Cena? 15,60 euro za akcję, z wyraźną premią wobec ostatnich wycen. To nowy rozdział w historii firmy, która zrewolucjonizowała polski e-commerce.
15,60 euro – czy to dobra cena?
Zacznijmy od tego, co najważniejsze dla akcjonariuszy. Oferowana cena 15,60 euro to poziom wyraźnie powyżej średnich wycen InPostu z ostatnich lat, kiedy kurs oscylował w okolicach 10–12 euro. Z perspektywy inwestora, który kupił akcje w dołku, to solidny zarobek.
Jak ocenia ekspert XTB, teza Brzoski o niedowartościowaniu spółki nie jest bezpodstawna. InPost notuje imponujące wzrosty w kluczowych miernikach operacyjnych i finansowych – w 2024 roku firma po raz pierwszy przekroczyła barierę miliarda obsłużonych przesyłek, a wzrosty rok do roku sięgają 20–22%. Rynek rzeczywiście wydawał się przeceniać ryzyka związane ze spółką, nie doceniając jej potencjału.
Konsorcjum może dać InPostowi to, czego brakowało na giełdzie – cierpliwego kapitału na agresywną ekspansję międzynarodową. Bo InPost od dawna aspiruje do roli lidera nie tylko polskiego, ale europejskiego rynku paczkomatów, a to wymaga miliardowych inwestycji w infrastrukturę.
FedEx i Advent – silni partnerzy, ale z bagażem
Skład konsorcjum nie jest przypadkowy. FedEx to globalny gigant logistyczny, który wnosi sieć dystrybucji, know-how w zakresie logistyki ostatniej mili i dostęp do rynków, na które InPost sam wchodziłby latami. Czeski PPF – holding założony przez zmarłego Petra Kellnera – to podmiot z doświadczeniem w infrastrukturze i telekomunikacji w Europie Środkowo-Wschodniej. Advent International to fundusz private equity wyspecjalizowany w spółkach logistycznych i e-commerce z potencjałem wzrostu.
Tyle teorii. W praktyce fundusze private equity mają jednak złą sławę – i nie bez powodu. Ich model operacyjny często opiera się na nadmiernej redukcji kosztów i „drapieżnym" poprawianiu rentowności, co zwykle odbija się na jakości usług. Każdy, kto kiedykolwiek obserwował, co dzieje się z firmą po przejęciu przez PE, wie, że pierwsze cięcia dotyczą zwykle ludzi i inwestycji długoterminowych – czyli dokładnie tego, co do tej pory napędzało sukces InPostu.
@bezprawnik InPost schodzi z giełdy - czy to dobry deal? Analiza transakcji z FedExem Omawiamy prawdę na temat wycofania InPostu z giełdy i zmiany struktury właścicielskiej. Wyjaśniamy, dlaczego to nie jest przejęcie przez FedEx, który otrzyma 37 procent udziałów, podczas gdy Rafał Brzoska zwiększa swój udział z 12 do 16 procent. Pokazujemy, jak ta transakcja jest korzystna dla wszystkich stron - dla FedExu, który potrzebuje wsparcia na ostatniej mili w Europie, dla InPostu, który zyskuje strategicznego partnera, i dla Polski, bo firma pozostaje tutaj zarządzana, płaci podatki i ma siedzibę. Analizujemy, dlaczego InPost jest bardziej polski niż kiedykolwiek, oraz dlaczego to jest naprawdę dobry deal. #InPost #FedEx #Giełda #RafałBrzoska #Biznes
♬ oryginalny dźwięk - Bezprawnik
Brzoska zostaje, ale czy na pewno rządzi?
W oficjalnych komunikatach podkreśla się, że InPost ma zachować niezależność operacyjną, główna siedziba i kadra zarządzająca pozostaną w Polsce, a Rafał Brzoska zadeklarował pełne zaangażowanie w kierowanie grupą. Brzmi uspokajająco.
Ale w biznesie nic nie jest na zawsze. Pozycję dominującą w konsorcjum mają FedEx i Advent – nie Brzoska. Jego fundusz A&R jest jednym z czterech graczy, i to nie największym. W niektórych scenariuszach można więc przewidywać stopniową utratę kontroli przez założyciela nad własną spółką.
Nie byłby to przypadek odosobniony. Sam Advent doprowadził już wcześniej do zbliżonej „wymiany" po przejęciu izraelskiej spółki technologicznej Sapiens International. Scenariusz, w którym Brzoska za kilka lat odchodzi z InPostu „za porozumieniem stron", nie jest nieprawdopodobny.
A co z monopolem?
Jest jeszcze kwestia, o której w euforii łatwo zapomnieć. Według różnych szacunków InPost kontroluje ponad połowę rynku punktów odbioru w Polsce oraz istotną część rynku kurierskiego. Wejście we współpracę z globalnym gigantem logistycznym takim jak FedEx może budzić uzasadnione obawy o tendencje monopolistyczne.
W innych krajach takie przejęcie znalazłoby się pod lupą regulatorów antymonopolowych. W Polsce jednak – jak pisaliśmy już przy okazji analizy transakcji – regulacje mające ograniczać tego typu zjawiska pozostają dekady za standardami krajów rozwiniętych, a obecne minimum regulacyjne, wymuszone przez Unię Europejską, i tak nie jest w pełni respektowane. Dlatego „ryzyko regulacyjne", o którym było głośno w ostatnim czasie (np. w kontekście Netflixa), w przypadku InPostu jest znikome.
Paradoksalnie, to akurat nie jest dobra wiadomość – ani dla konkurencji, ani dla konsumentów, którzy mogą w przyszłości odczuć skutki braku realnej presji konkurencyjnej na rynku paczkomatów.
Mądry deal, ale nie bez ryzyk
InPost pod rządami Brzoski przeszedł drogę od startupowej idei do firmy obsługującej miliard przesyłek rocznie. Teraz wchodzi w kolejną fazę – z globalnym partnerem, cierpliwym kapitałem i ambicją zdobycia Europy. Jak podkreśla ekspert XTB, konsorcjum daje spółce realne szanse na stanie się liderem europejskiego rynku logistyki e-commerce, do czego InPost ewidentnie aspiruje.
Pytanie brzmi: czy za pięć lat InPost nadal będzie firmą Brzoski – ze wszystkim, co to oznacza: odwagą w inwestycjach, agresywną ekspansją, innowacyjnymi pomysłami wykraczającymi poza samą logistykę – czy stanie się kolejną spółką portfelową funduszu PE, zoptymalizowaną pod EBITDA kosztem wszystkiego innego.
Na razie Brzoska ma powody do satysfakcji. Ale historia tego, jak InPost wyrósł na narodowego czempiona, pokazuje, że siłą firmy zawsze była wizja jej założyciela. Czas pokaże, czy ten deal to triumf, czy początek końca InPostu, jakiego znamy.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj