Kaczyński chce implementować ACTA 2 tak, by bronić wolności. To kolejny przykład niezrozumienia skutków dyrektywy

Biznes Gorące tematy Technologie dołącz do dyskusji (105) 30.03.2019
Kaczyński chce implementować ACTA 2 tak, by bronić wolności. To kolejny przykład niezrozumienia skutków dyrektywy

Udostępnij

Jakub Kralka

Jarosław Kaczyński na swojej konwencji w stanowczy sposób wystąpił dziś przeciwko ACTA 2. 

Tradycyjnie już Prawo i Sprawiedliwość rozgrywa Platformę Obywatelską politycznie. Proceder ten trwa nieprzerwanie mniej więcej od czasu wyjazdu Donalda Tuska do Brukseli. W przypadku ACTA 2, czyli dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, już od wielu miesięcy PiS gra o głosy młodych ludzi, stanowczo sprzeciwiając się tej dyrektywie.

Biorąc pod uwagę niskie społeczne poparcie dla ACTA 2 i fakt, że obok Szwecji oraz Holandii Polacy sprzeciwiali się tej dyrektywie w Europie najbardziej, negowanie kontrowersyjnego prawa to o wiele mądrzejsza metoda rozgrywania problemu, niż robi to Platforma Obywatelska. Przypomnijmy – Platforma Obywatelska najpierw głośno popierała dyrektywę, potem na kilka dni przed ostatecznym głosowaniem stwierdziła, że stanowczo jej nie popiera, by ostatecznie część europosłów Platformy zagłosowała za jej przyjęciem. Byli to:

Julia Pitera Bogdan Zdrojewski Tadeusz Zwiefka Barbara Kudrycka Danuta Hubner Agnieszka Kozłowska-Rajewicz Marek Plura Kazimierz Ujazdowski (niezależny)

Kaczyński przeciwko ACTA 2

Na łamach Bezprawnika pisałem, że ACTA 2 to tylko dyrektywa i najgroźniejszy będzie sposób w jaki zostanie wdrożona. Wskazywałem na zagrożenie, że złe sugestie europejskiej dyrektywy mogą zostać wykorzystane przez niektóre rządy jako narzędzie cenzury. Tymczasem dziś, na konwencji Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński zapowiedział, że jest przeciwnikiem ACTA 2 i zostanie ona do polskiego prawa wdrożona w taki sposób, by nie zagrażała wolności wypowiedzi.

Nawet jeśli tak się stanie, co jest dobrą wiadomością, minimalizuje to konsekwencje dyrektywy w stopniu minimalnym. Należy bowiem pamiętać o tym, że jest ona wymierzona przede wszystkim w amerykańskie korporacje medialne. Europejscy wydawcy prasy stwierdzili, że Google ma tak dużo pieniędzy, że powinien uruchomić przymusowy program grantów i rozdawać pieniądze za „korzystanie z ich treści”. Wprawdzie do tej pory żadna mądra głowa nie wyjaśniła mi na czym to korzystanie z treści przez Google polega, bo to trochę tak jakby książka telefoniczna „korzystała z mojego abonamentu telefonicznego”, ale wraz z ogromnymi pieniędzmi w tle, kupczeniem Nord Stream 2 i wpływami w Parlamencie Europejskim.

Rzecz w tym, że „ACTA 2” próbowano wdrożyć już na pojedynczych rynkach europejskich, czemu Google zaśmiało się w twarz i po prostu wykluczyło wielkie wydawnictwa ze swoich usług (w rezultacie wydawnictwa wracały z bombonierkami i laurkami, bo wbrew temu, co opowiadają wam dziennikarze prasy drukowanej, to media internetowe korzystają bardziej na obecności w Google News, niż Google News na obecności tych mediów). Cała idea ACTA 2 sprowadza się do tego, by zmiany wymusić na półmiliardowym rynku medialnym, którego Google nie będzie mogło potraktować tak, jak np. samych Niemców.

Nawet jeśli Polska wdroży dyrektywę w sposób „niezagrażający wolności słowa” (o ile to w ogóle będzie możliwe) to będzie tylko niewielkim wycinkiem europejskiego rynku. A Google zapewne nie zostawi uśmiechniętej wersji „Google Dla Polaków”, tylko swoich zmian w algorytmach Google News czy YouTube będzie dokonywać na całym europejskim rynku. Tym samym zapowiedź PiS – zakładając, że w ogóle można traktować ją poważnie – stawia pod pewnym znakiem zapytania czy wyłączymy komentarze na Bezprawniku, czy nie (nie jesteśmy w stanie filtrować czy 5000 komentarzy miesięcznie nie jest np. naruszeniem praw do komentarza kogoś z facebooka), natomiast w ogóle nie uspokaja pod względem możliwych konsekwencji przyjęcia dyrektywy.

Fot. tytułowa: Silar/Wikimedia, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International