- Bezprawnik -
- Technologie -
- Elon Musk odpalił silniki, a w Polsce odpalili kompleksy. Kompromitacja internetowego komentariatu
Elon Musk odpalił silniki, a w Polsce odpalili kompleksy. Kompromitacja internetowego komentariatu
Pokaz nowego Roadstera robi wrażenie. Znacznie mniej imponuje mi jednak sposób, w jaki część komentatorów wykorzystuje go do opowiadania o technologicznej zapaści Europy. Na co dzień elektryk jest dla nich fanaberią, a innowacyjność mierzy się liczbą chińskich wieżowców z podświetleniem. Wystarczy jednak, że samochód na baterię oderwie od ziemi Elon Musk, i nagle oglądamy wyrok na cały kontynent.
Elektryk zły, chyba że akurat skacze Roadster Muska
Uwielbiam ten moment, w którym polityczny komentator w ciągu kilkunastu sekund nagrania zostaje ekspertem od przemysłu, aerodynamiki i konkurencyjności gospodarek. Jeszcze wczoraj kpił z samochodów elektrycznych, dzisiaj zachwyca się elektrycznym autem, bo pokazał je właściwy miliarder, który po prostu jakoś ostatnio bardziej sympatyzuje z prawą stroną. Nawet lepiej nie wspominać, że kiedyś głosował np. na Baracka Obamę. Najwyraźniej to, na kogo głosujesz, ma związek z tym, czy lubisz samochody elektryczne – ale tylko do momentu, w którym elektryk należy do „naszego” miliardera.
Mam nieodparte wrażenie, że gdyby podobny pokaz urządził europejski producent, część tych samych ludzi zapytałaby, po co komu latające auto. Przecież samochód jest od jeżdżenia, a Europa zajmuje się nieprzydatnymi gadżetami i tak w ogóle to jesteśmy beznadziejni, poddajmy się Ameryce albo Chinom. Ot, takie ambicje niektórych stronnictw, które uważają się za patriotyczne albo nawet nacjonalistyczne.
Pokaz Tesli to sukces inżynierów, nie wyrok dla Europy
Żeby było jasne – pokaz Tesli był efektownym osiągnięciem inżynieryjnym. Nigdzie tego nie neguję, nie umniejszam, składam wyrazy uznania, gratuluję i życzę dalszego powodzenia. Każdy taki sukces uświadamia mi, w jak ciekawych, dynamicznych czasach przyszło mi żyć.
Takie eksperymenty mają sens, nawet jeśli przeciętny kierowca nigdy nie wykorzysta ich podczas dojazdu do pracy. Prototyp może sprawdzać granice konstrukcji, rozwijać sterowanie i przyciągać ludzi do ambitnych projektów. Bo to prototyp. Nie wszystko musi od razu mieścić zakupy i fotelik dziecięcy.
Europejski elektryk też potrafi jeździć do góry kołami
Jest zresztą pewien zabawny szczegół. W kwietniu 2025 roku brytyjski McMurtry pokazał elektrycznego Spéirlinga jadącego do góry kołami na specjalnym stanowisku. Wentylatory usuwały powietrze spod podłogi, wytwarzając docisk wystarczający do utrzymania samochodu mimo działania grawitacji.
Nie był to taki sam pokaz jak Tesli i nie oznacza, że Brytyjczycy zbudowali odpowiednik całego Roadstera. Pokazuje jednak, jak ryzykowne jest ogłaszanie europejskiej bezradności po obejrzeniu jednego filmu.
Tak, Wielka Brytania nie należy już do Unii Europejskiej. Nadal jednak należy do tej rzekomo zacofanej Europy. Brytyjski sukces nie jest dowodem na skuteczność unijnej polityki przemysłowej, ale trudno go pomijać, gdy ogłasza się technologiczną bezradność całego kontynentu. Jeśli biurokracja zjada UE, krytykujmy konkretne bariery rozwoju firm, zamiast przesuwać granice Europy za każdym razem, gdy pojawia się niewygodny przykład.
ASML, ZEISS i TRUMPF. Europejskie technologie, których nie widać na parkingu
Duża część europejskiej przewagi znajduje się tam, gdzie polityczny influencer raczej nie zajrzy: w wyposażeniu fabryk, optyce i urządzeniach potrzebnych innym producentom. Holenderskie ASML pozostaje jedynym dostawcą maszyn do litografii EUV, wykorzystywanych przy produkcji najbardziej zaawansowanych chipów.
Współpracuje przy nich między innymi z niemieckimi ZEISS i TRUMPF. To bardzo konkretna odpowiedź na pytanie, co Europa wnosi do współczesnej technologii.
I od razu sprostowanie dla drugiego obozu – ASML nie produkuje „procesorów ARM do Tesli”. Produkuje maszyny do wytwarzania układów. Samo korzysta przy tym również z amerykańskich technologii i zakładów. Globalny przemysł opiera się na współzależnościach, których nie da się uczciwie opisać tabelką narodowych triumfów.
Airbus i turbiny. Samoloty nie muszą skakać, żeby być sukcesem
Airbus dostarczył w 2025 roku 793 samoloty komercyjne, a na koniec grudnia miał zamówienia na kolejne 8754. Trudno uznać to za działalność technologicznego skansenu. Raport „Europe’s Trump Cards” zwraca z kolei uwagę na europejskie atuty między innymi w dostawach turbin i wzbogacaniu uranu.
Nie dowodzi to, że jesteśmy samowystarczalni. Pokazuje, że zależności działają w obie strony. Można oczywiście wymieniać kolejne firmy i urządzenia, ale nie chodzi o konkurs długości listy.
Chodzi o zrozumienie, że technologicznym osiągnięciem jest również maszyna, której nigdy nie kupimy do domu, a bez której ktoś inny nie wyprodukuje swojego efektownego gadżetu. Problem w tym, że trudno zrobić z niej równie chwytliwy kilkunastosekundowy film.
Raport Draghiego pokazuje prawdziwe problemy Europy. Nie trzeba ich wymyślać
Nie zamierzam jednak odpowiadać na amerykański triumfalizm równie bezmyślnym europejskim samozadowoleniem. Raport Draghiego wskazywał problemy z kosztami energii, finansowaniem innowacji i rozdrobnieniem rynku utrudniającym firmom wzrost. To właśnie z ich powodu UE musi natychmiast zmienić się gospodarczo, a to znacznie poważniejsze kwestie niż brak samochodu przeskakującego ciężarówkę. Mocna pozycja w litografii nie załatwia nam konkurencyjności w chmurze, AI czy platformach cyfrowych.
Podobnie sukces Airbusa nie rozwiązuje problemów europejskich startupów, a w ich skalowaniu Europa przegrywa wyścig o technologicznych gigantów. Chciałbym widzieć tutaj więcej kapitału gotowego finansować ryzyko, sprawniejsze inwestycje i tańszą energię. Także więcej śmiałych demonstracji. Powołaniem się na ASML nie można zamykać każdej dyskusji o słabościach Europy, dokładnie tak samo jak pokazem Tesli nie można jej przekreślać.
Podziw dla technologii nie wymaga kultu miliardera
Musk umie sprzedawać wizję i skupiać uwagę. Europie przydałoby się więcej takiej odwagi w opowiadaniu o przyszłości, pod warunkiem że za zapowiedziami będą nadążały produkty. Można docenić jego inżynierów, pamiętać o opóźnieniach Roadstera i jednocześnie krytykować polityczne wypowiedzi ich szefa.
Można też chcieć silniejszej Europy, która zmniejszy dystans ekonomiczny pomiędzy Europą i USA, bez udawania, że Amerykanie potrafią wyłącznie robić marketing. Najbardziej męczy mnie przekonanie, że zachwyt nad cudzym osiągnięciem musi się zaczynać od pogardy wobec własnego otoczenia.
Chętnie obejrzę kolejny taki pokaz. Chętnie zobaczę też jego europejskiego konkurenta. Tylko zanim ktoś znów ogłosi śmierć naszego kontynentu, mógłby sprawdzić coś więcej niż krótki, marketingowo zorientowany klip.










