A branża - konkretnie Polskie Stowarzyszenie Lekkiej Elektromobilności - ostrzega: kusząco tanie oferty z internetu mogą się skończyć tym, że klient zostanie bez hulajnogi, bez roweru i bez pieniędzy.
Wiceminister finansów i zastępca szefa KAS Zbigniew Stawicki napisał w grudniu w odpowiedzi na interpelację posła Franciszka Sterczewskiego, że KAS przeprowadziła szkolenie dotyczące elektrycznych rowerów, a przy okazji objęła nim także e-hulajnogi. Sama interpelacja dotyczyła „zwalczania importu nielegalnych pseudorowerów elektrycznych” - i już samo to sformułowanie pokazuje, o co chodzi. Mamy masę urządzeń, które wyglądają jak rower, czasem jeżdżą jak motorower, a w papierach udają coś, co nie wpada w twardsze wymagania.
W szkoleniu KAS nie chodziło więc o mięso: regulacje unijne, status pojazdów w przepisach homologacyjnych, podział kompetencji nadzoru rynku (co jest objęte obowiązkiem homologacji typu, a co nie), a także przepisy o hulajnogach i urządzeniach transportu osobistego w Prawie o ruchu drogowym i tzw. rozporządzeniu technicznym. Dorzucono też wątek planowanych zmian legislacyjnych i nadzoru rynku lekkich pojazdów elektrycznych. Innymi słowy: państwo uczy się rynku, zanim rynek nauczy państwo kolejnych sztuczek.
Dlaczego to ważne akurat teraz?
Bo internetowa sprzedaż hulajnóg i e-rowerów jest w Polsce ogromna, a w szarej strefie kręci się realny pieniądz
PSLE oszacowało w listopadzie wartość nielegalnej sprzedaży hulajnóg elektrycznych w Polsce w tym roku na co najmniej 200 mln zł. To nie są „drobne niedociągnięcia w papierach”, tylko segment, który potrafi wypchnąć z rynku uczciwych sprzedawców, a budżet państwa - z VAT, cła i podatków - z pieniędzy, które normalnie finansują drogi, szkoły czy ochronę zdrowia.
Mechanizm jest prosty i działa, bo trafia w polską wrażliwość na promocje. Na dużych platformach e-commerce pojawiają się oferty od trudnych do zidentyfikowania podmiotów zagranicznych. Cena jest niska, czas dostawy obiecujący, a opis brzmi profesjonalnie. Problem w tym, że ta „atrakcyjność” bywa zbudowana na omijaniu zobowiązań celno-skarbowych, ignorowaniu wymogów bezpieczeństwa wynikających z norm unijnych, a czasem także na obchodzeniu praw konsumenta - choćby w kwestii gwarancji czy realnej odpowiedzialności sprzedawcy. Klient widzi tylko wynik na metce. Nie widzi, co z tej metki nie zostało opłacone.
Do tego dochodzi nowy element ryzyka: skoro KAS zaczyna mocniej przyglądać się temu rynkowi, rośnie szansa, że towar zostanie zatrzymany. I tu pojawia się scenariusz, który PSLE nazywa wprost - możesz nie dostać opłaconego pojazdu, jeśli służby zakwestionują jego status.
W listopadzie, w ramach tylko jednego śledztwa, KAS zabezpieczyła w magazynie ponad 2 tys. elektrycznych rowerów i hulajnóg oferowanych w internecie. To działa jak kubeł zimnej wody zwłaszcza w sezonie prezentowym: kupujesz „na ostatnią chwilę”, liczysz na paczkę pod choinkę, a kończysz z frustracją i przepychanką z kimś, kogo nie da się łatwo zlokalizować, a czasem nawet jednoznacznie nazwać „sprzedawcą” w praktycznym sensie.
W lekkiej elektromobilności największym ryzykiem bywa nie sama jazda, tylko jakość sprzętu - szczególnie baterii, ładowarek i elektroniki sterującej
Jeśli ktoś oszczędza na zgodności z normami, to oszczędza dokładnie tam, gdzie konsekwencje potrafią być najgorsze. A że e-hulajnoga w codziennej eksploatacji potrafi kosztować symboliczne 2-3 zł za 100 km, to cena zakupu staje się główną barierą - i główną pokusą, żeby „wziąć taniej”.
Co może zrobić kupujący, zanim zaryzykuje kilkaset czy kilka tysięcy złotych? Przede wszystkim potraktować zakup jak zakup sprzętu elektrycznego, a nie jak gadżetu. Sprawdzić, czy sprzedawca jest realnie zarejestrowany w Polsce, czy wystawia normalny dowód zakupu, jak wygląda obsługa gwarancji i zwrotów, kto odpowiada za serwis, czy w ogóle istnieje polska infolinia i adres. Jeśli oferta jest rażąco tańsza od rynku, to zwykle nie jest „cud zakupowy”, tylko sygnał, że ktoś tnie koszty poza radarem - a wtedy klient bywa ostatnim, który dowiaduje się, że uczestniczy w eksperymencie.
Ministerstwo Finansów zapowiada kolejne szkolenia i dalszą współpracę z organami nadzoru rynku. I prawidłowo.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj