Pytanie „jak wygląda dział spadku między rodzeństwem, gdy jest mieszkanie" to jedno z najczęściej zadawanych pytań w kontekście spraw spadkowych – i jedno z najtrudniejszych. Bo mieszkania nie da się przeciąć na trzy równe kawałki. A emocje po stracie rodzica potrafią zamienić nawet najbliższe rodzeństwo w strony postępowania sądowego.
Zanim podzielicie mieszkanie, musicie potwierdzić, że jest wasze
Pierwszy krok to formalność, o której wielu spadkobierców zapomina. Samo bycie dzieckiem zmarłego nie wystarczy – potrzebujecie dokumentu potwierdzającego wasze prawo do spadku. Są dwie drogi: sądowe postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku (opłata 100 zł + 5 zł za wpis do Rejestru Spadkowego) albo notarialny akt poświadczenia dziedziczenia (około 300–400 zł, ale załatwiacie sprawę w jeden dzień). Oba postępowania można połączyć z działem spadku, co skraca cały proces o kilka miesięcy.
U notariusza musicie się pojawić wszyscy i wszyscy musicie być zgodni. Jeśli choć jedna osoba kwestionuje udziały albo po prostu nie chce się stawić – pozostaje sąd. I tu uwaga: jeśli rodzic był w związku małżeńskim, najpierw trzeba podzielić majątek małżeński, a dopiero potem dzielić spadek. Bo połowa mieszkania prawdopodobnie należała do żyjącego rodzica z tytułu wspólności majątkowej, a nie spadkobrania.
Trzy sposoby na podział – i żaden nie jest idealny
Kodeks cywilny daje rodzeństwu trzy możliwości rozwiązania problemu wspólnego mieszkania.
Pierwsza to przyznanie mieszkania jednemu z rodzeństwa ze spłatą pozostałych. W praktyce to najczęstszy scenariusz, zwłaszcza gdy jedno z dzieci mieszka w spadkowym lokalu od lat. Przykład: mieszkanie warte 600 000 zł, troje rodzeństwa dziedziczy po 1/3. Kto przejmuje mieszkanie, musi przelać pozostałym po 200 000 zł. Brzmi prosto, ale sąd w 2026 roku bardzo wnikliwie sprawdza, czy osoba przejmująca nieruchomość rzeczywiście ma zdolność finansową do spłaty. Deklaracja bez pokrycia skończy się odmową.
Druga możliwość to sprzedaż mieszkania i podział gotówki. Jeśli rodzeństwo jest zgodne, idzie razem do biura nieruchomości, sprzedaje po cenach rynkowych i dzieli pieniądze u notariusza. Jeśli nie ma zgody, sąd zarządza sprzedaż licytacyjną przez komornika – i tu zaczyna się dramat. Cena uzyskana na licytacji jest niemal zawsze znacznie niższa od rynkowej, a koszty egzekucji zjadają sporą część i tak okrojonej kwoty.
Trzecia opcja to podział fizyczny. Teoretycznie możliwa, ale w przypadku mieszkania w bloku – praktycznie nierealna. Domu jednorodzinnego nie da się łatwo podzielić na trzy odrębne lokale spełniające normy budowlane. Sąd nie ma obowiązku dzielić każdego składnika spadku osobno i czasem lepszym wyjściem jest częściowy dział spadku, obejmujący tylko te składniki, co do których rodzeństwo potrafi się porozumieć.
Notariusz kontra sąd – czas kontra pieniądze
Jeśli rodzeństwo jest zgodne co do sposobu podziału, najszybszą drogą jest umowa u notariusza w formie aktu notarialnego. Koszt zależy od wartości dzielonego majątku i wynika z taksy notarialnej – przy mieszkaniu wartym 600 000 zł to kilka tysięcy złotych plus VAT i opłaty za wpis w księdze wieczystej. Drogo, ale sprawę załatwiacie w jedno popołudnie.
Droga sądowa jest tańsza – opłata za wniosek o dział spadku wynosi 500 zł (300 zł, jeśli wszyscy złożycie zgodny projekt podziału; 1000 zł, jeśli dział spadku łączycie ze zniesieniem współwłasności). Ale postępowanie sądowe potrafi ciągnąć się latami, zwłaszcza jeśli rodzeństwo kłóci się o wycenę mieszkania i sąd musi powoływać biegłego rzeczoznawcę. Sam koszt opinii biegłego to kolejne kilka tysięcy złotych.
Brat mieszka w spadkowym mieszkaniu i nie chce się ruszać
To jeden z najczęstszych scenariuszy konfliktowych. Jedno z rodzeństwa zajmuje całe mieszkanie po rodzicach, korzysta z udziałów należących do pozostałych i nie kwapi się ani do wyprowadzki, ani do spłaty. Co wtedy?
Pozostali współwłaściciele mogą żądać wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z ich udziałów. Kwota odpowiada rynkowemu czynszowi najmu proporcjonalnie do udziałów – jeśli brat ma 1/3 i zajmuje całe mieszkanie, to korzysta bezprawnie z 2/3 powierzchni. Rozliczenie takich kwot odbywa się przy okazji działu spadku i potrafi znacząco zmienić bilans spłat. Bywa, że dług za bezumowne korzystanie za kilka lat praktycznie zeruje obowiązek spłaty.
Z drugiej strony – jeśli to brat przez lata remontował dom, wymieniał okna i płacił rachunki, ma prawo żądać rozliczenia nakładów. Sąd odejmie wartość udowodnionych nakładów od kwoty spłaty, żeby nie karać tego, kto dbał o wspólny majątek.
Zachowek to osobna sprawa
Wielu ludzi myli dział spadku z zachowkiem. To dwa różne postępowania i nie można ich rozstrzygać w jednym procesie. Zachowek wchodzi w grę, gdy spadkodawca sporządził testament pomijający któreś z dzieci, albo gdy za życia przekazał lwią część majątku w formie darowizny jednej osobie. Wtedy pominięci mogą żądać kwoty odpowiadającej połowie ich udziału ustawowego (lub 2/3, jeśli są małoletni albo trwale niezdolni do pracy). Ale to wymaga osobnego pozwu i osobnego postępowania.
Nie odkładajcie tego na później
Jak wygląda dział spadku między rodzeństwem, gdy jest mieszkanie? Na papierze – dość przejrzyście. W życiu – znacznie trudniej, bo do przepisów dochodzą emocje, poczucie krzywdy i wieloletnie żale. Jedno jest pewne: im dłużej zwlekacie z uregulowaniem sprawy, tym gorzej. Dział spadku nie jest obowiązkowy, ale bez niego każde z rodzeństwa jest współwłaścicielem wszystkiego i jednocześnie niczego – nie może samodzielnie sprzedać, wynająć ani nawet przepisać mieszkania w księdze wieczystej.
Z każdym rokiem rośnie ryzyko, że sytuacja się skomplikuje: ktoś z rodzeństwa weźmie kredyt i komornik zajmie jego udział w spadkowym mieszkaniu, ktoś się rozwiedzie i do podziału dojdzie jeszcze eks-małżonek, a koszty utrzymania nieruchomości będą rosły. Najlepszy moment na dział spadku jest teraz – najlepiej u notariusza, jeśli się zgadzacie, albo w sądzie, jeśli nie. Ale w każdym razie – nie jutro.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj