Głośna sprawa z Turcji ma dużo więcej składowych niż tylko internetowa obsesja męża-erotomana
Pewien mężczyzna żyjący w Turcji miał swoją życiową pasję. Nałogowo lajkował zdjęcia kobiet w mediach społecznościowych. Samo w sobie nie jest to może nic dramatycznie niewłaściwego, ale nasz bohater miał żonę. Kobiecie nie pasja męża nie przeszkadzała do tego stopnia, że zażądała rozwodu. Sąd zaś nie tylko przychylił się do jej żądania, ale wręcz orzekł rozwód z winy mężczyzny i zasądził wobec niego obowiązek alimentacyjny wraz z odszkodowaniem.
Wielu z nas słyszało tę historię z tureckiego miasta Kayseri, gdzie znajdował się sąd rodzinny, który wydał wyrok. Nie ma się co dziwić, bo historię błyskawicznie podchwyciły media praktycznie z całego świata. Pytanie o to, czy lajkowanie zdjęć obcych kobiet może być powodem do orzeczenia rozwodu z winy lajkującego małżonka, nasuwa się samo. Odpowiedź nie jest jednak wcale taka prosta, jak by się mogło wydawać.
Nawet w przypadku prawa tureckiego nie wydaje się, by internetowa pasja byłego już małżonka stanowiła wystarczający powód tak surowego potraktowania. Wiemy na pewno, że kobieta zarzuciła mężowi także słowne upokarzanie oraz ciągłe krytykowanie.
Co szczególnie istotne: mężczyzna miał także nie zapewniać wsparcia finansowego gospodarstwu domowemu. Lajki pod kobiecymi zdjęciami nie stanowiły więc wyłącznej podstawy orzeczenia rozwodu z winy męża. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że nie były tutaj najważniejszą przesłanką. Warto także dodać, że ten zamieszczał także sugestywne komentarze, co jest już dużo bliższe powszechnym wyobrażeniom zdrady małżeńskiej.
Nie da się równocześnie zaprzeczyć, że sędziowie zwrócili uwagę na lajkowanie zdjęć kobiet w mediach społecznościowych w swoim rozstrzygnięciu. Stwierdzili, że "Te pozornie niegroźne internetowe interakcje mogą w rzeczywistości wzmocnić brak pewności siebie i podkopać równowagę w związku". Tureccy prawnicy ostrzegają zaś, by uważać na to, co publikujemy w internecie, bo może to zostać wykorzystane przeciwko nam także w sprawach rozwodowych. Z obydwoma stwierdzeniami trudno się nie zgodzić.
Nałogowe lajkowanie zdjęć kobiet lub mężczyzn w Polsce też może stanowić podstawę do orzeczenia o winie przy rozwodzie
Jak to wyglądałoby w Polsce? Prawdę mówiąc, bardzo podobnie, jeśli uwzględnimy opisany wyżej szerszy kontekst sprawy. Różnica jest taka, że sąd w Kayseri był stosunkowo litościwy dla mężczyzny. Musiał zapłacić 60 000 lir odszkodowania i będzie odprowadzać 1 000 lir miesięcznie tytułem alimentów. Dla porównania: średnia turecka miesięczna pensja wynosi obecnie ok. 35 000 - 45 000 lir, a płaca minimalna w tym roku to 28 075 lir netto. Tymczasem w Polsce alimenty na byłego małżonka są w stanie z powodzeniem zrujnować zobowiązanego.
Interesujące pozostaje jednak to, czy samo lajkowanie zdjęć kobiet w mediach społecznościowych może sprawić, że sąd obarczy męża wyłączną winą za rozkład pożycia małżeńskiego. Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, musimy najpierw zastanowić się nad tym, jak właściwie sądy rodzinne rozstrzygają o winie przy rozwodzie. Podpowiedź znajdziemy na przykład w wyroku Sądu Apelacyjnego w Katowicach o sygnaturze I ACa 35/2010:
Orzekając w przedmiocie winy sąd winien ustalić czy występuje sprzeczność zachowania się albo postępowania małżonka z normami prawnymi lub zasadami współżycia, określającymi obowiązki małżonków, a sprzeczności tej towarzyszy umyślność lub niedbalstwo tegoż małżonka. Nadto między takim zachowaniem się lub postępowaniem małżonka, a powstałym rozkładem pożycia małżeńskiego musi istnieć związek przyczynowy. A zatem nie każde naruszenie obowiązków małżeńskich stanowić będzie o winie danego małżonka lecz tylko te, które miało wpływ na spowodowanie (bądź utrwalenie) rozkładu pożycia małżeńskiego.
Mamy więc trzy kluczowe czynniki: sprzeczność zachowania z zasadami współżycia społecznego dotyczącymi relacji małżeńskich, wina w rozumieniu prawnokarnym po stronie danego małżonka oraz związek przyczynowy z rozkładem pożycia małżeńskiego.
Wydaje się, że lajkowanie zdjęć obcych kobiet wypełnia je wszystkie. Mamy do czynienia z czymś, co współcześnie określa się mianem "mikrozdrady" albo "zdrady emocjonalnej", a kiedyś mówiłoby się raczej o "oglądaniu się za innymi kobietami". Jeżeli mówimy o zjawisku ciągłym, to trudno mówić nawet o niedbałości. W grę wchodzi umyślność takiego zachowania. Jeżeli zaś żonie takie zachowanie bardzo przeszkadza, a mąż ani myśli przestać, to mamy gotową przyczynę postępującej dezintegracji związku.
W praktyce można się spodziewać prób przerzucania odpowiedzialności na drugą stronę. Niekiedy w grę wchodzą całkiem rozsądne argumenty. Rozkład pożycia pomiędzy małżonkami mógł się w końcu zacząć dużo wcześniej, a "oglądanie się za innymi" stanowiło jedynie reakcję na wcześniejsze zdarzenie. Możliwą taktyką procesową o wątpliwej skuteczności jest także bagatelizowanie problemu.
Należy także wspomnieć, że lajkowanie zdjęć obcych mężczyzn i "niewinny flircik" w internecie stanowi dokładnie to samo zjawisko. W obydwu przypadkach takie zachowania jak najbardziej mogą zostać uznane za polski sąd za powód do orzeczenia rozwodu z wyłącznej winy takiego małżonka.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj