w rezultacie tysiące ludzi idą na tułaczkę i spędzą całe życie w samochodzie, a gminy wydadzą niepotrzebne setki milionów na drogi, autobusy i tramwaje na zadupie. wszystko to w sytuacji, kiedy w centrum są setki hektarów jakichś bud i rzodkiewki.
    to ogrody działkowe powinny by przeniesione na peryferia.

    • A to jest całkiem sensowny zarzut, jeżeli chodzi o planowanie przestrzenne – oparty na obiektywnych, pragmatycznych przesłankach, a nie subiektywnym widzimisię. Zwłaszcza, że te ogródki tak naprawdę nie są własnością użytkowników, zatem gminy związanych rąk nie mają.

    • Zgadzam ale częściowo. Mianowicie duża ilość ogródków działkowych ma za sobą około 70-80 lat działalności i w czasie gdy były zakładane to działo się na peryferiach miasta. Miasto zaczęło się rozrastać i wchłonęło ogródki działkowe. Nowa ustawa o ogródkach działkowych umożliwia zabranie działki ale trzeba wypłacić rekompensatę za nasadzenia i całą infrastrukturę na działce: Domek np. murowany, systemy nawadniania, długoletnie drzewa itp. Należy także pamiętać o pozytywnych aspektach działek takich jak propagowanie zdrowego wypoczynku, wprowadzanie zdrowych nawyków żywieniowych ( w dobie otyłości bardzo istotne) oraz wiedzy o roślinach owocach i warzywach. Dodatkowo można samemu wyhodować zdrową żywność i nie truć się sztucznymi związkami chemicznymi zawartymi w większości produktów spożywczych.

  11. To się nazywa mieszkanie +. Niby wolny rząd a realizuje plany PO. A własność niestety jest w Polsce umowna i zależna od urzędasów. Niedługo urzędasy będą decydować gdzie na swojej posesji można postawić doniczkę z kwiatami. Najlepiej mieszkać na kupie w brudzie i syfie z szamb i kominów, byleby tępym urzędasom było łatwiej ściągać podatki. Tyle emocji politycznych i wojna polsko-polska tylko poco jak to ta sama banda idiotów i pazernych tłuków.

  12. Wraca komuna i tyle
    To za komuny ludziom wszystko utrudniano i tak sie dzieje dzisiaj
    Rzad powinien sie wytlumaczyc z takiego dzialania przed obywatelami.
    Dlaczego tak robi dlaczego chce zatrzymac rozwoj budownictwa stworzyc martwe bezuzyteczne regiony komu maja sluzyc czy pomagac takie obostrzenia.
    Dlaczego na naszych oczach dokonuje sie dalsze niszczenie polski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *