A wiecie, że limit na zgromadzeniach publicznych to cały czas 5 osób? Rząd odmraża wszystko, poza tym co dla niego niewygodne

Państwo dołącz do dyskusji (86) 17.05.2021
A wiecie, że limit na zgromadzeniach publicznych to cały czas 5 osób? Rząd odmraża wszystko, poza tym co dla niego niewygodne

Maciej Bąk

Czy wiecie, że limit osób na zgromadzeniach publicznych cały czas wynosi… pięć osób? Wygląda to kuriozalnie, szczególnie jeśli przypomnimy sobie obrazki z minionego weekendu, podczas którego centra miast zamieniły się w jedną wielką imprezę. No ale impreza jest niepolityczna, a zgromadzenie już tak. Więc po co rządowi coś, co jest mu nie na rękę?

Limit osób na zgromadzeniach

W niedzielę na Placu Zamkowym demonstrował 1 (słownie: jeden) człowiek. Mężczyzna miał w ręku transparent z napisem „Nowy Polski Ład = Trybunał Stanu”. Przechodnie nagrali podjętą wobec niego interwencję policji. Funkcjonariuszy było kilkunastu. Najpierw wyrwali człowiekowi transparent, a potem zaciągnęli go – trzymając za ręce i nogi – do radiowozu. W tym wypadku, jak widać, nawet przestrzeganie limitu pięciu osób nie było okolicznością łagodzącą.

W ten sam weekend tysiące osób świetnie bawiły się w plenerowych miejscówkach z okazji poluzowania obostrzeń dla gastronomii. W moim Gdańsku tereny postoczniowe tętniły życiem jak za starych dobrych czasów, ludzie stali w ogromnych kolejkach do wejścia, jedli, pili, tańczyli i cieszyli się chwilą. Policjanci nie interweniowali, zresztą statystyki ogólnopolskie pokazują, że imprezujących traktowali łagodnie – w całym kraju w ciągu doby wystawiono jedynie 597 mandatów za łamanie obostrzeń.

https://twitter.com/emeszz/status/1393897818851618818?s=20

Mamy więc do czynienia w dwoma równoległymi rzeczywistościami. Z jednej strony otwarcie gastronomii na świeżym powietrzu i wyczekiwany od dawna powiew normalności, z drugiej nieustanne tłumienie demonstracji, które w różny sposób pokazują krytyczne podejście do władzy. Jakie ma to uzasadnienie epidemiczne? Oczywiście żadne. Nie ma innego uzasadnienia niż polityczne – pandemia wielokrotnie pokazała, że rządy wykorzystują ją do tłumienia tego, co dla nich niewygodne. I jak się okazuje, trudno odejść od tego, jakby nie patrzeć, parszywego przyzwyczajenia.

Wesele? Jasne. Demonstracja? Nie.

Przypominam, że od połowy maja obowiązuje 25-osobowy limit osób na imprezach. A tak naprawdę wesele można zorganizować jeszcze większe, jeśli biorą w nim udział osoby zaszczepione, niewliczane do limitu. Konia z rzędem temu, który wytłumaczy mi dlaczego na przykład dziesięcioosobowa manifestacja pod chmurką jest zagrożeniem, a wesele w domu już nie. Tym bardziej, że uczestnicy zgromadzeń zwykle robią co mogą, by nie dać rozbić się policji, i stają w odstępach i maskach. Tak było chociażby ostatnio na proteście pielęgniarek. A niezadowolenie chce wkrótce wyrazić znacznie więcej grup zawodowych.

Niestety, każdy dzień utrzymywania absurdalnego limitu osób na zgromadzeniach publicznych to plama na polskiej demokracji. Zdaję sobie sprawę, że niewiele osób to w tej chwili obchodzi, w końcu wszyscy zasłużenie cieszą się powrotem do normalności. Ale noszenie ludzi do policyjnych radiowozów, tylko dlatego że zamiast kawy na wynos mają w rękach transparent, to obrazki znane z Rosji czy Białorusi. Tam też władza wykorzystała pandemię do tłumienia manifestacji.