Zaśmiecanie to nie znikoma szkodliwość społeczna…
Zaśmiecanie jest wykroczeniem. Konkretnie mowa o nim w art. 145 kodeksu wykroczeń, zgodnie z którym za zanieczyszczanie lub zaśmiecanie miejsc publicznych podlega karze grzywny nie niższej niż 500 złotych. Szkopuł w tym, że zwykle na dolnej granicy (czyli właśnie na kwocie 500 złotych) się kończy.
Z kolei za nieprawidłowe parkowanie nie określono wprawdzie dolnej granicy kary grzywny (art. 97 kodeksu wykroczeń), określono natomiast górną – do 3000 złotych. W praktyce więc za oba wykroczenia mandaty wystawiane są w podobnych kwotach, z tym że zdecydowanie łatwiej „złapać” mandat za parkowanie, niż za zaśmiecanie…
Dlaczego tak jest? Ponieważ w przekonaniu wielu Polaków „wspólne” to synonim słowa „niczyje”. A skoro ulica, las, czy park są niczyje… to przecież nikt nie będzie miał pretensji o zaśmiecanie. Jedynie wyższe kary są w stanie to zmienić. A problem jest naprawdę duży – wystarczy przejść się na spacer po lesie bądź zagajniku. Wyrzucone „małpki”, czy opakowania po papierosach, to tylko wierzchołek góry lodowej. W lasach można znaleźć opony, pralki (swoją drogą zawsze podziwiam determinację – takie sprzęty nie są lekkie, a ktoś je musiał przecież tam przetransportować), ubrania, stare telewizory wiele innych śmieci.
Kary za zaśmiecanie powinny być zdecydowanie wyższe
Jeśli naprawdę chcemy poprawić stan środowiska, trzeba przestać traktować śmiecenie jako niewinne wykroczenie. W wielu krajach Europy Zachodniej kary są znacznie surowsze. W Niemczech za wyrzucenie niedopałka na ulicę można zapłacić nawet 100 euro (w Polsce zapewne zostałoby to zignorowane), a w Szwajcarii – do 300 franków. We Włoszech za śmiecenie w parkach miejskich grożą kary do 600 euro. Efekt? Czystsze ulice i większy społeczny wstyd przed zaśmiecaniem.
W Polsce kara powinna być odczuwalna. Mandat za wyrzucenie śmieci w miejscu publicznym mógłby zaczynać się od 1000 zł, a w przypadku zaśmiecania lasów – sięgać kilku tysięcy. Co ważne, kary muszą iść w parze z egzekucją: więcej fotopułapek w lasach, współpraca z Lasami Państwowymi, większe uprawnienia dla straży miejskiej i obywatelskich inicjatyw ekologicznych.
Czas na nową hierarchię wartości w mandatach!
Wyższe mandaty to tylko nowy przepis i dodatkowe wpływy do Skarbu Państwa. Druga to edukacja i zmiana społecznych nawyków. Wciąż pokutuje przekonanie, że „ktoś to posprząta”, że gmina ma od tego ludzi, a „jedna puszka to przecież nic takiego”. Tymczasem każda taka „jedna puszka” staje się częścią ogromnego problemu, który z roku na rok tylko się pogłębia.
Przecież tak dbamy o ekologię. Segregujemy odpady (od niedawna jeszcze bardziej restrykcyjnie, bo tekstylia musimy wyrzucać osobno). Od października płacimy kaucję za butelki. Nie możemy już kupić plastikowej słomki, czy sztućców na grilla. A gdzie walka z powszechnym śmieniem? Może, zamiast sięgać do portfeli wszystkich, trzeba sięgnąć do kieszeni tych, którzy faktycznie zaśmiecają nasze środowisko.
Nie chodzi o to, by karać dla samego karania, ale by wreszcie zrozumieć, że czyste środowisko to dobro wspólne, tak samo ważne, jak bezpieczne drogi. Skoro za złe parkowanie płacimy kilkaset złotych, to za świadome zaśmiecanie lasu, ulicy, czy trawnika, powinniśmy płacić znacznie więcej.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj